::: EPITAFIUM
DLA KRZYSIA :::
Kiedy w czwartkowy poranek szukałem składów zespołów z finału Ligi Mistrzów, który odbył się poprzedniego dnia, miałem w sercu uczucie radości, spełnienia, satysfakcji. Oto zaledwie kilka godzin wcześniej Puchar Europy wzniósł w górę Jerzy Dudek. Tuż pod linkiem do informacji o tym meczu natknąłem się jednak na inny, o wiele ważniejszy. Polska Agencja Prasowa była bardzo szybka i precyzyjna. Do bólu.
"W wieku 29 lat, po długiej i ciężkiej chorobie, w nocy ze środy na czwartek zmarł w Wolfsburgu polski piłkarz Krzysztof Nowak, który cierpiał na nieuleczalną chorobę układu nerwowego ALS, wywołaną tajemniczym wirusem.
Osierocił żonę Beatę i dwoje dzieci: 9-letniego Maksymiliina i 4-letnią Marię.
Nowak dziesięć razy grał w reprezentacji Polski i zdobył jednego gola. Występował m.in. w Okęciu Warszawa, Sokole Pniewy, brazylijskim Atletico Paranaense i VfL Wolfsburg."
Kiedy na początku 2001 roku Krzysiek złapał grypę w przerwie zimowej Bundesligi, nikt nie wiedział, z jaką tragedią przyjdzie zmagać się piłkarzowi i jego rodzinie. Po wznowieniu rozgrywek Polak zagrał jeszcze w jednym meczu Wolsburga, zaraz jednak po zejściu z boiska lekarze wysłali go do łóżka i postawili zadziwiającą i przerażającą diagnozę - atak wirusa nieznanego pochodzenia. W przyszłości choroba ta nazwana zostanie ALS, a Krzysztof zacznie tracić kontrolę nad swoim ciałem.
Pomimo leczenia w USA, Holandii i Niemczech stan zdrowia Krzyśka nadal się pogarszał, a od jakiegoś czasu Nowak nie mógł już się samodzielnie poruszać, na kilka dni przed śmiercią przestał mówić. Identyczne schorzenie towarzyszy od lat innemu wybitnemu człowiekowi - Stephenowi Hawkingowi. Jak widać nie ma litości nawet dla najlepszych.
Bo Polak był kimś więcej, niż tylko zwykłym grajkiem, boiskowym średniakiem. Jego kariera rozwijała się imponująco, fachowcy wróżyli mu wielką przyszłość. Odrzucił ofertę Borussi Dortmund, chcąc zagrać kiedyś w Barcelonie. A tam droga wiodła przez zainteresowany nim Bayern Monachium. Do transferu nie doszło, nie zdążył. Zamknął niemiecki rozdział na 83 meczach i 10 bramkach.
Inni o Krzyśku:
Andrzej Juskowiak - To bardzo bolesna wiadomość. Krzysiek był moim bliskim kolegą, wspólnie występowaliśmy w Wolfsburgu i reprezentacji Polski. Zapowiadał się na wielkiej klasy piłkarza, miał propozycje z wielu lepszych
klubów w VfL, ale choroba przerwała świetnie zapowiadającą się karierę. Choć mieszkaliśmy kilkanaście kilometrów od siebie, to często się spotykaliśmy. Krzysiek był miłym, uczynnym człowiekiem, wszyscy bardzo go lubili. Byłem świadkiem początków jego choroby. Trudno było uwierzyć, że coś jest w stanie w tak szybkim tempie zrujnować zdrowie młodego, silnego człowieka. Tempo, w jakim ta choroba się rozwijała, było zastraszające. Wiem jak bardzo cierpiał, jak wiele przeżył. Współczuję całej jego rodzinie, ale szczególnie żonie, która nie odstępowała go ani na krok. Ona była przy nim cały czas i zapewne razem z nim cierpiała.
Adam Topolski – Robiłem wówczas testy dla piłkarzy z niższych klas. Szukaliśmy utalentowanych graczy do drugoligowego wówczas Sokoła. I tak Krzysztof trafił do nas – powiedział Topolski. Miał wówczas 17 lat, przyjechał i został – wspomina. – Jak na ten wiek wiedział dobrze czego chce i to zrealizował. Miał dobre warunki fizyczne i spore umiejętności techniczne. Widziałem go w roli defensywnego pomocnika i na takiej pozycji grał w drugiej lidze, a kiedy awansowaliśmy do pierwszej, także w ekstraklasie. Był niezwykle pracowitym i sumiennym piłkarzem. Te cechy przekładały się na jego życie prywatne. W Pniewach zdał maturę z wyróżnieniem i w tym czasie poznał swoją przyszłą żonę, która pochodzi z tej miejscowości. Potem śledziłem jego karierę i cieszyłem się, że trafił do ligi niemieckiej. Kiedy okazało się, że jest chory i już nie będzie mógł grać było mi go żal, bo piłce wszystko podporządkował. Zawsze jest nadzieja, że choroba nie skończy się najgorszym. Tak się nie stało i jest mi smutno, bo odszedł nie tylko mój były zawodnik, ale także dobry człowiek.
Tomasz Rząsa - On powinien żyć i być tu z nami, we Wronkach, na zgrupowaniu..."
:: Tuxedo ::
|