Anekdoten - Nucleus

    lista utworów:

  1. Nucleus

  2. Harvest

  3. Book of Hours

  4. Raft

  5. Rubankh

  6. Here

  7. This far from the sky

  8. In Freedom

        Anekdoten to pochodzący ze Szwecji zespół, grający wbrew pozorom nie skandynawski metal, a gatunek muzyki zwany progressive-rock :). Ich muzyka czerpie dość sporo z tradycji art-rockowego króla – King Crimson, do którego Anekdoten jest często przyrównywany. Mimo to, brzmienie tego zespołu jest bardzo oryginalne i raczej nie wpada szybko w ucho. Charakterystycznym elementem, wyróżniającym grupę jest dająca się łatwo zauważyć obecność instrumentów smyczkowych.

Postaram się tutaj przybliżyć i ocenić wydaną w roku 1995 płytę tej grupy – Nucleusa. Na albumie znajduje się osiem utworów, z czego jeden z nich to minutowe intro do następnego. Nie znaczy to jednak, że na płycie znajduje się mało muzyki, ponieważ średnia długość kawałka to około siedem minut. Jak przystało na płytę art-rockową, Nucleus jest dość trudny w odbiorze i wymaga od słuchacza sporo uwagi. Znajdziemy tutaj bardzo wiele motywów, świetnych pomysłów, utwory czasem rozwijają się stopniowo, (Harvest) a czasem też zaczynają się od razu bardzo mocno i dopiero później, kiedy wchodzi wokal, uspokajają się (Nucleus, This far from the sky). Na uwagę zasługuje też ciekawy klimat oraz chórki wykonywane przez Annę Sofi Dahlberg. Jej właśnie zresztą zawdzięczamy bardzo specyficzne brzmienie całego zespołu, ponieważ zajmuje się ona głównie grą na wiolonczeli i na instrumentach elektronicznych. Urozmaicają one muzykę, czynią ją dużo ciekawszą i rozpoznawalną. Warto też wspomnieć o perkusji, która tutaj nie ogranicza się do tworzenia jakiegoś rytmu, ale naprawdę często da się ją usłyszeć. Jest naprawdę wyróżniającym się elementem. Ostrzejsze fragmenty wykonywane są także w bardzo charakterystyczny sposób, co może być głównym czynnikiem odstraszającym od zespołu. Z kolei innym płyta może wydawać się nudna. Utwory rozkręcają się bardzo wolno, długo, więc true-metalowcy mogą sobie płytę odpuścić – będzie dla nich stanowczo zbyt nudna (wiem coś o tym). Do tej muzyki trzeba się zresztą jakiś czas przyzwyczajać, efekt jest jednak naprawdę znakomity, tak było przynajmniej w moim przypadku.

Teraz postaram się omówić każdy utwór z osobna: Na pierwszy ogień idzie oczywiście kawałek Nucleus. W tym utworze już sam początek może odstraszać. Dziwne, świdrujące ucho dźwięki, osiągane prawdopodobnie za pomocą wiolonczeli. Dalej jest dosyć ostra muzyka, aż do pierwszej zwrotki, kiedy się uspokaja. Utwór jest naprawdę świetny, z mnóstwem pomysłów, ze stopniowym rozwijaniem się, wreszcie ze zmianami tempa oraz wspomnianymi chórkami z udziałem Anny Sofi. Znakomity i dosyć mocny początek płyty.

Druga kompozycja, a jest nią Harvest zaczyna się uspokajającymi dźwiękami gitary, w czasie których wchodzi wokal. Po pierwszej frazie tekstu piosenka (w sumie nawet nie wiem, czy można tutaj użyć tego słowa) się rozkręca, ale nie dzieje się to w nieskończoność. Tempo i klimat zmieniają się tutaj jak w kalejdoskopie. Są tutaj momenty naprawdę ciężkiej muzyki przeplatające się z momentami bardzo spokojnymi. Znów też mamy do czynienia z powolnym rozwijaniem się utworu, w czym cały zespół jest naprawdę świetny.

Trzecim utworem na płycie jest dziesięciominutowy Book of hours. Tutaj już mamy kwintesencję powolnego i długiego rozwijania się kawałka. Fakt faktem, dla osoby, która nie lubi tego typu muzyki pierwsze kilka minut może być bardzo nudne, ale jednak według mnie stopniowe wzmaganie się klimatu zasługuje na wielką uwagę. Później jest typowo dla Anekdoten – znów zmiany nastroju, gwałtowne przechodzenie z muzyki bardzo spokojnej w mocną, dużą ilość pomysłów oraz te charakterystyczne, typowe dla tej kapeli brzmienie. Kawałek ten również oceniam na duży plus.

Jako czwarty na płycie figuruje Raft, o którym nie będę dużo pisał, ponieważ jest to tylko wstęp do kompozycji piątej, którą jest Rubankh. Jest to niedługi, trzyminutowy utwór instrumentalny. Mamy tutaj bardzo ciekawe, nietypowe rozwiązania rytmiczne, świetnie wkomponowany dźwięk wiolonczeli, ogromną ilość motywów muzycznych oraz dziwne, niespotykane gdzie indziej efekty. Ogólnie uważam utwór za taki trochę dłuższy przerywnik i również oceniam pozytywnie.

Numer sześć na płycie to Here. Kompozycja spokojna, stonowana, bardzo nastrojowa, ale również niestety troszeczkę nudna. Można ją przyrównać do utworu King Crimson o nazwie Moonchild, a to z uwagi na podobne tempo, brzmienie wokalu i perkusji. Refren jest tutaj jednak zupełnie inny, jest niespokojny, mocniejszy widać w nim znakomitą rolę wiolonczeli, która jest tutaj notabene głównym instrumentem. Po refrenie następuje także solówka, wykonywana właśnie na wiolonczeli. Cały kawałek, pomimo świetnego klimatu, jest minimalnie gorszy od innych utworów na płycie, a to z uwagi na relatywnie mniejszą ilość pomysłów i na sporą długość. Nie za dużo się dzieje podczas tych siedmiu minut. Mimo to, kawałek ma swój specyficzny czar i również może się podobać.

Z kolei następny numer na płycie, This far from the sky, od razu zaczyna się bardzo mocnym uderzeniem. Później mamy znowu bardzo częste zmiany tempa, dziwne rozwiązania rytmiczne. Do momentu wejścia wokalu wszystko się uspokaja i pierwsze linijki tekstu są śpiewane tylko przy akompaniamencie akordów gitary. I właśnie ten moment mnie najbardziej zachwyca, szczególnie zaś wtedy, gdy wokalista śpiewa "so far from the sky" i zaraz po tym następuje fragment z mocniejszą muzyką i genialną partią wiolonczeli. Tworzy to wprost niesamowity klimat, i to jest właśnie według mnie najlepszy element utworu. Właśnie to przejście ze spokojnej muzyki, w muzykę dużo mocniejszą. Na uwagę zasługują także znakomite dźwięki gitary, które towarzyszą wokalowi współtworząc świetny klimat. Oczywiście tak jak i w innych utworach mamy tutaj mnogość motywów, zmiany tempa, nietypowe rozwiązania rytmiczne. Całość brzmi naprawdę znakomicie i jest to mój ulubiony kawałek z całego wydawnictwa. Wrażenie jest piorunujące.

Płytę zamyka kompozycja o nazwie In freedom, która jest jak na muzykę rockową bardzo nietypowa, przede wszystkim dlatego, że głównym instrumentem jest tutaj wiolonczela. Charakterystycznym elementem jest także tutaj bardzo nietypowe brzmienie wokalu, cały kawałek zaśpiewany jest zresztą na dwa głosy. Całość brzmi całkiem nieźle, mimo, że nie uświadczymy tutaj już tych zmian tempa, które obecne są na całej płycie. Wychodzi to nawet na dobre, ponieważ taki jednostajny rytm razem z innymi elementami czyni utwór bardzo charakterystycznym. Na uwagę zasługuje także zakończenie In freedom, które brzmi bardzo uspokajająco i zamyka całą płytę, pozostawiając uczucie odprężenia. Kawałek In freedom oceniam zatem również na duży plus, a to głównie z uwagi na odprężające działanie oraz specyficzny czar, który zeń emanuje.

        Cały album polecam wszystkim fanom progresywnego rocka, którzy nie boją się docinków ze strony "true" metalowców :) . Myślę, że płyta mogłaby przypaść do gustu osobom słuchającym takich zespołów, jak Pink Floyd, Tool, no i oczywiście King Crimson. Jest to kawał naprawdę świetnej muzyki. Dziwię się tylko, że Anekdoten jest tak mało znany na świecie. Najwyraźniej szwedzkim zespołom art-rockowym dużo trudniej jest się wybić, niż na przykład kapelom brytyjskim czy amerykańskim. Zainteresowanych odsyłam na stronę rubankh.w.interia.pl, gdzie można cosik o zespole poczytać, tudzież posłuchać kilku (legalnych!) empetrójek. Zapraszam również do korespondencji z moją skromną osobą :) .                                                                                                

Ocena końcowa:-9/10

Somebody_Someone