<<
goddam: "goddam" >>
to błyskawic kręte ścieżki bruzd na czole nieba
wietrznych spojrzeń chmur z ołowiu dzień jak kromka chleba
przedwieczorny melancholii nadchodzący lament
pozostanie w noc przejrzystą jak cichy testament
cóż zrobiłem dzisiaj złego jakie dobre rzeczy
jakim się siliłem słowem jakich cnót człowieczych
jakim złem splamiłem myśli dane mi od boga
czy odnajdę w sobie miłość czy też tylko trwoga
niezachwiana i wskrzeszona jak ciężkie schorzenie
gniewem niebios burz fioletem znaczą się przestrzenie
wkrótce łzy aniołów spadną zmyją z ziemi ciężar
i brzemienne słowa pękną ciszą w ustach męża
ale jeszcze choć przeklęty jeszcze się nie poddam
krzyknę w burzę imię swoje ku piorunom - goddam
niech ten piołun sobie wrasta korzeniami we mnie
gromów światła niech rozbłysną tam gdzie jest najciemniej
|