::: FINAŁ
FINAŁÓW? :::
Heh, nadal nawet nie wiem jak zacząć ten tekst. Wciąż jestem oszołomiony wyczynem Liverpool'u. Jestem oszołomiony wyczynem drużyny, która potrafiła podnieść się, przełamać swoją niemoc i siłę przeciwnika, by w końcu minimalnie wygrać jednym dosłownie strzałem.
Uroczyste rozpoczęcie meczu we wschodnich klimatach nam Turcy zafundowali. Trzeba przyznać, że się postarali.
Przepiękna oprawa spotkania, po którym chyba mało kto spodziewał się czegoś wielkiego. No w sumie finał, dwie najlepsze drużyny Europy, ogromna stawka. I właśnie chyba przez to ostatnie zwykle finały są nudne jak flaki z olejem. Jedna połowa drużyny się broni, a druga udaje, że atakuje. A i tak właściwie to się broni. Głupie te finały, gdyby nie znane nazwiska piłkarzy na koszulkach to właściwie nie byłoby co oglądać. Dlatego też większość osób uczciwie mówiła, że przewiduje jakiś skromny remisik, by rozegrać sprawę wygranej w ostatnich minutach dogrywki, a tak w ogóle to najlepiej w rzutach karnych. Gwizdek, parę podań,
GOOOOL! Patrzę z niedowierzaniem, myślę naiwnie, że może jeszcze sędzia odgwizda faul, spalony albo coś w tym stylu, a tu złośliwie jedyneczka
przy nazwie AC Milan się pojawia. Masz ci los, narzekam na nudne finały, a tu jak na złość w pierwszej minucie Milan Jurkowi bramkę wpakował. Sprytnie to zrobił Maldini, przyczaił się gdzieś na linii pola karnego, szybko wbiegł po rzucie wolnym i uderzył piłkę z woleja. Nie trafił jednak w nią czysto i piłka
skozłowała. Jurek był bez szans.
Cała taktyka Liverpool'u lega w gruzach, nie będą mogli się spokojnie bronić i od czasu do czasu coś skontratakować. Swoją drogą ciekawe co myśli sobie piłkarz mający w perspektywie mecz, który z góry ma nie być rozstrzygnięty w regulaminowym czasie gry, a tu przeciwnik jakby nigdy nic strzela gola, kiedy właściwie mało który angielski zawodnik dotknął piłki. Chyba wściec się można. Wściec się można jeszcze bardziej, gdy obrona śpi i dopuszcza do takich akcji po jakiej padł drugi gol dla Milanu.
Szewczenko bez żadnych przeszkód podaje piłkę jak po sznurku wzdłuż bramki, tak aby Crespo mógł ją wbić naszemu bramkarzowi z paru metrów. Znowu obrona śpi. Nie obudzi się zresztą do końca pierwszej połowy, dopuszczając do straty jeszcze jednego gola. Defensywa Liverpoolu pozwalała Włochom na wiele, np. na długie, kilkudziesięciometrowe podania. Każde z nich siało potworne spustoszenie pod bramką Dudka, obrońcy gubili się, nie za bardzo wiedzieli co mają robić. Ciężko powiedzieć, czy byli źle ustawieni przez Beniteza, czy też może po prostu, stawka meczu ich
sparaliżowała. Pod koniec pierwszej połowy, w 43. minucie piłkarzy z Liverpool'u dobił ponownie Hernan Crespo. Lekkim technicznym strzałem pokonał ponownie bezradnego Dudka. Druga odsłona gry nie zapowiadała się najlepiej ani dla piłkarzy z Miasta Beatlesów, ani dla ich kibiców. Trzy gole w plecy nie nastrajały optymistycznie, jednak Rafael Benitez nie mając nic do stracenia zmienił defensora Finnana na Hammana, pomocnika. Przez ten manewr Anglicy byli zmuszeni grać trójką obrońców, co mogłoby wydawać się absurdalnym pomysłem, zważając na to, że w pierwszej połowie defensywa składająca się z czterech piłkarzy dała się trzy razy pokonać. O dziwo jednak, taka uszczuplona obrona
Liverpoolu dała im fenomenalny rezultat. W 52. minucie Jurek Dudek znakomicie obronił bardzo mocny strzał Szewczenki z wolnego. Możnaby rzec, że to spowodowało ten niesamowity zryw angielskich zawodników, który nastąpił w 54. minucie. Wtedy to Steven Gerrard wspaniale wykorzystał dośrodkowanie i głową wbił piłkę do bramki zdezorientowanego Didy. Kapitan Liverpool'u tchnął tym samym nadzieję i wiarę o chociażby nieco korzystniejszy wynik w tym spotkaniu w swoich kolegów oraz strapionych, ale wiernych kibiców. Dwie minuty później Smicer doskonale strzelił w prawy róg bramki Milanu. Dida nie dał rady wyłapać tego uderzenia, zrobiło się więc już 3-2. Kilka chwil później Gattuso sfaulował w polu karnym Gerrarda, Mejuto Gonzalez zdecydowanie wskazał na punkt oznaczający jedenasty metr od bramki.
Dida fenomenalnie wyczuł intencje strzelającego Alonso, rzucił się w prawy róg, jednak nie zdołał złapać piłki, czy choćby sparować jej na rzut rożny, więc odbitą piłkę bezwzględnie wpakował do siatki egzekutor karnego. Trzy do trzech to wynik, który chyba naprawdę rzadko pojawiał się na ustach kibiców po pierwszej połowie finału Ligi Mistrzów. Gracze Milanu ledwo stąpali po murawie, nogi się prawie pod nimi uginały. Takiego szoku chyba w swojej karierze nie przeżyli. W ciągu kilku dosłownie minut Puchar Europy, który pewnie już widzieli w swoich rękach odpłynął gdzieś tam za bramkę strzeżoną przez Jurka Dudka ;) Liverpool, mimo odrobienia strat, nie kwapił się do dobicia Milanu i strzelenia kolejnego gola. Te kilka morderczych minut musiały ich bardzo wymęczyć. Po tym wstrząsie Milan jednak podniósł się i do 90. minuty stworzył parę groźnych akcji. Wynik spotkania nie został jednak rozstrzygnięty w regulaminowym czasie gry, sędzia więc rozpoczął dogrywkę. W niej żaden z zespołów nie rwał się specjalnie do walki, zwłaszcza Liverpool w którego szeregach wielu zawodników połapały skurcze. Pod sam koniec dogrywki
Dudek najpierw instynktownie obronił główkę Szewczenki po rzucie rożnym, a później jego dobitkę z 3,4 metrów. Ciężko powiedzieć, czy to instynkt czy po prostu fart - faktem jest jednak, że już wtedy zasługiwał na uznanie. Rzuty karne zawsze są swego rodzaju popisem bramkarzy, zwykle jeden z nich ma albo dobry dzień, albo kupę szczęścia. Tak było i 25. maja na stadionie w Stambule. Tego dnia nasz reprezentant miał swój dzień. Zaprezentował nam coś w stylu freestyle'owego tańca na linii bramkowej, co skutecznie dekoncentrowało strzelających. Na tę sztuczkę pierwszy dał się złapać Serginho, po którego strzale piłka poszybowała wysoko nad bramką. Następny strzelający "jedenastkę", Pirlo, już w bramkę trafił. Dudek jednak wyczuł jego intencje i zdołał odbić piłkę. Decydującego karnego miał strzelać najlepszy piłkarz Europy. Ukrainiec sprytnie strzelił w środek bramki, licząc, że Dudek rzuci się w inna stronę. Tak zresztą się stało, jednak bramkarz Liverpool'u zdążył wybić piłkę ręką.
Wszyscy zawodnicy Liverpool'u rzucili się na naszego golkipera w ogromnym szale radości. Liverpool najlepszą drużyną Europy, a nasz piłkarz jej bohaterem!
Dawno nie oglądaliśmy tak pięknego meczu, który także byłby piękny, nawet gdyby Jurek Dudek nie odegrał w nim kluczowej roli. Wspaniale jest oglądać naszego rodaka wśród najlepszych, zdobywającego najwyższe trofea. Obyśmy mieli więcej takich Jurków Dudków!
Jerzy Dudek: "- Podnieść się i odwrócić losy meczu przegrywając do przerwy 0-3 to wielka sztuka. Nam jednak udało się tego dokonać.
Jestem ogromnie szczęśliwy i chyba jeszcze do mnie nie dociera, co się stało. Liverpool jest w niebie, wszyscy jesteśmy w niebie. To wielki wieczór Liverpool'u i naszych kibiców, którzy fantastycznie nas wspierali. - Mimo wysokiego prowadzenia Milanu w przerwie nasi trenerzy byli spokojni. Benitez powtarzał, aby grać swoje, a jego hiszpański asystent mówił, że gdy uda nam się w miarę szybko zdobyć pierwszego gola, to wszystko może się zdarzyć. - Przed karnymi Jamie Carragher podszedł do mnie i przypomniał zachowanie Bruce'a Grobbelaara, który przed decydującymi o zwycięstwie w finale Pucharu Europy w 1984 roku w Rzymie karnymi także gestykulował i trząsł nogami. Powiedział: "Rób to samo". Spróbowałem i udało się. Co nie zmienia mojej opinii, że konkurs "jedenastek" to loteria. Szczęście było po mojej stronie."
Carlo Ancelotti: "- To był niezwykle trudny, ale i dziwny mecz. Moi piłkarze
zagrali bardzo dobrze, ale w ciągu 6 minut cały dorobek zaprzepaścili. Nie potrafię zrozumieć i wytłumaczyć tego, co stało się między 54. a 60 minutą. To jakiś koszmar. Musimy zaakceptować porażkę, choć - moim zdaniem - na nią nie zasłużyliśmy. To my prowadziliśmy grę, to my częściej byliśmy przy piłce, częściej atakowaliśmy. Ale rywal potrafił wykorzystać w stu procentach wykorzystać 6 minut naszej słabości."
Rafael Benitez: "- Jestem dumny ze swoich piłkarzy. Mimo straconych goli, starałem się ich przekonać, że to nie jest koniec meczu. Tłumaczyłem, że jedna zdobyta bramka może odmienić losy meczu i że nasi kibice nie jechali tak daleko, by zobaczyć wysoka porażkę. Gol Gerrarda wszystko zmienił. Chłopcy uwierzyli, że mogą dogonić rywala. Obraz meczu, który w pierwszej połowie był dla nas tragiczny, odwrócił się. Dudek zagrał doskonały mecz. Broniąc strzały Szewczenki w dogrywce i dwa karne potwierdził swoje wielkie umiejętności."
Bramki: Maldini 1, Crespo 39, Crespo 43 - Gerrard 54, Smicer 56, Alonso 60.
Rzuty karne: Tomasson, Kaka - Hamann, Cisse, Smicer.
Niewykorzystane rzuty karne: Serginho, Pirlo, Szewczenko - Riise.
Sędziował: Enrique Mejuto Gonzalez (Hiszpania).
Żółte kartki: Carragher, Baros.
Widzów: 68 000.
:: Leszek
::
|