VADER "Cold Demons"


Na recenzowanej przeze mnie płytce "Litany" był taki nowoczesny bajer, co się zowie prezentacją multimedialną. Na bajer ten, choć bajerem był nie lada, uwagi większej nie zwróciłem, bo zwrócić ją wolałem na zamieszczony na tejże płycie teledysk. Klip do utworu "Cold Demons" prezentuje się tak, jak i sama piosenka, czyli znakomicie. "Cold Demons" do kawałek opowiadający o niszczycielskiej sile pewnego pojazdu, co nim czterej pancerni jeździli, psa wożąc nim także. Czołg, o którym mowa, występuje w teledysku w ilościach dużych i rodzajach wszelakich. Mamy tu bogatą galerię różnorakich Cromwelli, Tygrysów i innych znanych i lubianych przez maniaków militariów pojazdów. Klip jest w sumie całkiem prosty, składa się z dwóch zasadniczych ujęć: na pierwszym widzimy różne obrazy z pól bitew, na drugim zespół grający koncert. Ujęcia należące do grupy pierwszej są świetne. Widzimy czołgi szarżujące, strzelające, jadące przez miasto, płonące, atakujące, siejące zniszczenie oraz robiące wszystko to, w czym czołgi sprawdzają się najlepiej. Te ujęcia robią niesamowite wrażenie, a z treścią utworu współgrają bardzo dobrze. Ujęcia z koncertu wypadają równie dobrze. Można dostrzec opętańczy moshing, Docenta za garami, Mausera i Shambo, headbangujących oczywiście, oraz wydzierającego się Petera. W sumie standard, ale czego więcej chcieć? Reasumując, klip do "Cold Demons" spodoba się w zasadzie każdemu, kto lubi czołgi, machanie czachą, czołgi, metalowe koncerty, czołgi i czołgi. Jako że nie jest ten teledysk znowu jakiś bardzo przełomowy, toteż o 10 mowy być nie może, choć moja ocena i tak jest wysoka.

9/10
© MORT