USURPER
"Necronemesis"


W pewnych kręgach można dziś spotkać takich ludzi, którzy będą krzyczeć o kulcie Usurpera jako zespołu za nic mającego światowe trendy, grającego do oporu te swoje staroszkolne piosenki, głęboko inspirowane szwajcarskimi piewcami celtyckiego mrozu. Sam więc nabyłem ten kompakt w nadziei odczucia powiewu czasów glorii starożytnego metalu. Jednak płyta nie była tak całkiem do końca starożytna, o czym miałem się okazję przekonać stając oko w oko (a raczej ucho w oko) z bodaj trzecią płytą Uzurpatora - "Necronemesis".

Czasami zespół bywa z siebie dumny. Niektórzy popadają w skrajną megalomanię i mają się za szczyt ekstremy, że wspomnę tylko jeden z naszych rodzimych death metalowych brutalnych aktów o łacińskiej nazwie, ubarwiający każdy wywiad wywołującymi łzy w oczach fantazjami dotyczączymi smarowania się gównem i łażenia w gazmaskach. Amerykańce z Usurper dostąpili zaszczytu i na ich lobgplayu udzielił się sam Kim Benedix Petersen, znany powszechnie z działalności solowej, jak posady śpiewaka w pewnym świetnym duńskim hejvi metalowym zespole, należącym pierwszej fali black metalu. Wobec tego faktu Usurper tabi o tym we wkładce na lewo in prawo. Nawet w tekście do kawałka tytułowego tuż przed dosyć krótką partią wokalną Duńczyka możemy znaleźć wers: "Vocals on the next 6 lines (...) by KING DIAMOND", zupełnie jakby ci oldskulowi amerykańce chcieli nam pokazać "patrzcie, jesteśmy tacy boscy, że sam King z nami śpiewa". Takie zachowanie raczej nie przysporzy im zwolenników na scenie. Tomasz z Throneum bardzo krytycznie wypowiedział się na temat tego przedsięwizięcia.

Ale wracajmy do płyty. Już pierwszy numer daje nam znać, że nazwa zespołu nie jest przypadkowa. Pierwszy numer "The Incubus Breed" wali po uszach Celtic Frostem, zarówno pod względem brzmienia, rytmiki jak i wokalu. Sporym zaskoczeniem jest końcówka, przechodząca w szybki black metal, bardziej współczesny, taki ze szkrzekiem. Ja pytam, po co? Nasepny numer jest solidnym black/thrashowym rzemiosłem, w którym pan wokalista, niejaki The General na koniec przeciąga wycie przez 33 sekundy, o czym megalomański zespół nie omieszkał poinformować we wkładce. Koleś się pod koniec dławi, Halford to on nie jest . Dalej mamy wspaniałą intrumentalkę "In Remembrance". Jeśli nieobcy ci jest kult starych zespołów, to posrasz się ze szczęścia. Zaprawdę powiadam wam, nie jest metalowcem ten, kto nie zachwycał się takimi genialnymi kawałkami jak "Choir Of The Damned", "To One Far Away", "Orchid", "Embryo" czy "Orion". Naprawdę, coś pięknego, nie do zrozumienia przez frajerów lubiących Immortala, a jednocześnie drących mordę, że Offspring to kult. Czwarty numer to kawałek tytułowy, ów wywyższony przez udziałe Diamonda, całkeim zajebisty, klimatem nawiązyujący do starych dokonań KD Band i Mercyful Fate, z absolutnie genialnym riffem po partiach śpiewanych. Z resztą numerów jest różnie, balansuję pomiędzu Celtyckim Mrozem a nieco nowszymi klimatami, na całe szczęście z dużo większym nacikiem na to pierwsze. Godnym odnotowania faktem jest też udział w ósmym tracku samego Sir Proscriptora, znanego także jako człowiek śiwadom swych korzeni. Na zakończenie warto wspomnieć o tekstach Usurper. Dotyczą one zagadnień science fiction, potworów morskich, horrorów, voodoo, UFO, co nie zabardzo do mnie przemawia i naprawdę nie wiem, czy takiemu oldskulowemu hordowi wypada śpiewać o czymś taki. No ale skoro Running Wild moeże śpiewać o korsarzach.

"Necronemesis" to bardzo dobra płyta w starym stylu, momentami trochę niemrawa (zapuście sobie po niej "Morbid Tales", poczujecie różnicę), ale i tak jest plusem, że taka płyta wyszła w dzisiejszych czasach, w których bycie wiernym staremu metalowi nawywa się powszechnie symptomem retrokurew. Nieźle, ale mogło być lepiej. I tak mało który nowy zespoł podskoczy tym starożytnym Amerykańcom.

Ocena: 7/10


© Jester Szwejk