#31



Wstępniak

Artykuły

Kopana Corner

Woman Corner

"Mój sport"

Linki

Listy

On-line

Redakcja

Wyjście do AM


Zalecane:
IE 5.0, 1024x768;

Pamiętaj!
Sport to zdrowie!
Więc wyłącz ten
komputer i zagraj w
PIŁKĘ! ;)




Gdyby pojawiły się 
kłopoty z kodowaniem,
 a używasz IE wykonaj następującą czynność:
 widok -> kodowanie 
-> automatyczny wybór

 

::: JANAS - REAKTYWACJA :::

        Był taki okres, w którym w drużynę pana Janasa nie wierzyłem. Okres ten był długi, gdyż trwał od momentu pierwszego meczu "nowej" reprezy do inauguracyjnego spotkania eliminacji Mistrzostw Świata 2006. Wtedy właśnie coś pękło, drużyna "nielotów" zaczęła wygrywać, a moje serce było jej coraz bliższe. Wszystkie te emocje opisywałem w kolejnych felietonach, które publikowałem na łamach innego elektronicznego czasopisma. W momencie, w którym piszę te słowa Polacy są liderami grupy i są na najlepszej drodze by zagrać w przyszłorocznym Mundialu. Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że wystarczą im jeszcze tylko zwycięstwa z Walią i Austrią (na własnym stadionie), aby do Anglii mogli jechać na wycieczkę. Super...

Ostatnim krokiem, który do tej pory reprezentacja Polski wykonała na swojej drodze do MŚ było zwycięstwo nad Azerbejdżanem 4. czerwca 2005 roku. Mecz w Baku przed rozpoczęciem wydawał się jedynie formalnością, gdyż u nas Azerowie zebrali srogie (8:0) baty. Tak oczywiście myśleli tylko kibice mało obeznani z ulubioną dyscypliną sportu. Ludzie siedzący "w branży" od lat wiedzieli, że to spotkanie może okazać się morderczą bitwą, gdyż żadna drużyna grupy szóstej nie miała w Baku łatwej przeprawy. Sądzić tak można było po żądzy rewanżu, jaką pałali w przedmeczowych wypowiedziach Azerowie oraz po zapowiedziach, że w przypadku porażki ich trener, Carlos Alberto, pożegna się ze stanowiskiem.

Wszystkie te domysły, spekulacje oraz stwierdzenia były oczywiście domeną ludzi stojących nieco z boku. S-kadra była od początku przygotowana na to, że spotkanie z Azerbejdżanem będzie trzeba co najmniej wybiegać, znała swoją wartość i jednocześnie nie lekceważyła przeciwnika. Takie nastawienie piłkarzy s-kadry cieszyło, gdyż pokazywało, że będą naprawdę grać, a nie czekać aż mecz sam się wygra. Może to co piszę wydaje się absurdalne, gdyż takie nastawienie jest podstawą w uprawianiu piłki nożnej zawodowo, jednak nasi reprezentanci niejednokrotnie udowadniali, że wcale tak być nie musi (vide spotkanie z Łotwą w el. Euro 2004).

Jedyną niepokojącą dla kibiców wiadomością przed spotkaniem w Baku był brak w drużynie Jacka Krzynówka. Zawodnik Bayeru Leverkusen złapał jakąś lekką kontuzję i trener po prostu nie chciał go przemęczać, a "znawcy" od razu zaczęli węszyć w tym wszystkim jakiś smród. Ludzie - nasza kadra nie opiera się tylko na jednym zawodniku, a w meczu z raczej słabym rywalem taki brak nie jest w stanie osłabić siły rażenia całej drużyny! No tak, ale niektórzy uwierzą dopiero jak zobaczą...

Polacy rozpoczęli spotkanie od szturmu, który przyniósł kilka naprawdę groźnych sytuacji nie zakończonych bramkami. Ataki te kosztowały s-kadrę sporo sił, gdyż po nich na kilka minut inicjatywę przejęli Azerowie. Ich akcje nie przyniosły jednak powodzenia, a nawet zagrożenia. W okolicach 20. minuty gra się uspokoiła, a w 28. po sprytnym zachowaniu Frankowskiego w polu karnym Polacy prowadzili 1:0. Od tego momentu trener Carlos Alberto był wyjątkowo uczulony na decyzje sędziów, które komentował ostentacyjną gestykulacją (szczególnie po zdobyciu przez jego podopiecznych gola z pozycji spalonej). Pierwsza połowa spotkania zakończyła się skromnym 1:0 dla Polski. A powinno być więcej, jednak naszym reprezentantom (głównie Kosowskiemu i Żurawskiemu) zwyczajnie brakowało szczęścia.

Początek drugiej połowy przyniósł widoczne ożywienie w szeregach s-kadry, natomiast po Azerach było widać, że powoli tracą siły i nerwy. Spełnienie przyszło w 57. minucie, kiedy Tomek Kłos po dośrodkowaniu z rzutu wolnego skierował głową piłkę do bramki rywali. 2:0 to był rezultat, który dawał nam poczucie bezpieczeństwa i tego, że włożyło się w mecz choć szczyptę zaangażowania. Dla Azerów druga bramka oznaczała pogorszenie nastrojów, a dla trenera Carlosa Alberto stuprocentowe pożegnanie się ze stanowiskiem. Od 58. minuty gra się wyraźnie zaostrzyła, gdyż nasi rywale nie przebierali w środkach i koncentrowali się na nogach biało-czerwonych zamiast na piłce. Nasi jednak nie dali się złamać i sprowokować, gdyż w 79. minucie Żurawski po fantastycznym dograniu Niedzielana dopełnił formalności. Bramka na 3:0 spowodowała wybuch złości u Carlosa Alberto, który najpierw uderzył technicznego, a po ujrzeniu czerwonej kartki zaczął pokazywać obraźliwe gesty w kierunku kibiców i sędziów. Było to coś naprawdę obrzydliwego. I pomyśleć, że dopuścił się tego kapitan mistrzowskiej drużyny Brazylii z 1970 roku...

Po wyprowadzeniu trenera Azerów do szatni, ci zaczęli poczynać sobie jeszcze odważniej niż wcześniej. Oczywiście tylko w kwestii atakowania nóg naszych piłkarzy, bo na prawdziwą grę ochotę stracili już po utracie drugiej bramki. Na szczęście żaden z naszych piłkarzy poważnie nie ucierpiał.

Mecz z Azerbejdżanem repreza może zaliczyć do jak najbardziej udanych - przecież odniosła dość wysokie zwycięstwo na dość trudnym terenie i poważnie zbliżyła się do awansu do przyszłorocznych MŚ. Piłkarze nie powinni jednak popadać w euforię, gdyż przed nimi jeszcze dwa arcyważne mecze, które po prostu muszą wygrać. Wielka w tym jest rola mediów, które nie powinny nadto drużyny Janasa chwalić i snuć co do niej jakiś wielkich prognoz. S-kadra po prostu musi być na te spotkania w 100% zmotywowana, aby nie powtórzyła się sytuacja z el. MŚ 2002 z meczu z Białorusią (1:4). To spotkanie sprzed czterech lat było tylko nie mającym konsekwencji ostrzeżeniem. Niestety, na dzień dzisiejszy limit ostrzeżeń się wyczerpał...

Azerbejdżan - 0
Polska - 3 (28' Frankowski, 57' Kłos, 79' Żurawski)

Żółte kartki: Kamał Gulijew, Ildar Abdulrachmanow (Azerbejdżan).
Czerwona kartka: trener Carlos Alberto Torres (82', Azerbejdżan).

Sędziował: Alberto Undiano Mallenco (Hiszpania)

Widzów: ok. 18.000

Azerbejdżan: Dżahangir Gasanzade; Kamał Gulijew, Raszad Sadygow, Awtandił Chadżijew (77' Nadir Nabijew); Machir Szukurow, Ildar Abdulrachmanow (77' Ildar Gurmanow), Emin Gulijew, Raszad Abdullajew, Raił Melikow (61' Zaur Ramazanow); Asłan Karimow, Gurban Gurbanow.

Polska: Jerzy Dudek; Marcin Baszczyński, Tomasz Kłos, Jacek B
ąk, Tomasz Rząsa; Kamil Kosowski, Radosław Sobolewski, Mirosław Szymkowiak (90' Arkadiusz Radomski), Sebastian Mila (84' Marek Zieńczuk); Maciej Żurawski, Tomasz Frankowski (57' Andrzej Niedzielan).


:: zabójca ::

 


AM Sport : Layout & GFX : Urimourn (urimourn@vp.pl)