W schodów mrok
krok, krok – skok
wprost i w skręt
tętent pięt.
Wciąż w dół, wciąż w dół
pęd stóp tup tup;
kto raz go czuł,
ten wziął z nim ślub.
Łup łup but w schód
po dwa, po trzy,
hop siup łyd, ud,
a dom aż drży.
Aż na-gle ból!
I da-lej kul-
ejąc złażę z reszty schodów,
byle dojść do samochodu.