<<
Quimeen: "w drodze ostatniej" >>
Szkoda, żem w drodze ostatniej, szukiwał rozstajów.
Świat ściemniał i zbrzydłszy, zawalił się nieco.
Bez duszy z ciałem jeno, dążyłem do kraju.
Gdzie nieboskłon gwiazdy porzucał, niech lecą.
Pod jesień ostatnią dotarłem, tak smutno.
Nie chciałem spoglądać na omszałe niebo,
czekałem, wiatr zepchał mi chmurę pokutną
i nadzieje spadły zmieszały się z glebą.
Już nie dojrzę gwiazdy, skorom nie zobaczył.
Marzeń więc nie mogę wymawiać głodzonych.
Jak teraz dosięgnąć mam cię? Żyć dalej jak pył,
czy szemrzeć jak rzeka, proroków szalonych?
|