SHEAVY
"The Electric Sleep"


Tę kasetę kupiłem w Media Markcie za 2,95 (kurde, jak oni takie ceny walą, to niech się nie dziwią, że w naszym pięknym kraju kwitnie piractwo:)). Leżała sobie w dziale "promocja " obok min. Just5.

Przejdźmy może do muzyki. A tu jest co chwalić. Ten kanadyjski zespół prezentuje klimat bardzo zbliżony do starego Black Sabbath. Jest on odczuwalny we wszystkim od samego początku aż do ostatniej sekundy. Wokalista prezentuje manierę niemal identyczną jak Ozzy. Pewnie gdybym niektórym powiedział, że to Sabbath, to by uwierzyli. Gitara również przypomina to co wyczyniał Iommy. Album rozpoczyna utwór "Virtual Machine", który już wzbudza zachwyt. Dalej mamy akustyczną balladkę pt. "Velvet". Następnie ciężki, ale melodyjny "Destiny's Rainbow" i utwór tytułowy, który bardzo przypomina pewien klasyk pt. "Black Sabbath" (zgadnijcie jakigo zespołu:)). Z ostrzejszych numerów warto jeszcze zwrócić uwagę na "Saving Me" z melodyjnym refrenem.

Najmocniejszymi punktami płyty są jednak dwie ballady. Pierwsza z nich to "Savannah... Flights Of Ecstasy". Ten przepiękny utwór rozpoczyna się partią gitary akustycznej. Potem wchodzi chwytający za serce, pełen żalu wokal. W refrenie pojawia się także ostrzejsza partia gitary elektrycznej, która na koniec kawałka daje świetne solo. Utwór ten jest dedykowany nijakiej Shannon Wilsey (1970-1994).

Drugim genialnym balladowym kawałkiem jest zamykający całość "Stardust". Utwór zaczyna się wolnym riffem, który się ciągnie aż do końcówki kawałka, kiedy to gitary zaczynają toczyć ostry bój na solówki.

"The Electric Sleep" to przyzwoity hard-rockowy album. Niestety dzisiaj takich płyt jest już coraz mniej.

Ocena: 7/10


© Barti <icerock@wp.pl>