#31



Wstępniak

Artykuły

Kopana Corner

Woman Corner

"Mój sport"

Linki

Listy

On-line

Redakcja

Wyjście do AM


Zalecane:
IE 5.0, 1024x768;

Pamiętaj!
Sport to zdrowie!
Więc wyłącz ten
komputer i zagraj w
PIŁKĘ! ;)




Gdyby pojawiły się 
kłopoty z kodowaniem,
 a używasz IE wykonaj następującą czynność:
 widok -> kodowanie 
-> automatyczny wybór

 

::: GIRO D'ITALIA:  :::

        Tekst powstał na podstawie relacji zamieszczanych na stronie wortalu o kolarstwie szosowym: www.szosa.rowery.org

| Giro 2005 w obiektywie kamery |

Giro d'Italia obok Tour de France i Vuelta a Espana jest jednym z największych wyścigów kolarskich na świecie. Co roku, w miesiącu maju emocjonujemy się wyczynami kolarzy, którzy ścigają się po półwyspie Apenińskim. W tym roku w Giro wystąpiło dwóch polskich kolarzy: Dariusz Baranowski oraz Sylwester Szmyd. Rola tego drugiego była określona od samego początku - był typowym pracusiem, który pomagał liderom grupy Lampre. Z całą pewnością fani kolarstwa w Polsce liczyli na dobry występ drugiego z Polaków, Darka Baranowskiego. Pamiętamy jego wspaniałe 12 miejsce, które zajął podczas Giro dwa lata temu, kiedy to ścigał się w koszulce polskiej grupy zawodowej CCC Polsat. [Publo]

PROLOG:
197 zawodników z 22 ekip wyruszyło na trasę prologu w Reggio Calabria, prowadzącą oświetlonym bulwarem wzdłuż morskiego wybrzeża. Dystans króciutki - 1.15 km, przy wiejącym przeciwnym wietrze. Walka o pierwsze zwycięstwo rozegrała się pomiędzy klasycznymi sprinterami, a kolarzami wywodzącymi się z toru. Niespodziewanie najlepszym okazał się być torowiec - Brett Lancaster, który wyprzedził dwóch sprinterów z Fassa Bortolo - Matteo Tosatto i Alessandro Petacchiego. Nieźle wypadł
Dariusz Baranowski (Liberty Seguros), który do zwycięzcy stracił 5 sekund (33. pozycja), Sylwester Szmyd (Lampre-Caffita) - 10 sekund (151. pozycja). Ostatni na trasę wyruszył Mario Cipollini, który w ten sposób pożegnał się z kibicami, kończąc sportową karierę.

ETAP 1:
Na trasę wyruszył komplet, 197 zawodników, ale już po 20 km wycofał się pierwszy z nich - Didier Rous (Bouygues Telecom). Krótko po tym z peletonu odskoczyła czwórka: Leonardo Scarselli (Selle Italia-Colombia), Sven Krauss (Gerolsteiner), Stefano Zanini (Quick.Step) i Thorwald Veneberg (Rabobank). Po pokonaniu 72 km ich przewaga sięgnęła 9:40, ale już w okolicach premii intergiro (92 km), którą wygrał Krauss (inkasując 1000 €), zasadnicza grupa przyspieszyła, niwelując swoją stratę do 6:15 (115 km). Na jedynej górskiej premii, Mileto (161,8 km), z czołówki do przodu wyskoczył Veneberg, który na szczycie miał jeszcze w zapasie 2:30. Holender był jednak bez szans, peleton mijając baner oznaczający 20 km do mety, miał do odrobienia jedynie 37 sekund i niedługo potem zakończył śmiałą akcję. Rozpoczęła się nerwowa walka o jak najlepszą pozycję na ostatnich metrach. Fassa Bortolo ciężko pracowała na zwycięstwo Alessandro Petacchiego. Końcowe 800 metrów prowadziło pod górę, co wykorzystał Paolo Bettini. Zawodnik Quick Step zaatakował, Petacchi próbował pojechać za rywalem, ale 'Świerszczyk' zyskał przewagę wygrywając etap i zdobywając różową koszulkę lidera.

ETAP 2:
Na 34 km od peletonu odjechała czwórka zawodników: Philippe Schnyder (Colombia-Selle Italia), Freddy Bichot (Francaise des Jeux), Roy Sentjens (Rabobank) i Bram Schmitz (T-Mobile), do których kilka kilometrów dalej dołączyli Moreno Di Biase (Colombia-Selle Italia) i Sven Krauss (Gerolsteiner). Po 71 km przewaga ucieczki wynosiła 5:34 i zaczęła maleć. Po premii Intergiro (111 km), którą podobnie jak na pierwszym etapie wygrał Krauss, różnica spadła do 3 minut. Niespełna 50 km przed metą doszło do przykrego wypadku. Hiszpański kolarz Alberto Lopez de Munain (Euskaltel) na jednym z zakrętów wpadł w poślizg i runął twarzą na asfalt. Poszkodowanym zawodnikiem zajęli się lekarze ambulansu jadącego z wyścigiem, a Hiszpan został natychmiast odwieziony do najbliższego szpitala z poważnymi obrażeniami. Tymczasem prowadząca szóstka jechała jeszcze z przodu, jej akcja została zakończona niespełna 20 km przed końcem. Czołowe pozycje w peletonie zajęli kolarze Fassa Bortolo, mający za zadanie rozprowadzenie Alessandro Petacchiego. Tym razem jednak nie wszystko poszło po ich myśli. Włoski sprinter zamknięty na ostatnich metrach nie liczył się w walce o etapowe zwycięstwo. Końcowe metry najlepiej rozegrał McEwen, który obronił się przed mocnym atakiem Isaac Galveza Lopeza (lles Balears).

ETAP 3:
Już po przejechaniu 8 km na czele znalazł się Russell Van Hout (Colombia-Selle Italia). Australijczyk zyskał ponad 9 minut przewagi, ale jego akcja nie miała najmniejszych szans na powodzenie i zakończyła się 26 km przed metą. Chwilę po tym peleton natychmiast przyspieszył, rozpoczęła się w nim zażarta walka o jak najlepszą pozycję przed podjazdem 2. kat. Tecla (195.2 km; 365 m, 7,3 km przy 4,60%). Zaraz na jego początku z przodu znaleźli się Paolo Bettini i Danilo Di Luca, kontratakować próbowali Paolo Tiralongo (Ceramica Panaria), następnie Koldo Gil Perez (Liberty Seguros), ale na szczycie razem pojawiła się grupa 28 zawodników, której ton nadawali zawodnicy Liquigas ze Stefano Garzellim i Dario Cioni, na czele. Grupa sprinterów traciła wówczas około minuty, z tyłu znalazł się również
Sylwester Szmyd (Lampre), który uczestniczył w niegroźnej kraksie. 10 km zjazd do mety kończył się niewielkim podjazdem do góry. Cały czas prowadzili zawodnicy Liquigas. Ostatnie 700 metrów z przodu przejechał Danilo Di Luca. Lider ProTouru pierwszy minął linię mety, minimalnie przed naciskającym go Damiano Cunego (Lampre - Caffita).

ETAP 4:
W pierwszej udanej akcji, po pokonaniu 23 km, znalazła się dwójka kolarzy, Cedric Vasseur (Cofidis) i Marco Pinotti (Saunier Duval). Para ta na 130 km jechała o 5.36 przed peletonem. Ten ostatni powoli się rozkręcał, likwidując akcję śmiałków niespełna 40 km przed metą. 10 km dalej zaatakował Trent Wilson (Selle Italia), zyskując kilkanaście sekund. Zasadnicza grupa na więcej nie pozwoliła, zbliżając się szybko do celu w Frosinone. Kilka kilometrów przed metą znajdował się niewielki podjazd, z którego do mety prowadził kręty, niebezpieczny zjazd. Wykorzystała to piątka kolarzy: Bettini, Mazzanti, Dario Cioni (Liquigas), Michele Scarponi (Liberty Seguros) i Baden Cooke (Francaise Des Jeux), którzy razem wjechali na ostatnie metry. Finisz rozpoczął Bettini, za którym utrzymał się jedynie Cooke. Australijczyk zamierzał minąć Włocha z lewej strony, ale ten nie trzymał prostej linii, zjeżdżał w stronę band, w efekcie powodując upadek rywala. Sędziowie po kilkominutowej dyskusji postanowili przesunąć Bettiniego na czwarte miejsce na etapie, z czym lider wyścigu nie mógł się pogodzić, nie wychodząc w proteście na dekoracje najlepszych. Zwycięstwo przypadło trzeciemu a mecie, Luce Mazzantiemu.

ETAP 5:
Na trasie znalazły się trzy górskie premie: Passo del Diavolo (46.5 km; 1400 m; 17,0 km przy 4,10%), Valico monte Godi (91 km; 1564 m; 12,0 km przy 4,80%) i najtrudniejsza z nich, 1. kat. Goriano Sicoli (161,3 km 845 m; 5,5 km przy 8,30%, max. 14%). Przed tym ostatnim podjazdem z przodu utworzyła się 21-osobowa grupa, w której jechał
Dariusz Baranowski (Liberty Seguros), lider Paolo Bettini (Quick.Step) oraz Rory Sutherland (Rabobank), Jose Rujano Guillen (Selle Italia), Matteo Tosatto (Fassa), Vladimir Miholjevic i Charly Wegelius (Liquigas), Ivan Parra (Selle Italia), Angel Gomez Gomez i Joaquin Rodriguez Oliver (Saunier), Ruslan Ivanov (Domina), Rene Andrle, Koldo Gil Perez (Liberty Seguros), Andrea Moletta (Gerolsteiner), Wim Van Huffel (Davitamon-Lotto), Evgeni Petrov (Lampre), Theo Eltink (Rabobank), Dmitri Fofonov (Cofidis), Sandy Casar (FDJ), Dmitri Muravyev (CA), David Lopez Garcia (Euskaltel). Goriano Sicoli podzieliło grupę. Pierwszy premię przejechał Jose Rujano Guillen, 45 sekund po nim Koldo Gil, Baranowski tracił wówczas 1:50, peleton 2:35. Po zjazdach z przodu utrzymali się Guillen, Gil Perez, Bettini, Petrov, Van Huffel, Eltink, Parra, Wegelius i Rodriguez. Polak z Liberty Seguros przez pewien czas jechał w drugiej grupie, którą peleton wchłonął 42 km przed metą. Z czołowej grupki zaatakował Rodriguez. Hiszpan samotnie pokonywał pagórkowaty teren, 30 km przed końcem wyprzedzał goniącą grupkę o 45 sekund, peleton napędzany siłami Liquigas o 3:27. Rodriquez ostatecznie nie wytrzymał narzuconego przez siebie tempa, podobnie jak Parra, Gil, Petrov i Eltink, którzy najdłużej pozostawali z przodu z początkowej ucieczki. Peleton jechał coraz szybciej, w efekcie do ostatniego, półtorakilometrowego odcinka, prowadzącego pod górę, wszyscy dojechali razem. Tam zaatakowali Matias Kessler (T-Mobile) z Tadej Valjavcem (Phonak), ale faworyci byli tuż za nimi. Na ostatniej prostej do przodu wyskoczył Marzio Bruseghin (Fassa Bortolo). Włoch zyskał przewagę, jedynie Di Luca utrzymał mu się na kole. Lider ProTour długim finiszem minął rywala, zwyciężając już podczas drugiego etapu tegorocznego Giro.

ETAP 6:
Od startu kolarze próbowali zabrać się do ucieczki, już na 2 km zaatakował Bettini z Moreno Di Biase (Selle Italia), Patrice Halgand (Credit Agricole) i Benot Joachimem (Discovery), ale 4 km dalej akcja została zlikwidowana. Na 12 km odskoczył Trent Wilson (Selle Italia) wspólnie z Raffaele Illiano, również bezskutecznie. Aktywnie jadący Bettini wykorzystał usytuowaną na 65 km premię Intergiro, którą przejechał na pierwszym miejscu, otrzymując 6 sekund bonifikaty, dzięki czemu wyprzedził w klasyfikacji generalnej dotychczasowego lidera Danilo Di Luca (Liquigas). Zasadnicza grupa zbliżyła się do jedynej górskiej premii na etapie, Scansano (93 km; 500 m; 6,0 km przy 5,00%). Z przodu znalazł się na niej Juan Jose Cobo Acebo (Saunier Duval - Prodir), który zyskał kilkadziesiąt sekund przewagi. Szybko ją stracił na zjeździe, po którym czołówkę stanowiła czwórka kolarzy: Thorwald Veneberg (Rabobank), Thierry Marichal (Gerolsteiner), Sascha Urweider (Phonak) i Cobo Acebo. Peleton jechał spokojnie, kontrolując odjazd, który zyskał około 50 sekund. 20 km przed metą i ta akcja została zlikwidowana, sprinterzy powoli gotowali się do decydującej rozgrywki. Długo trwała walka o jak najlepszą pozycję na czele grupy. W końcu zajęli ją kolarze Fassa Bortolo rozprowadzający Alessandro Petacchiego, jednak po chwili kilku z nich wywróciło się na zakręcie, wspólnie ze swoim liderem, grzebiąc jego szansę na pierwsze zwycięstwo etapowe. Sytuacja sprawiła, że wkradł się mały chaos. Próbował to wykorzystać Henk Vogels (Davitamon - Lotto). Australijczyk zaryzykował półtorakilometrowy długi finisz. Zyskał kilkadziesiąt metrów przewagi, które stracił tuż przed kreską, na szczęście na rzecz swojego rodaka i kolegi z grupy Robbie McEwena.

ETAP 7:
Trudny etap, pod koniec trasy sobotniego odcinka znajdowały się dwie górskie premie: 2. kat., San Baronato (162,8 km; 348 m; 4,1 km przy 6,80%, max. 10%) oraz 1. kat., Sammommé (194,1 km; 720 m; 6,0 km przy 8,00%, max. 15%). Około 35 km z przodu uformowała się grupa 21 zawodników, w której kręcił
Dariusz Baranowski (Liberty Seguros) oraz: Evgeni Petrov (Lampre), Laurent Lefevre (Bouygues Telecom), Thierry Marichal (Cofidis), Ivan Parra (Selle Italia), Patrice Halgand (Credit Agricole), Christophe Brandt (Davitamon), Michael Barry (Discovery), Mirko Celestino (Domina), Marco Fertonani (Domina), Sandy Casar (Francaise Des Jeux), Marcel Strauss (Gerolsteiner), Jose Luis Carrasco Gamiz (Illes Balears), Koldo Gil Perez (Liberty Seguros), Charly Wegelius (Liquigas), Steve Zampieri (Phonak), Cristian Moreni (Quick Step), Theo Eltink (Rabobank), Angel Gomez Gomez, Joaquin Rodriguez Oliver (Saunier Duval) i Matthias Kessler (Telekom). Na 80 km ucieczka wypracowała 11:08 przewagi. Początkowo w peletonie pracowała ekipa Quick Step, następnie ich rolę przejęło CSC. Na szczycie San Baronato różnica zmalała do niespełna 5 minut. Kolarze musieli uważnie zjeżdżać, niewielki deszcz sprawiał, że jezdnia miejscami była śliska. 32 km przed metą przewaga pierwszej grupy wynosiła jeszcze 3:51. Kolarze zbliżali się do decydującego podjazdu, Sammommé. Jeszcze przed nim na odskok z czołówki zdecydował się Zampieri, do którego dojechali Koldo Gil i Angel Gomez. Rozpoczęła się górska premia. Do czołówki próbował powrócić Kessler, ale bez powodzenia. W niej na samotne prowadzenie wysforował się Gil, do którego powoli tracił Zampieri. Z tyłu przyspieszył Danilo Di Luca (Liquigas), chcąc zgubić z peletonu lidera Paolo Bettiniego (Quick Step). To się powidło, tym bardziej, że po kontrze Gilberto Simoniego (Lampre) i poprawce Damiano Cunego (Lampre) niewielu kolarzy pozostało w zasadniczej grupie. Na szczycie, z której do mety pozostawało 17 km, Gil wyprzedzał o 57 sekund Fertonaniego, peleton o 1:17, a Bettiniego o 2:32. Powstało wiele niewielkich grupek, jednak na czele, z bezpieczną przewagą, cały czas pozostawał Koldo Gil, którą dowiózł do samej mety. Finisz z grupy, po drugie miejsce wygrał Cunego, pokonując Di Luce. Dopiero w następnej grupie przejechał jeden z faworytów Ivan Basso (CSC). O pechu może mówić, Stefano Garzelli (Liquigas), który przewrócił się na jednym z ostatnich, śliskich, zakrętów. Włoch boleśnie się poobijał, dojechał do mety z grymasem bólu na twarzy.

ETAP 8:
Trasa etapu prowadziła wzdłuż doliny Arno River, trudnym, krętym i wąskim, odcinkiem drogi do Firenze, następnie wśród winnic i gajów oliwnych Monte Albano pięła się 300 metrów w górę na dystansie 6 km. 10 km trudny technicznie zjazd, poprzedzał prosty odcinek drogi z powrotem do Firenze, na metę w alei Lincolna. Na pierwszym pomiarze czasu (8,4 km) najlepszy czas uzyskał Paolo Savoldelli (Discovery Channel), do którego zaledwie 2 sekundy tracił Ivan Basso (Team CSC). Damiano Cunego (Lampre) był wolniejszy o 27 sekund, lider Danilo Di Luca (Liquigas), zaledwie o 13 sekund. Szczyt Monte Albano (18 km) z najlepszym czasem, dość niespodziewanie przejechał Basso. Drugi tam David Zabriskie (CSC) tracił 8 sekund, trzeci Serguei Gonchar (Domina Vacanze) - 10 sekund. Savoldelli, spadł na czwartą pozycję (+ 0:17), Cunego tracił sporo, bo już 54 sekundy, Di Luca dużo lepiej, tylko 26 sekund. Trzeci punkt pomiaru czasu (28,6 km) to ponownie najlepszy czas Savoldelliego. Zabriskie i Basso tracili jednak zaledwie po 8 sekund. Ta trójka liczyła się już do końca, a z ostatnim fragmentem czasu najlepiej poradził sobie specjalista jazdy na czas, David Zabriskie. Znakomicie spisał się Basso, tracąc zaledwie 17 sekund, dzięki czemu w klasyfikacji generalnej przesunął się na drugą pozycję, tracąc do Di Luca zaledwie 9 sekund. Nieźle zaprezentował się
Dariusz Baranowski, zajmując 27. miejsce. Pojechał tylko o 18 sekund wolniej od lidera swej grupy Liberty - Włocha Michele Scarponiego. W klasyfikacji generalnej Polak awansował z 41. na 29. pozycję.

ETAP 9:
Krótki odcinek przejazdowy przed dniem przerwy wykorzystali do ataku, już na pierwszym kilometrze, lider klasyfikacji Intergiro Sven Krauss (Gerolsteiner), Mads Christensen (Quick.Step) i Erik Baumann (T-Mobile). Po pokonaniu 29 km przewaga trójki uciekinierów sięgnęła 3:25. Wkrótce rozpoczął się podjazd na jedyną górską premię - Passo del Muraglione (51,2 km; 907 m; 8,5 km przy 5,92%). Okazała się ona zbyt wymagająca dla Baumanna, który stracił tam 2 minuty i wkrótce wrócił do peletonu jadącego ze stratą 3:30. Pozostała dwójka pozostawała na czele wyścigu aż do premii Intergiro (104,4 km), którą pierwszy minął Krauss. Ostatecznie zasadnicza grupa zlikwidowała odjazd niespełna 20 km przed metą. Ekipy sprinterów rozpoczęły walkę o jak najlepszą pozycję na czele peletonu. Powiodło się to Fassa Bortolo, która dowiozła Alessandro Petacchi na ostatnie 200 metrów. Tam Włoski sprinter jeszcze mocniej nacisnął na pedały, odjeżdżając wszystkim rywalom i odnosząc, tak wyczekiwane, pierwsze zwycięstwo w tegorocznym Giro.

ETAP 10:
Dzień przed pierwszym górskim odcinkiem peleton niespiesznie zmierzał do Rossano Veneto, przez pierwsze godziny nie przekraczając 30 km/h. Nikt z kolarzy się nie wychylał, nikt nie atakował. Dopiero po premii Intergiro (190km), na samotny odjazd zdecydował się Rafaele Illiano (Selle Italia), co o tyle nie dziwiło, że przejeżdżał właśnie przez miasteczko, w której siedzibę ma główny sponsor jego zespołu. Włoch zyskał około 2 minut przewagi i przejechał na czele wyścigu przeszło 60 km, ale kiedy do mety pozostawało mniej niż 30 km cała grupa ponownie jechała razem. Końcówka prowadziła po 5,2 km pętli pokonywanej trzykrotnie. Początkowo czołowe pozycje w peletonie zajęła ekipa Cofidis (mijająca obok siedzibę producenta swoich rowerów), następnie FDJ i Fassa Bortolo. Za rozprowadzanym przez włoski zespół Alessandro Petacchim usadowił się Robbie McEwen. Przy wyjściu z ostatniego zakrętu rozpoczęła się walka na finiszu. Australijczyk powoli mijał Włocha po jego prawej stronie, przejeżdżając linię mety o grubość opony przed zawodnikiem Fassa Bortolo, odnosząc tym samym trzecie etapowe zwycięstwo w wyścigu.

ETAP 11:
Na trasie pierwszego z prawdziwego zdarzenia górskiego etapu znalazły się cztery punktowane premie: Passo di Cereda (93,5 km; 1369 m; 8,5 km przy 7,60%, max. 16%), Forcella Aurine (105,3 km; 1299 m; 3,6 km przy 5,00%), Passo Duran (131,4 km; 1601 m; 13,0 km przy 7,7%, max. 14%) oraz Zoldo Alto (finisz; 1520 m; 8,7 km przy 6,90%, max. 11%). Tuż po starcie od peletonu oderwał się Benot Joachim (Discovery Channel). Luksemburczyk po 68 km wyprzedzał o 2:40 kontratakującego Leonardo Scarselliego (Selle Italia), zasadniczą grupę o następne dwie minuty. Zbliżał się pierwszy poważny podjazd - Passo di Cereda. Na jego szczyt pierwszy wjechał jeszcze Joachim, ale zaledwie 30 sekund tracił Jose Rujano (Selle Italia), peleton, w którym tempo narzucała ekipa Lampre - 45 sekund. Po krótkim zjeździe rozpoczęła się wspinaczka na Forcella Aurine. Tuż przed jej końcem do przodu skoczył Patrice Halgand (Credit Agricole). Francuz zyskał kilkadziesiąt sekund, samotnie rozpoczynając najtrudniejszy podjazd pod Passo Duran. Za jego plecami tempo cały czas rozkręcała ekipa Lampre. W końcu z peletonu zaatakował Gilberto Simoni, z miejsca rozbijając całą grupę. Szybko utworzyła się około 20-osobowa czołówka, w której brakowało Damiano Cunego (Lampre) i Stefano Garzelliego (Liquigas), nieźle trzymał się natomiast
Dariusz Baranowski (Liberty Seguros), przez moment nawet prowadzący grupę. Do roboty zabrał się Ivan Basso (CSC), zostawiając za plecami kolejnych rywali. W pewnym momencie przy Włochu pozostał jedynie Simoni, ale na szczycie górskiej premii, obok nich jechali jeszcze Paolo Savoldelli (Discovery Channel), lider Danilo di Luca (Liquigas) i rewelacyjny Wenezuelczyk Jose Rujano. 57 sekund tracili Daniel Atienza (Cofidis) i Pietro Caucchioli (Credit Agricole), Dariusz Baranowski niespełna 3 minuty, grupa Damiano Cunego jeszcze kolejne pół minuty więcej. Na zjeździe swoje nieprzeciętne umiejętności w radzeniu sobie z górskimi serpentynami udowodnił Savoldelli, który finałowe wzniesienie, Zoldo Alto, rozpoczął z niewielką przewagą nad pozostałymi rywalami. Za zwycięzcą Giro 2002 w pogoń rzucił się Basso, szybko do niego dołączając. Po chwili to samo uczynił Simoni. 5 km przed metą 24 sekundy do tej trójki tracił Di Luca, Cunego już 4:55. Ponownie przyspieszył Basso, gubiąc Simoniego, który 2 km przed końcem tracił kilkanaście sekund. Prowadząca para dojechała razem do ostatnich metrów, a na finiszu szybszy okazał się Paolo Savoldelli.

ETAP 12:
Zaraz po starcie kolarze musieli wspinać się na Passo di San Pellegrino (26,8 km; 1918 m; 12,0 km przy 7,85%), jedyny podjazd na etapie. Triumfował tam lider klasyfikacji górskiej Wenezuelczyk Jose Rujano (Selle Italia). Wykorzystując zjazd próbowali odjechać dwaj inni zawodnicy Selle Italia - Raffaele Liliano i Ivan Parra, ale po pokonaniu 45 km cała grupa znów jechała razem. Tempo nie było wysokie, po górskim etapie i w perspektywie dwóch kolejnych podczas weekendowych dni, mało kto myślał o szachowaniu siłami. Wyłamał się jedynie Philippe Schnyder (Selle Italia). Szwajcar zaatakował około 73 km, wypracowując blisko 3 minuty przewagi. Peleton cały czas jechał spokojne, likwidując akcję 30 km przed metą. Ostatecznie doszło do finiszu z peletonu. Jak zwykle w takiej sytuacji "pociąg" Fassa Bortolo zabrał się za rozprowadzanie Alessandro Petacchiego. Na ostatnich metrach pierwszy finisz rozpoczął Paride Grillo (ICeramica Panaria). Wykorzystał to Petacchi, który pojechał przez moment za rywalem, łatwo go minął, zostawiając daleko za plecami.

ETAP 13:
W sprzyjającej, słonecznej pogodzie, przyszło kolarzom rywalizować na trasie 13. etapu, z pięcioma górskimi premiami: Passo di Costalunga (71,1 km; 1745 m; 13,0 km przy 6,71%); Passo Sella (106,2 km; 2244 m; 11 km przy 7,20%, max. 12%); Passo di Gardena (117,4 km; 13 km przy 7,70%, max. 14%); Passo delle Erbe (161 km; 2004 m; 15,2 km przy 8,70%, max. 16%); Pontives (213,8 km, 1113 m; 9,3 km przy 6,80%, max. 12%). Czekające trudności sprawiły, że z dalszej jazdy zrezygnowali sprinterzy: Robbie McEwen, Stuart O'Grady, Jan Kirsipuu i Baden Cooke, a także narzekający na skutki upadku podczas jednego ze wcześniejszych etapów Stefano Garzelli (Liquigas). Krótko po starcie zaatakowała grupa, w której próbował się zabrać
Dariusz Baranowski (Liberty), ale dopiero około 30 km uformowała się czołówka w składzie: Paolo Tiralongo (Ceramica Panaria), Ivan Parra i José Rujano Guillen (Colombia - Selle Italia), Francesco Bellotti i Pietro Caucchioli (Crédit Agricole), Wladimir Belli (Domina Vacanze), Aitor Gonzalez (Euskaltel), Sven Krauss (Gerolsteiner), Joan Horrach Rippoll (Illes Balears), Giampaolo Caruso (Liberty Seguros), Andrea Noè (Liquigas-Bianchi), Tadej Valjavec (Phonak), Paolo Bettini i José Antonio Garrido (Quickstep), Michael Rasmussen (Rabobank), Juan Manuel Garate i Joaquin Rodriguez Oliver (Saunier), Michael Blaudzun (Team CSC), Matthias Kessler i Jan Schaffrath (T-Mobile). Przewaga tej grupy, której tempa nie wytrzymał jedynie Krauss, na 95 km zbliżyła się do 8 minut, ale później, za sprawą ekipy CSC, zaczęła powoli maleć. Po pokonaniu trzech pierwszych górskich premii, na 125 km, zmierzona różnica wynosiła 7:12. Rozpoczynał się najtrudniejszy podjazd etapu, Passo delle Erbe (161 km; 2004 m; 15,2 km przy 8,70%, max. 16%). Z głównej grupy wcześnie zaatakowali Damiano Cunego i Gilberto Simoni (Lampre). Niespodziewanie chwilowe kłopoty przeżywał lider Ivan Basso (CSC). Włoch się jednak "zebrał" i znalazł się w grupie goniącej dwójkę z Lampre, która zyskała maksymalnie 25 sekund. Z przodu czołówka topniała, ale liczyła jeszcze ponad 10 kolarzy. Na szczycie miała 5:42 nad peletonikiem z liderem oraz ponownie Simonim i Cunego w składzie. 40 km zjazdów przed Pontives (213,8 km, 1113 m; 9,3 km przy 6,80%, max. 12%) nie zmieniły sytuacji, prowadząca grupa (Tiralongo, Parra, Rujano, Caucchioli, Belli , Caruso, Noè, Valjavec, Garate, Lobato, Kessler) zachowała w zapasie 3:14, co oznaczało, że z niej zostanie wyłoniony zwycięzca etapu. Zaatakował Ivan Parra, za którym pozostawali Caucchioli, Garate i Rujano. Z tyłu na jeszcze jedną próbę zdecydował się Simoni, wspólnie z Paolo Savoldellim (Discovery Channel). Basso został z tyłu. Do mety pozostawało 7 km. Savoldelli uciekł Simoniemu, do którego natomiast dojechał Danilo Di Luca (Liquigas). Basso 4 km do końca tracił ponad minutę do Savoldellego, a przecież w klasyfikacji generalnej miał tylko 18 sekund przewagi nad rywalem. Tymczasem z przodu Parra zachował przewagę, w znakomitym stylu odnosząc etapowe zwycięstwo. Savoldelli zameldował się na mecie o 1:08 przed zmęczonym Basso, obejmując prowadzenie w klasyfikacji generalnej.

ETAP 14:
Podczas czternastego etapu peleton musiał pokonać trzy górskie premie, łącznie z najwyższym punktem wyścigu - Passo dello Stelvio (2758 m): Frassineto (38,8 km; 1080 m; 10,2 km przy 8,20%, max. 12%), Passo dello Stelvio (146,5 km; 2758 m - CIMA COPPI; 24,7 km przy 7,5%, max. 12%), Passo del Foscagno (195,5 km; 2291 m; 15,0 km przy 6,4%; max. 11%). Po starcie zaatakowała dziewiątka kolarzy, wśród której jechał Damiano Cunego (Lampre), zwycięzca wczorajszego etapu Ivan Parra (Selle Italia), lider klasyfikacji górskiej José Rujano (Selle Italia) oraz Daniel Atienza, Rafaele Illiano, Sven Montgomery, Unai Osa, Wladimir Belli i Joaquin Rodriguez. Grupka ta zyskała maksymalnie blisko pięć i pół minuty, ale u stóp Stelvio różnica spadła poniżej dwóch minut. Na podjeździe tempa czołówki nie wytrzymał Cunego, natomiast z peletonu odpadł męczący się Ivan Basso (CSC), przy którym zaczepił się
Dariusz Baranowski (Liberty Seguros). W pierwszej grupce pozostali Rujano, Parra, Atienza i Osa. Czwórka znów zaczęła budować przewagę. Z tyłu początkowo, w coraz mniejszym peletonie, pracowała ekipa Discovery Channel, później jej rolę przejęła Lampre - Caffita. Im wyżej wjeżdżali kolarze tym większe zwały śniegu zalegały na stromych poboczach i tym bardziej rosła strata Ivana Basso, przekraczając 10 minut. Ostatecznie pokonując Cima Coppi prowadząca czwórka wyprzedała peleton o 2:49, grupę Baranowskiego i przeżywającego dramat Ivana Basso o 18:33. Na zjeździe ze Stelvio z grupy lidera odskoczył mistrz Rosji Alexandr Kolobnev (Rabobank), do którego dojechał Emanuele Sella (Ceramica Panaria). Goniąca dwójka Passo del Foscagno (195,5 km; 2291 m; 15,0 km przy 6,4%; max. 11%) rozpoczynała ze stratą 1.37, peleton 3.14. Sella zostawił za plecami Kolobneva, powoli zbliżając się do czołówki, co mu się udało 25 km przed metą. W odpowiedzi zaatakował Parra, wychodząc na samotne prowadzenie. Na szczycie Kolumbijczyk o 1:31 wyprzedzał Rujano i Tadej Valjaveca (Phonak), który zaatakował z dalszej pozycji, prowadzony cały czas przez Cunego peleton - o 3:50. Po krótkim zjeździe czekał jeszcze 3 km podjazd i 8 km zjazd do mety. Wykorzystał to, atakując, Gilberto Simoni (Lampre), przy którym utrzymali się Garate i Di Luca, natomiast 20 sekund stracił lider Paolo Savoldelli. Tymczasem z przodu Ivan Parra ze znaczną przewagą dojechał do mety, wygrywając drugi z rzędu etap. Savoldelli próbował na zjeździe zmniejszyć stratę do Di Luci i Simoniego, ostatecznie wyniosła ona jednak 27 sekund, co ostatecznie wystarczyło do obrony pozycji lidera.

ETAP 15:
Pogorszenie warunków atmosferycznych, opady deszczu, a w górach śniegu, zmusiło organizatorów do skrócenia trasy i rezygnacji z podjazdu Forcola di Livigno. Ostatecznie peleton pokonał 154 zamiast 205 km. Po przejechaniu 12 km na samotny atak zdecydował się Roy Sentjens (Rabobank). Belg zyskał blisko 3 minuty, ale jego akcja nie miała szans powodzenia, w sytuacji gdy ekipa Fassa Bortolo zainteresowana była doprowadzeniem do finiszu całej grupy. Kiedy przewaga Sentjens spadła poniżej minuty dojechał do niego Rafaele Illiano (Selle Italia). Włoch wkrótce zostawił rywala za plecami, zyskując 1:25 nad peletonem. 25 km przed metą zostało z tego 25 sekund i na ulice Lissone wjechała cała grupa. Początkowa prowadził ją zespół Discovery Channel, który wyprowadził lidera Paolo Savolldeliego na czołowe pozycje, chcąc zabezpieczyć się na wypadek upadku na śliskiej nawierzchni. Dopiero po ataku Matt Wilsona (Française des Jeux), 8 km przed metą, pierwsze pozycje zajęli kolarze Fassa Bortolo, rozprowadzający Alessandro Petacchiego. Po dogonieniu Wilsona, kolejną próbę podjął jego kolega z grupy, LIlian Jégou, któremu starczyło sił na raptem 100 metrów samotnej jazdy. Fassa Bortolo do końca kontrolowała sytuację, a wyprowadzony Petacchi nie zmarnował pracy kolegów, po raz trzeci triumfując w tegorocznym Giro.

ETAP 16:
Przez blisko 100 km peleton nie odpuszczał żadnego ataku, dopiero wówczas utworzyła się 18-osobowa grupa, która otrzymała "bilet" na odjazd. Jechali tam: Javier Ramirez Abeja i René Andrle (Liberty Seguros), Alessandro Vanotti (Domina Vacanze), André Korff i Eric Baumann (T-Mobile), Lilian Jégou (Française des Jeux), Dmitriy Fofonov (Cofidis), Christophe Le Mevel i Yannick Talabardon (Crédit Agricole), Christophe Brandt i Björn Leukemans (Davitamon - Lotto), Mathieu Claude (Bouygues Telecom), Addy Engels (Quickstep), Uros Murn i Ignacio Gutierrez (Phonak), Dario Andriotto (Liquigas - Bianchi), Frank Schleck (Team CSC) oraz Alberto Ongarato (Fassa Bortolo). Przewaga szybko rosła, przed jedyną górską premią, Bric Berton (170,6 km; 773 m; 16,5 km przy 3,2%, max. 12%), przekroczyła 10 minut. Podjazd podzielił czołówkę, na czele pozostali: Vanotti, Engels, Brandt, Schleck, Le Mevel i Fofonov. Szczyt Bric Berton szóstka ta przejechała 43 sekundy przed drugą grupką, peleton, prowadzony przez Discovery Channel, cały czas jechał bardzo spokojnie, już 16 minut wolniej od najlepszych. Na zjeździe zaatakował Vanotti. Włoch zyskał 20 sekund, ale rywale mu nie odpuścili, niwelując stratę. Zawodnik Domina Vacanze próbował jeszcze raz swojej szansy, tym razem w towarzystwie Engelsa - również bezskutecznie. Dopiero tuż przed metą zaskoczył wszystkich Christophe Le Mevel. Francuz zaatakował na ostatnich 1000 metrach, na tyle skutecznie by odnieść najcenniejsze zwycięstwo w swojej karierze. A peleton jeszcze jechał i jechał...

ETAP 17:
Etap rozpoczął się krótkim podjazdem 3. kat Colle di Cadibona (21.3 km), następnie czekała Madonna del Colletto (kat. 1; 138,4 km; 1304 m; 7,8 km przy 7,70%, max. 11%), Colletto del Moro (kat. 2; 165,5 km; 940 m; 3,7 km przy 8,9%, max. 21%) i finałowe Colle di Tenda (1795 m; 13,5 km przy 6,1%, max. 11%). Po przejechaniu przeszło 50 km na czele uformowała się grupa w składzie: Thierry Marichal i Matthew White (Cofidis), Patrice Halgand (Crédit Agricole), Volodymir Gustov (Fassa Bortolo), Sandy Casar (Française des Jeux), Jan Hruska (Liberty Seguros), Stefano Zanini (Quickstep), Angel Gomez (Saunier Duval), Bram Schmitz (T-Mobile), Thomas Dekker i Rory Sutherland (Rabobank) oraz Roberto Laiseka (Euskaltel). Na 90 km ucieczka wypracowała 5 minut przewagi, która 20 km dalej spadła do 4.13. Peleton prowadziły ekipy CSC i Lampre-Caffita. Madonna del Colletto (kat. 1; 138,4 km) liderzy rozpoczęli nieco ponad 3 minuty przed główną grupą. Na podjeździe tempo narzucał Damiano Cunego (Lampre), zmniejszając stratę do 2:30. W czołówce pozostali: Patrice Halgand, Angel Gomez, Roberto Laiseka, Rory Sutherland, Matt White i Sandy Casar. Przed krótkim, ale bardzo trudny, Colletto del Moro (165,5 km; 3,7 km przy 8,9%, max. 21%), akcja uciekinierów praktycznie została zakończona. Na prowadzenie wyszedł tam Cedric Vasseur (Cofidis), ale szybko i łatwo minęła go grupa z możnymi wyścigu. Przed szczytem prowadził ją Gilberto Simoni (Lampre), tuż za nim Ivan Basso (CSC). Również lider wyścigu, Paolo Savoldelli, czujnie trzymał się najgroźniejszych rywali. Na dojeździe do Colle di Tenda zaatakowała szóstka: Schleck i Basso (CSC), Cioni (Liquigas), Caruso (Liberty), Tiralongo (Panaria) oraz Lobato (Saunier), która finałowe wzniesienie rozpoczynała z przewagą 1:30, zwiększając ją do 1:41 na 10 km przed metą. W końcu przyspieszył Basso, obejmując samotne prowadzenie. Za jego plecami wyskoczył Wim Van Huffel (Davitamon), ale po kontrze Simoniego za Włochem utrzymał się tylko Jose Rujano (Selle Italia). Savoldelli tracił kilkanaście sekund, jeszcze dalej został Danilo Di Luca (Liquigas). Basso do końca utrzymał bezpieczną przewagę, w znakomitym stylu wygrywając etap i udowadniając, że kłopoty zdrowotne są już poza nim. Simoni, któremu pomagał Rujano, nadrabiał sekundę za sekundą nad Savoldellim, ostatecznie zyskując 42 sekundy (+ 8 bonifikaty) i wychodząc na pozycję wicelidera przed Di Luca, który spadł również za Wenezuelczyka. W klasyfikacji generalnej nadal bardzo ciasno, walka trwa.

ETAP 18:
Po pierwszym odcinku rywalizacji (8,7 km) najlepszy czas uzyskał Ivan Basso (9:51) wyprzedzając o sekundę kolegę z ekipy CSC - Davida Zabriskie. Z kolarzy liczących się w klasyfikacji generalnej najlepiej spisywał się Paolo Savoldelli, tracący do Basso 19 sekund. Dalej byli Gilberto Simoni (+ 0.24), Danilo Di Luca (+ 0.28) i Jose Rujano Guillen (+ 0.46). Na trasie znajdował się jeden podjazd, Colle di Superga (15,57 km; 620 m; 7,5 km przy 4,85%). Po jego pokonaniu nadał najlepszy czas notował Basso (26:03), powiększając przewagę nad rywalami. Drugi, Rosjanin Vladimir Karpets tracił już 26 sekund. Savoldelli jechał o 0:44 wolniej, Rujano o 0:53, Simoni o 0:58, najwolniejszy Di Luca o 1:26. Po zjeździe z premii górskiej, na trzecim punkcie pomiaru czasu (22,9 km), Basso (33:47) wyprzedzał Karpetsa tylko o 7 sekund. Savoldelli jeszcze raz potwierdził swoje umiejętności pokonywania zjazdów redukując swoją stratę do 27 sekund. Simoni nadal tracił 0:58, Rujano - 1:07, natomiast Di Luca - 1:25. Ostatni odcinek znów należał do Ivana Basso, który ostatecznie o 9 sekund zameldował się z lepszym czasem niż Karpets, wgrywając tym samym drugi etap z rzędu i demonstrując, że gdyby nie kłopoty zdrowotne cały wyścig najpewniej należałby do niego. Paolo Savoldelli umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej, zyskując dziś nad Simonim 1:11, nad Ruiano 1:36. To może jednak nie wystarczyć podczas sobotniego etapu do obrony pozycji lidera wyścigu. Z polskich kolarzy lepiej spisał się
Dariusz Baranowski (Liberty Seguros), który zajął 45 miejsce (+ 3:55), Sylwester Szmyd (Lampre) - 82. pozycja (+ 4:57).

ETAP 19:
Rozstrzygający górski etap. Peleton dwukrotnie wspinał się do Sestier, po raz pierwszy na 101 km (2035 m; 22,0 km przy 4,3%). Następnie czekał ekstremalnie trudny Colle delle Finestre, z 8 km odcinkiem po ubitej ziemi, (specjalna kategoria - 161,4 km; 2178 m; 18,5 km przy 9,20%, max. 14%), po którym przewidziano finałową wspinaczkę do Sestriere (finisz; 2035 m; 9,8 km przy 5,10%, max. 8%). Tuż po starcie zaatakowała trójka zawodników: Ruslan Ivanov (Domina Vacanze), Mark Renshaw (Francaise des Jeux) i Grischa Niermann (Rabobank). Peleton jechał bardzo spokojnie, średnia dwóch pierwszych godzin wyniosła zaledwie 44.2 km/h, dlatego na 70 km przewaga ucieczki wynosiła blisko 16 i pół minuty. Rozpoczęła się pierwsza wspinaczka na premię górską. Tempa czołówki nie wytrzymał Renshaw, który na jej szczycie tracił 6:15, natomiast zasadnicza grupa jeszcze 14:35. U podnóża Finestre prowadzącej dwójce w zapasie pozostało 7:48. Mocne tempo narzucała ekipa CSC, ale wkrótce na prowadzenie wyszedł Raffaele Illiano (Selle Italia), który wyselekcjonował czołową grupę (kilkunastu kolarzy), w której brakowało lidera Paolo Savoldelliego. Prowadzenie zasadniczej grupki przejęli Gilberto Simoni (Lampre-Caffita), Jose' Rujano Guillen (Selle Italia) oraz niespodziewanie Danilo Di Luca (Liquigas). Powoli zostawał z tyłu Ivan Basso (CSC). Savoldelli początkowo tracił 14 sekund, następnie pół minuty, 44 sekundy. W czołówce utrzymali się Rujano, Simoni, Valjavec, Van Huffel, Simoni, Di Luca, Gonchar, Rodriguez, Atienza, Montgomery, Lobato i Garate. Strata lidera wzrosła do 53 sekund, ale zawodnik Discovery Channel przyspieszył redukując ją do 41 sekund w momencie wjazdu na odcinek szutrowy. Do szczytu pozostawało około 8 km. Na prowadzeniu jeszcze utrzymywał się Ivanov mający w zapasie 3:28. Znów przyspieszył Simoni, przy którym pozostali Di Luca i Rujano. Strata Savoldellego wzrosła do 1:15, kilka kilometrów dalej do 1:53. Ruslan Ivanov został minięty przez równo pracujące trio - Simoni, Di Luca i Rujano. Ich przewaga nad liderem wzrosła do 2:12, co oznaczało, że wirtualnym liderem zostawał Gilberto Simoni (na starcie etapu do lidera tracił 2:09). Ostatecznie na szczycie Savoldelli zameldował się 2:17 po prowadzącej trójce. 8 km zjazd i dojazd do finałowego podjazdu w Sestriere (9,8 km przy 5,10%, max. 8%) lider wykorzystał do zmniejszenia straty, która wynosiła 1:37. Z czołówki odpadł Di Luca, zmęczonego kolarza Liquigas zaczęły łapać skurcze. 5 km przed metą Simoni z Rujano wyprzedzali grupę Savoldelliego o 1:27. Chwilę potem Wenezuelczyk zaatakował, zostawiając rywala z Lampre za swoimi plecami. 2 km przed końcem Rujano wyprzedzał Simoniego o 22 sekundy, grupę Savoldelliego, w której przez cały dystans bardzo pomagali kolarze Davitamon-Lotto, o 1:54. Włoch z amerykańskiej grupy bronił dzielnie swojej pozycji lidera wyścigu. Meta. Jose' Rujano Guillen w znakomitym stylu i kondycji wygrywa etap, ale jego przewaga nad Simonim - 26 sekund to zbyt mało by przeskoczyć Włocha w klasyfikacji generalnej. Paolo Savoldelli dojeżdża do Sestier 1:55 po Wenezuelczyku, co oznaczało, że "magia rosa" pozostała na jego plecach.

ETAP 20:
Zgodnie z tradycją ostatni etap przebiegał w przyjacielskiej atmosferze, peleton spokojnie zmierzał do mety, ciesząc się z perspektywy powrotu do domu. Dopiero na rundach w Mediolanie tempo wzrosło i rozpoczęła się walka o jak najlepszą pozycję przed finałowym finiszem. 20 km przed metą zaatakował jeszcze Mattew White (Cofidis), który zdobył nawet 20 sekund przewagi, jednak jego akcja od początku była skazana na niepowodzenie. Finisz po raz czwarty w wyścigu należał do Alessandro Petacchiego, który rozprowadzony przez kolegów z Fassa Bortolo, łatwo pokonał Erika Zabela (T-Mobile). Triumfatorem 88. edycji Giro d'Italia został Paolo Savoldelli (Włochy/Discovery Channel). Włoch powtórzył swój sukces z 2002 roku, kiedy startował w barwach lokalnej drużyny Index-Alexia

KLASYFIKACJA  GENERALNA

 

 1. Paolo Savoldelli ITA

Discovery Channel

91.25.51
 2. Gilberto Simoni ITA Lampre-Caffita + 0.28
 3. Jose' Rujano Guillen VEN Selle Italia-Colombia + 0.45
 4. Danilo Di Luca ITA Liquigas-Bianchi + 2.42
 5. Juan Manuel Garate ESP Saunier Duval-Prodir + 3.11
 6. Serguei Gonchar UKR Domina Vacanze + 4.22

...

     
 57. Dariusz Baranowski POL Liberty Seguros + 2:14.12
 64. Sylwester Szmyd POL Lampre-Caffita + 2:14.29

 

:: szosa.rowery.org ::

 


AM Sport : Layout & GFX : Urimourn (urimourn@vp.pl)