RAMMSTEIN
"Reise, Reise"
Trzy i pół roku... - tyle właśnie przyszło nam czekać na nowy album ognistych Niemców z Rammstein. Tak długie oczekiwanie nie jest jednak wynikiem ich lenistwa, tudzież olewczego stosunku do fanów. Przez te lata pozornego zastoju w Rammsteinowym świecie trochę się działo. Najpierw była "Mutter Tour", która na dobre skończyła się dopiero w połowie roku 2002. Potem przyszedł czas na pisanie nowych tekstów, muzyki, a także... wydawanie tomików wierszy ("Messer" Tilla Lindemanna) i granie w filmach ( "xXx", "Amundsen, der Pinguin")
W roku 2003 niespodziewanie nadszedł kryzys. Kiedy przez 10 lat niemal codziennie widzisz pyski tych samych facetów, w końcu po prostu musi trafić cię szlag :-) We wzajemnych relacjach między członkami zespołu było coraz więcej napięć i zgrzytów. Dlatego też postanowili od siebie odpocząć. Zrobić przerwę, skoncentrować się na życiu rodzinnym, pobyć trochę w samotności. Niemal półroczna (!) przerwa okazała się dla zespołu zbawienna. Echa wcześniejszych kłopotów można teraz odnaleźć jedynie w bardzo szczerej piosence "Los". Po przezwyciężeniu kryzysu Rammstein zabrali się ostro do pracy. Od początku mówili, że album będzie nietypowy, nieco inny od ich wcześniejszych dokonań. Jak stwierdził Till - teraz Rammstein przypomina dojrzały koniak - może nie wali w łeb tak bardzo jak ten młody, ale za to staje się bardzo wytrawny - tak, jak muzyka na "Reise, Reise".
Początkowo album miał się nazywać "Rosenrot" lub "Das Rote Album". Dlaczego więc stanęło na Reise, Reise? Jak twierdzi Till, życie jest podróżą (Reise - niem. podróż), w której niektóre wydarzenia są przystankami. Na RR znajdziemy 11 przystanków. Oto i one...
Album otwiera genialne "Reise, Reise". Od strony muzycznej jest to jakby połączenie wątków z utworów "Alter Mann" i "Seemann", ale o wiele potężniejsze, piękniejsze, dużo bardziej dopracowane. RR to piękny utwór, świetnie zaśpiewany i zagrany.
Tuż za nim czai się najmocniejsza i najlepsza kompozycja na płycie "Mein Teil" to opowieść o zdarzeniu, które całkiem niedawno zbulwersowało opinię publiczną - o człowieku, który przez internet znalazł partnera, który zabił go i zjadł przed kamerą. Wersja utworu zamieszczona na płycie różni się nieco od tej z singla - jest nieco przedłużona i - niestety - pozbawiona niezwykle klimatycznego początku. Po tym kopiacym tyłki utworze przychodzi czas na małe uspokojenie. "Dalai Lama" (podtytuł - "Flugangst") to utwór inspirowany jednym z wierszy Goethego. Bardzo długi, twardo zaśpiewany, nie jest żadną rewelacją, ale posłuchać można.
Następujące po "Dalai Lama" "Keine Lust" to kolejne mocne uderzenie. Riff nieodmiennie przywodzi na myśl utwór M.Mansona "Beautiful people". Jest to utwór świetnie brzmiący podczas koncertów, ponieważ chwytliwy refren jest bez problemu wyśpiewywany przez wielotysięczną publiczność (sama sprawdziłam :-). Właśnie przez "Keine Lust" Christoph ma teraz perkusję z dwiema centralkami i daje czadu bardziej niż kiedykolwiek :-). Skoro już przy partiach perkusji jesteśmy - nie sposób zapomnieć o tym, że były nagrywane w Szwecji, w specjalnym studiu dla perkusistów. Dzięki temu brzmienie bębnów na całej płycie jest po prostu porażające.
"Los" wita nas nietypowo, bo... akustycznie. Piosenka jest szczerym wyznaniem członków Rammstein - "Byliśmy bezimienni i bez piosenek, bez właściwych słów..." ; "nie jesteśmy bezbłędni tylko nieco zmienni". Warstwa tekstowa nie tylko dlatego jest niesamowita - zawiera także bardzo dużo gierek słownych związanych z wieloznacznością słowa "Los". Z nieoficjalnych przecieków wiadomo, że na "Reise Weiter" znajdzie się ostrzejsza wersja tego utworu.
"We all livin' in Amerika" - Hit okupujący listy przebojów i świetny dzwonek do komórki. Mimo, iż poczatkowo przyprawiał fanów o zawał serca (Rammstein po angielsku? Łaaa, Medic!!) to chyba nie znajdziemy osoby, która przez kilka dni nie nuciłaby bezwiednie tego motywu. Uspokajająco dla fanów działa także nieco ironiczny tekst - "Gdy tańczymy chcę prowadzić...", "To nie piosenka miłosna, nie śpiewam w języku ojczystym", a w koncu genialne "Amerika, Coca-cola, sometimes WAR".
"Moskau" - stylistyka świadomego kiczu, zaśpiewana w duecie z Victorią Fersh. Może dziwnie to zabrzmi, ale ta piosenka jest jakaś taka... rosyjska.. :-) niesamowite złudzenie! Ciekawe brzmienie gitar twardy niemiecki Tilla piski Victorii akordeon = raz, dwa, tri! Sami członkowie zespołu traktują ten utwór z przymrużeniem oka, o czym świadczy chociażby to, że na koncercie w Moskwie obsadzili w roli chórków trzy... panienki lekkich obyczajów - w końcu "To miasto jest dziwką...".
Weiter... "Morgenstern" - mnie osobiście niezbyt przypadł do gustu, dużo lepsze jest następujące po nim "Stein um Stein" - historia chorej miłości, z niesamowitym refrenem, tekstem w "starym Rammsteinowym stylu" i (uwaga, uwaga) najdłuższą solówką na płycie. Jest to fakt godny odnotowania gdyż, jak powszechnie wiadomo, Rammstein stronią raczej od solówek. Czyżby Rysiek bał się o swoje wymanicurowane, srebrne paznokietki? :-) {nawiasem mówiąc, pozdrowienia dla Richarda, który podczas koncertu w Katowicach nie omieszkał totalnie zmasakrować tej solówki}
Tak oto docieramy do końcowych dwóch przystanków - "Ohne Dich" i "Amour". Pierwszy z tych utworów został stworzony już podczas nagrywania "Mutter" ale, jak widać, znalazł się dopiero na RR. Drugi to także fajna ballada, z zakończeniem, po którym chce się włączyć płytę jeszcze raz...
-01. FLUGREKORDER - Czymże byłby Rammstein bez odrobiny prowokacji? Na RR też znalazło się coś ciekawego - okazuje się, że napis na pudełku "Rejestrator lotu - nie otwierać" to nie tylko puste słowa. Jeżeli 'cofniemy' płytę do utworu -1, usłyszymy... nagranie z czarnej skrzynki samolotu! Ostre, przejmujące... prowokujące...
PRZYSZŁOŚĆ
Perspektywy na przyszłość - Najwięcej namieszała wypowiedź Paula - niedługo wyjdzie Reise, ReiseII! RRII (Lub "Reise Weiter") będzie zawierało utwory, które zostały nagrane podczas sesji RR, ale nie trafiły na tę płytę. Cały album ma mieć charakter bardziej surowy, pierwotny. Oprócz 7-8 nowych utworów pojawi się na nim parę zremasterowanych starszych piosenek. Domniemana data premiery RRII to jesień/zima 2005. Warto też dodać, że w czerwcu 2005 na berlińskim stadionie Wuhlheide odbędą się cztery(!) koncerty, o których muzycy mówia, że są warte swojej ceny (55 euro) - wynika z tego, że R zamierzają przejść samych siebie :-) Osobiście jadę dopiero na ten ostatni, więc pewnie będę oglądać to, co z chłopaków zostanie po tych trzech dniach ostrego imprezowania :) Niestety, koncerty te nie zostaną nagrane :-(. O ewentualnym DVD koncertowym Rammstein wypowiadają się bardzo enigmatycznie - MOŻE w 2006... A z dalszych planów grupy - nowa płytka (nie licząc RRII) jest planowana wstępnie na 2007r. Chłopcy jak widać nie próżnują :-)
Ocena: 8/10
PS. W archiwach KM znalazłam recenzję coveru 'Sad but true' wykonywanego rzekomo przez Rammstein. Info dla autora i czytelników pamiętających jeszcze tę reckę - Rammstein NIGDY NIE NAGRAŁ COVERU "SBT"!!! A wydawnictwo na którym autor recki znalazł tak podpisany utwór nie jest oficjalnie firmowane przez menagement Rammstein i firmę "Motor". Dziękuję za uwagę :).