|
ROK WYDANIA: 2000 WYTWÓRNIA: Century Media/Metal Mind SKŁAD: Eric Forrest - bas, wokal; Denis d'Amour - gitara; Michel Langevin - gary GATUNEK: Speed/Thrash Metal |
Nie od dziś wiadomo, że zespoły tak naprawdę sprawdzają się na koncertach.
W studiu pierwszy lepszy band z Płaskowyżu Głubczyckiego nagra dobrą płytę z
dopracowanymi solówkami, efektami itp. Ale gdy przychodzi to, co stworzone w
studiu zaprezentować rzeszy headbangerów pod sceną, wielu wysiada. Przed kupnem
recenzowanej kasety nie znałem muzyki Kanadyjczyków z Voivod, a że byłem ciekaw,
co to za zespół, koncertówkę nabyłem (dlaczego koncertówkę? patrz: zdanie
1).
Materiał na "Lives" nagrany został podczas występów na Dynamo Open Air
oraz w CBGB w Nowym Jorku, roku pańskiego 1996. Dlaczego wydano go dopiero 4
lata później, nie pytajcie mnie. "Lives" ukazał się, gdy wymiatacze z Kanady
mieli już niewątpliwie za sobą swoje największe triumfy, a stali się z lekka
zapomnianą drugorzędną kapelą metalową. Jednak koncertówka, w porównaniu do
słabszych studyjnych płyt z okresu, gdy Eric Forrest gościł w Voivod na wokalu i
basie, znacznie się wybija. Po pierwsze, jest żywiołowa i pełna energii, jak na
koncertówkę przystało. Po drugie, zespół serwuje na niej większość największych
hitów. Poza tym, udało się zachować charakterystyczne brzmienie koncertowe, tak,
że gdy słucha się "Lives" głośno, można sobie ze znajomymi śmiało pogować jak na
koncercie. Spodobał mi się fakt użycia tylko jednej gitary, co powoduje
niejednokrotnie swoisty chaos i straszną burzę dźwiękową. A jak solówki do wtóru
jedynie garów i basu wypadają! Przy użyciu naprawdę minimalnych środków, Voivod
potrafi stworzyć naprawdę niesamowity wybuch czadu i energii. Koncert rozpoczyna
taki trochę rozgrzewkowy "Insect", który wypadł poprawnie, ale nie powala. Dalej
raczeni jesteśmy wspomnianymi klasykami, które nie mogły wypaść słabo: "Tribal
Convictions" i świetny "Nuclear War", przeplecione nowszym, bardzo agresywnym i
dość szybkim "Nanoman". Po "Nuclear War" następuje pierwszy kawałek, którego
mogę słuchać w kółko, czyli "Planet Hell" - żywiołowe darcie mordy przez
Forresta i rozmazana nawałnica gitar to jest to! Wybija się jeszcze "Ravenous
Medicine", podobny do "Planet Hell" w refrenie. Przedostatni utwór to w tej
chwili jeden z trzech moich ulubionych utworów w ogóle. "Voivod", bo o nim mowa,
to niesamowita, genialna i czadowa do bólu porcja wymiatania, z genialnym
riffem, żywiołowością i świetnym wokalem! Kocham ten utwór! Jeśli ktoś lubi
speed bądź thrash metal, musi go usłyszeć! Całość zamyka cover... "In League
With Satan" takiego jednego zespołu na "V". Cóż, wypadł bardzo spontanicznie i
bardzo metalowo, a kultu (he, he) nie sprofanowano.
"Lives" jest pozycją
dobrą, a byłoby bardzo dobrą, gdyby nie słabsze utwory pokroju "Project X",
"Negatron" czy "Cosmic Conspiracy". Trzy słabsze utwory to jednak defekt i
jestem zmuszony obniżyć ocenę. Jednak pewien element podciągnie ocenę z 7 dość
znacznie w górę. Wokal. Dawno nie słyszałem takiego wokalisty jak Eric Forrest.
Jeśli ktoś jest znudzony skrzekami i growlami, niech posłucha pieprzonego krzyku
Forresta. Nie sili się on na jakieś plugawe wymioty, krzycząc i wrzeszcząc za to
bardzo dla uszu przyjemnie. Niewątpliwie wokal, dziki i żywiołowy, dodaje uroku
recenzowanej kasetce tak jak i w pewnej mierze gitara. Kończę już, bo spać się
już tu niektórym chce, a recenzję zwieńczę oceną...