|
Pierwsza
płytka jedynego polskiego magazynu rockowego, "Light My
Fire" była bardzo nierówna. Z jednej strony mieliśmy
doskonałe kawałki, jak "Unholy Warcry" Rhapsody (co
jest moim zdaniem wyjątkiem u tych powermetalowców), "King Of Fools"
Edguy czy "Set Me Free" Velvet Revolver, a z drugiej
fatalne "Safe Home" Anthraxu czy "Way To Mandalay"
Blackmore's Night. Ogólnie jednak płytka trzymała zadowalający
poziom i w moim mniemaniu było to na szóstkę. W dziesięciostopniowej
skali. Panowie
z Teraz Rocka, widząc, iż wydanie z CD sprzedaje się bardzo
dobrze, poszli za ciosem i wydali reedycję numeru z "Light
My Fire", a następnie kolejna płytkę, również nazwaną
bardzo "klasycznie" - "The House Of Blue
Light". Pierwsze,
co się rzuca w oczy, a raczej uszy to obecność gigantów -
artystów już uznanych, szanowanych i w pewnym sensie już
klasycznych. Niestety, o ile Megadeth, Saxon, Motörhead zagrali
na zadowalającym i niezłym poziomie, to na utworach Judas
Priest, Steve'a Vai i Blaze'a nieźle się zawiodłem. Judasom
brakuje świeżości i oryginalności, co widać po ich
najnowszej płycie, nie zbierającej najlepszych recenzji. Steve
Vai... to co on wykonał nie bardzo wpisuje się w kanon rocka,
a raczej muzyki elektronicznej, :) (jak można tak operować
gitarą!) choć utwór jeszcze nie taki najgorszy. Natomiast
Blaze... gdzie się podział świetnie śpiewający facet,
potrafiący przekazać emocje i nastrój podczas śpiewau, jak
za czasów "The X-Factor" Iron Maiden? "Ten
Seconds" jest nudne, kiepsko zagrane i bez pomysłu. Świetnie
wypadł kawałek Lemmy'ego i spółki - "Life's A Bitch"
jest przebojowy, wesoły i bez kompleksów. Widać, że panowie
grają nie od dziś i wciąż ich te granie bawi. Zarówno Saxon
i Megadeth zagrali swoje - nic ponadto, ot, standard. Świetnie
brzmi Masterplan, w którym to maczali palce muzycy z Helloween.
"Crimson Rider" to utwór zaskakujący i świeży -
nawet jak na power metal. Nienajgorzej wypadł "slipknotowy"
nieco Soliwork, wciąż ciekawy Glenn Hughes i "lajtowy"
kawałek The Kills. Bardzo przypadł mi do gustu "Scream"
Billy'ego Idola - luźny i wpadający w ucho. Nieźle wypada też
rockowo-elektroniczny "Reason Is The Treason"
Kasabian. Reszta
kapel nie zaprezentowała nic, co by zwróciło moją uwagę -
przeleciały sobie jak typowe "zapchajdziury" mające
dodatkowo wypromować owe zespoły. Jest to tylko moje zdanie,
bo albumik jest tak zróżnicowany, iż praktycznie każdy będzie
miał taką opinię jak ja - ale inne utwory będą dla niego
powyżej przeciętnej, a inne nie warte przesłuchania. I jest
to plus, bo "Teraz Rocka" czyta bardzo różna rzesza
ludzi, od wielbicieli Marcina Rozynka do słuchaczy Behemoth.
|
|
|
Generalnie
dobry, w miarę równy album, może bez wielu przebłysków (Motoöhead),
ale na szczęście pozbawiony żenujących wpadek. Na pewno
trudno mu nie zarzucać spójności, ale w przypadku składanek
to raczej reguła. Moim zdaniem warto mieć, bo 10 złotych za
najnowsze single znanych grup to dobra cena. Z
drugiej jednak strony, "Light My Fire" było lepsze. |
|