<<
Ferdynand Głodzik: "Czemu się nie cieszysz?" >>
Pragnąc zakosztować emocji sportowych,
Wybrałem się kiedyś na mecz futbolowy.
Piłka leci prosto do karnego pola,
Bramkarz nie obronił i wbili im gola.
Sąsiad z lewej strony spojrzeniem mnie przeszył
I syknął mi gniewnie: czemu się nie cieszysz?!
Zobaczyłem wokół klubowe szaliki,
Usłyszałem gniewne kibiców okrzyki.
Dla mnie zaś - czasami niestety tak bywa -
Nie miało znaczenia kto tu z kim wygrywa.
Każda z drużyn jest mi jednakowo bliska,
Na wyniku meczu nie stracę, nie zyskam.
Nieważne, lecz przecież klnę się na mą duszę:
By skórę ocalić ja cieszyć się muszę.
Zresztą szkoda gadać, ja daję wam słowo,
Uśmiech z obowiązku to dla mnie nie nowość.
Mam już swoje lata, jestem siwy, łysy,
Cieszyłem się kiedyś już z Odry i Nysy;
Za to żem żyć musiał w "lepszej części świata",
Cieszyła mnie przyjaźń u "Wielkiego Brata".
Gdy ostygła przyjaźń z tym wielkim sąsiadem,
Zamiast brata został mi tylko "BIG BROTHER".
musiałem też kiedyś - tak jak i rodzice,
Cieszyć się z budowy HUTY KATOWICE!
Musiałem się cieszyć, że władza ludowa
Znów się reformuje - że będzie odnowa.
Teraz w interesie polskiej stanu racji,
Wszyscy mi się cieszyć każą z integracji.
Gdy tłumy kibiców szaleją z zachwytu,
Kiedy ich emocje sięgają zenitu,
Skryłem się pod ławką cichutko jak trusia;
Mecz się kończy, cieszyć się nie będę musiał.
[Więcej wierszy Autora na http://fred.of.pl/
(wymagany IE)]
|