*** Slayer - "God Hates Us all" ***


   Rok 2000 minął, to musimy nagrać jakieś gówno, musimy być oryginalni na siłe, chociaż nie potrafimy być oryginalni. W taką pułapkę coraz częściej wpadają nawet najlepsze kapele.

    Slayer to typowi konserwatyści, ich fani już od lat wiedzą, że na każdej płycie czeka ich dawka totalnego łomotu, totalnej masakry gitarą elektryczną. I bardzo dobrze...

    Po GENIALNYM "Diabolus in musica" miałem pewne obawy do tego co zaserwują nam na nowej płycie Terry i jego koledzy, a już z pewnością nie byłem zdolny mysleć, że "God hates us all" bedzie od poprzednika lepsze!

    Okładka spodobała mi się od samego początku. W zasadzie pojawiły się jej dwie wersje, ja mam tą lepszą(czytaj nieocenzurowaną),druga jest strasznie syfiasta. We wkładce są teksty, co jest kolejnym plusem, bo teraz coraz rzadziej się je drukuje.

    Liryki są bardzo dosadne, proste i idealnie wkomponowane w muzykę. Arraya i King nie bawią się w pseudowierszokletów, ale walą prosto z mostu to co sobie myślą. Nie ma tutaj opowieści w stylu "Die by the sword" czy "Hell awaits" i bardzo dobrze, gdyż teraz naprawdę każdy wers kipie czystą agresją. Taki "Disciple" czy "New Faith" mają naprawdę niesamowicie czytelny przekaz.

    Od strony muzycznej jest jeszcze lepiej.Właściwie Slayer to obok Pantery, Megadeth i Kreator, najlepszy technicznie zespół thrashowy świata, który doskonały był już na "Reign in blood", więc słuchając wściekłych riffów "Payback" nikt już nie łapie się za głowe ze zdziwienia typu - jak oni mogą tak grać? Zaczynijmy jednak od początku. Słyszymy króciutkie intro "Darkness of christ", a zaraz potem przygniata nas Disciple - najlepszy moim zdaniem utwór na płycie. Potem średniawy "God send Death", potężny "New Faith" i cieżkawy "Cast down". Zatrzymamy się na chwile przy "Threshold", utworze który osobiście rekomenduje, gdyż jest naprawdę wulkanem energii i posiada doskonały tekst w pierwszej osobie(specjalność zresztą Slayer'a). Wyróżniłbym także dość mroczny Bloodline(do którego nakręcono fantastyczny teledysk), Deviance i oczywiście ultrabrutalny Payback. Album zawiera bardzo wiele szybkich solówek, będących znakiem rozpoznawczym duetu Hannemann - King, fantastyczne popisy Paula Bostapha(perskusity jak sam skurwysyn) i firmowy krzyk pana Toma, który bije na głowe 80 procent tych śmiesznych ludzików, co to myśla, że jak mają mikrofon w łapach, to już są wokalistami...ta...

    Podsumowując Slayer nie zawodzi nigdy i Ty też ich nie zawiedź i KUP(a nie ściągnij z neostrady u Piotrka, czy innego Kubusia) tą płytę, oczywiście jeżeli szukasz prawdziwej nieokiełznanej energii, bo innych elementów tutaj nie znajdziesz...
                                                                          PO PROSTU REWELACJA!!!



Warto!
Ocena 8/10

ps.Namawiam, aby trochę popracować nad umiejętnoscią oceniania albumów, gdyż kiedy widzi się te ciągłe 10/10, wystawiane bardzo często średniawym pozycją, to śmiech człowieka bierze!!!


© DC(back _in_black05@wp.pl)