::: JUREK
DUDEK, CZYLI SMUTNO MI, BOŻE :::
Zdobycie przez FC Liverpool Pucharu Ligi Mistrzów zostało przyjęte w Polsce z typowym dla naszego narodu hurraoptymizmem i brakiem krytycyzmu. Najbardziej wpływowe z krajowych dzienników, Fakt i Super Express, przez ponad tydzień koncentrowały swą uwagą na postawie Jerzego Dudka, bramkarza tego angielskiego klubu. Nie zabrakło też relacji w telewizji i Internecie, wszystkie one jednak były przerażająco czarno-białe i ogólnie jednostronne. A przecież sukces Dudka i Liverpoolu to nie tylko uciecha i radość, ale także powód do zgryzot. Nawet więcej niż jeden. Jak w reklamie: są miliony powodów.
Należy zacząć od tego, że nie wydaje się, by postawa Dudka umożliwiła mu pozostanie w drużynie Liverpoolu. Sprowadzany jest wszak Carlos Reyna: zachodzi więc konieczność, by Jerzy Dudek się przekwalifikował. Nieoficjalne źródła mówiły o perspektywie lewego obrońcy, polski bramkarz jednak zdementował te pogłoski, stwierdzając, że daje ona niewielkie możliwości bronienia rzutów karnych. W tej sytuacji coraz głośniej mówi się o przeprowadzce Dudka z Anfield Road. Podobno kupił sobie ładny dom na przedmieściach.
Co więcej, należy zauważyć, że fikuśne podrygi polskiego zawodnika na linii bramkowej wprowadziły niemałe zamieszanie na rynku muzycznym i artystycznym. Pojawili się liczni naśladowcy: "The Sun", główny brytyjski tabloid, zachęca, by "du the Dudek", okraszając tę propozycję kuponem na loterię i zdjęciem gołych bab. Pojawiły się też boysbandy opiewające sukces Liverpoolu. Jerzy, muzyka Ci tego nie zapomni!
Po trzecie, należy zauważyć, że Riise jest brzydki.
Byłoby rzeczą niegodziwą, by w sukcesie Jerzego Dudka nie dostrzegać drobnych ludzkich dramatów. Krewny Dudka, przystępujący w tym roku do pierwszej komunii, nie
dostał wymarzonej konsoli i upragnionych łyżew. Zamiast tego obarczono go rękawicami, piłką, strojem i nauką bronienia karnych w weekend. Plotki głoszą, że pół białego tygodnia spędził na doklejaniu łyżwy do nowych butów piłkarskich. Niestety, jego wymarzone lodowisko przybrano sztuczną murawą.
Z przykrością należy zauważyć, że sukces Dudka podzielił naród polski. Dzielimy się teraz na tych, którzy poszli spać po pierwszej połowie i tych, którzy doczekali do końca. Pierwsza grupa bywa często wyszydzana i zwana grupą niewiernych. Ta druga zaś wywyższa się nie potrzebnie, choć prawda jest taka, że nie wyłączali telewizora, bo im piloty przestały działać. Smutna ty sytuacja, vanitas vanitatum et omni vanitas.
Widać więc wyraźnie, że sukces naszego bramkarza nie pozbawiony jest znamion dobrze ukrytej, niewidocznej zbyt dobrze, ale jednak prawdziwej klęski. Czy można pozwolić, by ogrom radości nam ją przysłonił? Zachowajmy więc odrobinę dekadentyzmu i dołujmy się razem. Klub Negatywnych Odjazdów zaprasza. Always look on the dark side of life! ;)
:: UnionJack
::
|