<<
Faramir: "Wieczór piątkowy" >>
Ale zanim zasnę, będę jeszcze musiał
czymś zapełnić ten czas, co sam się chce pełnić.
Książką, która zawsze potrafiła wzruszać,
pieśnią, wspomnieniami i kieliszkiem pełnym.
Jednak książka nie chce, żeby ją czytano
z werwą jednakową i jednaką pasją.
I to raczej strony się gdzieś wloką za mną,
niż ja je mam śledzić - i dopiero zasnąć.
Muzyka nie budzi ze snu i emocji,
ale tylko pamięć, co ze wspomnieniami
się zaciera w miarę, jak ubywa nocy
i z butelki płynu we krwi procentami.
* * *
To takie przekleństwo wieczorów piątkowych.
I czasu co jest go nagle aż w nadmiarze.
Więc stoję na straży, mocno już wstawiony,
aż zwolnią ze służby wskazówki w zegarze.
[16 IV 2005]
|