<<
Wisłąwa Szymborska: "Limeryki kontynentalne" >>
Pewna siostra szpitalna w Jaworznie
na dyżurach prowadziła się zdrożnie.
By nie zgrzeszyć z tą sanitariuszką,
pacjenci kryli się pod łóżko -
chorzy lekko a nawet obłożnie.
Raz Mozarta bawiącego w Pradze
obsypały z kominka sadze.
Fakt, że potem, w ciągu pół godziny,
wymorusał aż cztery hrabiny,
jakoś uszedł biografów uwadze.
Na przedmieściach żył Singapuru
pewien słynny z przemówień guru.
Lecz raz wyznał mi z płaczem:
”Mam kłopoty z wołaczem
i do szczura wciąż mówię: szczuru!”
Wy, co macie zaszczyt mieszkać w Peszcie,
Nigdy kota pod włos nie czeszcie!
Może brutalni ludzie
tak robią w pobliskiej Budzie,
ale wy? Zreflektujcież się wreszcie!
[nadesłała: Panna Nikt]
|