*** TSA - "Live" ***
Pewnego zimowego dnia odwiedziłem sobie hipermarket TESCO, zastanawiając się co ciekawego można tam nabyć mając 10 zł w kieszeni i co przyda się na dłużej niż tydzień( to znaczy nie zepsuje się po tygodniu) i co nie jest produktem spożywczym, gdyż tych się u nich nie raaadze nabywać.
Zacząłem od dobrych gazet muzycznych. Ceny owych gazetek sprawiły(że mogłem je sobie przeczytać na miejscu:), że chwile później znalazłem się na stoisku z płytami i kasetami(choć musze przyznać, że stare dobre kasety umierają...) Jak na naiwniaka przystalo spędziłem tam około 30 minut nim doszło do mnie, że jestem za biedny by mażyć sobie o jakiejkolwiek lepszej pozycji, a przecież nie kupie remasterowanej Maryli Rodowicz w składaku:). Popatrzyłem sobie jeszcze chwile na DVD moich mistrzów ze Slayer i dałem za wygraną.
Obrót o 180 stopni skierował moje patrzałki do czegoś na wzór śmiesznego "kosza na śmieci", z napisem "tanie cd - przecena". Była tam pierwsza płyta Perfect, Lady Pank Brygady Kryzys, Lecha Janerki czy innych polskich grajków, ale jedyną płytą którą ja sie zainteresowałem była koncertówka TSA, a zarazem ich(opatrzony jedna z najbardziej "kozackich" okładek wszechczasów) debiut. Cena wynosiła 9,99zł. Kupiłem.
Owy album nagrany został w slynnym teatrze STU, przez który przewinęły się także takie kapele jak Turbo, czy KAT(słynna trójca, co nie?). Atmosfera iscie swojska. Już od pierwszych sekund "Manekin disco" słychać, że zespół Piekarczyka nie dysponował w tamtych czasach zbyt ekskluzywnym sprzętem, ale umiejętności im oczywiście odmówić nie można. Gitary brzmią wyjątkowo nieselektywnie, wokal jest za bardzo cofnięty, więc za pierwszym razem nie przyjdzie nam zrozumieć całkowicie liryków pana Marka. Publika natomiast jest bardzo, bardzo żywiołowa, dzięki czemu czujemy się jak na koncercie, nie zaś melostypie. Dużo rock'and'rollowego humoru, proste jak konstrukcja cepa (ale treściwe) teksty, zgrabne solówki to chyba główne atuty tego albumu. Weźmy takiu utworek "Spółka". Riff typowo pod AC/DC, wokal pod Osbourne'a. To wszystko. Tak samo z "Wyprzedaż", "Chodzą ludzie", "Wpadka", czy "Mass media". Jedynie utwór "51" znacznie wybija się z tego towarzystwa. Jest to subtelna ballada, z bardzo charaktyrystycznym, akutsycznym motywem. Ostatni utwór zawiera natomiast kultowy juz motyw z Koziołka matołka - zdecydowanie największy atut albumu.
Podsumowując, polecam tę płyte fanom starego rock'and rolla, tylko im, gdyż nie jest to szczegolnie zachwycające wydawnictwo. Cena jednakże jest śmieszna, więc czemu by nie spróbować?. Szukajcie w sklepach Media Markt, Tesco, Real i innych dupermarketach, które raz na jakiś czas coś nam dobrego przynoszą. No chyba, że żal ci 10 złotych...
Nie jest tragicznie
Ocena 6/10