PUNKY REGGAE LIVE 2005 

18.03., koncert w Poznaniu

Motto: Nikt nie mówił, że będzie łatwo :)

Bycie koncertowym zwierzem to nie jest łatwy kawałek chleba. Przez ogólnopolskie media uważany jesteś zazwyczaj za odmianę szympansa: skaczesz wszak, machasz kończynami i wydajesz niejasne odgłosy. Czynisz to, bo walczysz o swój własny kawałek podłogi i próbujesz zdobyć punkt strategiczny vis a vis sceny. To ważny cel; dążenie do niego kończy się jednak zazwyczaj krwiakami, spuchnięciami i glanem na plecach. Kończy się, powiedzmy sobie jasno, boleśnie. I dlatego właśnie, Czytelniku, gra warta jest świeczki. :)

Punky
Reggae Live to w tym roku, obok Woodstocku i matury, dla mnie impreza, nie ukrywam, priorytetowa. Nic dziwnego, że logistykę planowałem już od dawna i to na wszystkich szczeblach. Szczeblem towarzyskim była moja przyjaciółka, Kamila, Jędrek (zwany też Faramirem), oraz moja kuzynka ze swym mężczyzną, a moim nie. Ta ostatnia dwójka wzięła też na siebie obowiązek zapewnienia noclegu strudzonym wędrowcom, oraz kupno przedsprzedawanych biletów. To ostatnie, jak się okazało, dzięki Bogu. 

Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Poznań przywitał nas świętym Marcinem, Rondem Kaponiera i najbardziej intensywnymi od paru miesięcy opadami deszczu. Spłynąwszy do mieszkania kuzynki wysuszyliśmy się nieco i ruszyliśmy do klubu 'U Bazyla', najważniejszego w tym czasie miejsca w grodzie Lecha, KKS. Mieliśmy ze sobą dwójkę znajomych kuzynki i po bilecie w kieszeni. To nie wydaje się ważnym, ale za moment już będzie. 

Tu bowiem czas na pretensję w kierunku organizatorów: coś im wyraźnie nie stykło w kwestii biletów i miejsca koncertu. Bazyl bowiem, mimo że klub obiektywnie rzecz biorąc na swój sposób fajny, jest zdecydowanie na takie koncerty za mały. Jak ktoś słusznie zauważył: było w środku jakieś 20% osób za wiele. Co za tym idzie, za wiele było i kurtek na szatnię (którą w te pędy zamknięto), za dużo było osób do pogo na za małą salę i wreszcie za mało było tlenu dla zbyt wielu płuc. To wszystko sprawiło, że w Bazylu panowała prawdziwie tropikalna aura - a i na zewnątrz było gorąco. Nikt bowiem z tych, którzy biletu nie mieli do Bazyla, mimo zapowiedzi, nie wszedł, nawet jeśli portfel miał grubości cegły i stado złotych kart. Słowem: klub dowiódł, że wbrew zapewnieniom liczy się i wielkość. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. :)

Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Jako pierwszy swój koncert zagrał Happysad i nie był to lekki kawałek chleba dla chłopców ze Skarżyska Kamiennej. Na przepełnionej sali bowiem powietrze dało się mielić w ustach, a z sufitu pot począł lecieć ciurkiem już w okolicach trzeciej z piosenek. Gorąc udzielił się zespołowi i ten grał krócej niż się przewidywało - ale i tak to, co panowie zagrali, warte było posłuchania. Mnie tchu zabrakło po kilku numerach - ledwo-m jednak z tłumu się wypchał już w niego wracałem, bo "Psychologia" postawiła mnie w stan ponownego alertu. W nim zostałem już do końca Happysadów, będąc świadkiem, prędzej czy później, także "Czarownicy psa", "Jeśli", "Zanim pójde" i "Nieważne". Całość wypadła okazale, choć i tak była to chyba najmniej podchodząca mi część wydarzenia.

Po Happysad najdłużej wracać musiałem do względnej formy. Wypoczywało się na sali klubowej, na kanapce, stoliczku, krzesełku lub jak człowiek - na podłodze. Tu można było kupić horrendalnie drogie napoje (dwieście procent ceny, pięćdziesiąt procent piwa), tu próbowano się choć trochę ochłodzić. Niestety, wszyscy mieli zapał chłodzić się właśnie na tej sali, więc znów był ścisk i znów powietrze można było ćwiekiem kroić. Nikt nie mówił... - i tak dalej.

Akurat, który grał jako drugi, także nie ma się czego wstydzić. Świetnie się panowie dogadywali z publicznością, nie zawiedli też, grając niemal dokładnie to, o czym rzeczona publiczność przebąkiwała i o czym darła mordę w niebogłosy. My na salę wpadliśmy w czasie "Jem pomarańcze", udało nam się też załapać na "Droga długa jest", "O dziewiątce" i wybłagane przez publikę "Wiej-ska". I znów krążyliśmy przez czas długi między sferą stałego i gazowego powietrza. Tak doczekaliśmy to końca koncertu Akurat i jedynego ich bisu. "Dyskoteka gra", hahahaczyk, alleluja i do przodu! :)

Krótko po Akurat zaczęło grać Farben Lehre. Ten punkowy zespół z Płocka zobaczyć warto choćby i dla wokalisty. I nie chodzi o to, że zdaniem żeńskiej części ekipy jest on mężczyzną przystojnym - Wojtek Wojda w czasie koncertów strzela takie miny, jak pół obsady Hamleta w wykonaniu Teatru Dramatycznego. Te dodają koncertowi dramaturgii - a wiele i tak się dzieje! Nawet jeśli, Czytelniku, przegapisz, jak niżej podpisany, cover "Somebody", będziesz mógł pochuliganić na "Judaszu", pobujać się przy "Rozkołysance" i poskakać przy - znanej ci pewnie ze studniówki - "Maturze". Jeśli będziesz miał więcej szczęścia zaśpiewasz z zespołem "Pozytywkę", tak jak uczynił to Faramir; jeśli będziesz miał go mniej, to trafisz na mnie (i innych niegrzecznych) w czasie "Atomowych zabawek" :) To dość ryzykowny moment - bezpieczniej jest na, granych także przez FL w Poznaniu, "Nierealnych ogniskach" i kończącym koncert "Buffalo Soldier", zaśpiewanym razem z wokalistą Happysad.

Publiczność do finałowej piosenki dołączyła się chóralnie - aktywna była jednak w czasie wszystkich trzech zespołów. Z tego miejsca chciałbym ją serdecznie pozdrowić - zwłaszcza to biedne dziewczę, które się bujało w mej okolicy, a które było tak dopasowane, że nie sposób jej było nie zahaczyć w pogo. Pozdrawiam też kolegę w nieustannym dryfie, kolegów w kotle i kuzynkę w ciągłej o mnie trosce. I jeśliś, Czytelniku, był w Bazylu, jeśliś jak wszyscy, mimo cholernego gorąca, bawił się dzielnie - to pozdrowienia i Ciebie się tyczą.

Koncert trwał, wedle mych skromnych obliczeń, jakieś trzy godziny - i były to bardziej udane trzy godziny w moim tegorocznym życiu. Jeśli więc brak jest komuś okazji, by się wyskakać, a klimaty ska, reggae i punk nie są mu obcymi - to jest PRL imprezą właśnie dla niego. Jeśli tym kimś jesteś i Ty, Czytelniku - to wybierz się na Punky Reggae Live w roku następnym. Spotkamy się niechybnie.

UnionJack

----------------------

 

 

 

Punky Reggae Live 2005
18.03., Poznań, klub "U Bazyla"
Zespoły: Happysad, Akurat, Farben Lehre
Cena: 21 złotych