|
ROK WYDANIA: 1988 WYTWÓRNIA: Atlantic Records SKŁAD: Eric Adams - wokal; Ross the Boss - gitary, klawisze; Joey DeMaio - bas; Scott Columbus - perkusja GATUNEK: Heavy Metal |
Mimo, że jakimś tam wielkim entuzjastą hevi metalu nie jestem, to niedawno
mając okazję nabyć krążek kapeli obwołującej się "królami metalu" po okazyjnej
cenie, bez większego namysłu skorzystałem, dzięki czemu płyta na mej półce
dumnie powiewa, ee.. stoi, znaczy się. Nagrania Manowar znałem wcześniej
baaardzo pobieżnie, więc możliwość zgłębienia ich twórczości w chociaż małym
stopniu wydała mi się bardzo cool. Gdzieś tam wcześniej widziałem teledysk do
"Warriors Of The World" (niezły kawałek), słyszałem cover "Blood Of My Enemies"
(Edge Of Sanity) czy pojedyńcze kawałki. Po przesłuchaniu "Kings Of Metal"
prawdopodobnie zaliczę Manowar do kapel, których dyskografię kiedyś zbiorę
(kapel, których dyskografie zbieram w tej chwili jest trochę, więc do 2010
Manowar powinienem mieć :)).
Jaka jest muzyka na "Kings Of Metal"? Bardzo
heavy metalowa i cholernie patetyczna. Jednak myślę, że nikt nie będzie
zaskoczony tą podniosłością muzyki, bo nawet, gdy zaczepisz spotkaną na ulicy
poczciwą starowinkę i spytasz o Manowar, to ona odpowie "Aaa, tak, synku. To ci
od rycerzy". No właśnie, tematyka utworów do czegoś zobowiązuje, gdy nie-rycerskie
są tylko "Wheels Of Fire" (o szybkich furach), "Kings Of Metal" (wiadomo) i
"Pleasure Slave" ("Woman be my slave / Chained unto my bed...").
"Królowie Metalu" rozpoczynają się dość szybkim "Wheels Of Fire", w którym
możemy posłuchać świetnego wokalu Erica Adamsa. Ten gość chyba nigdy nie
przestanie mnie zadziwiać. Pomijając to manowarowskie zboczenie ku zakutym w
stal, muskularnym wojom, koleś ma po prostu genialny wokal. Drapieżny, ostry,
dynamiczny, ale gdy trzeba, to balladowo zawodzić potrafi. Totalnie niesamowite
jest natomiast to, jak Adams wyciąga taki swój charakterystyczny, cholernie
wysoki krzyk. No po prostu czacha mała! Drugi w kolejności utwór tytułowy jest
dość powszechnie znany, a charakteryzują go: genialna solówka, niezła szybkość i
refren śpiewany z fanami Manowar ("We're gonna / KICK YOUR ASS!"). "Heart
Of Steel" jest balladą z użyciem pianina, całkiem nastrojową zresztą, która, jak
i kilka innych kawałków, kojarzy mi się z... Queen. "Sting Of The Bumblebee" to
prawie trzyminutowa solówa na basie, oparta na wiadomo jakim dziele, gdy
przetłumaczyć tytuł. Kolejne dwa kawałki, czyli "The Crown And The Ring (Lament
Of The Kings)" i "Kingdom Come" należą do czołówki albumu. Pierwszy to kolejna
ballada z organami itp., ale za to jaki klimat! "Kingdom Come" to dość pogodny i
podniosły jak Himalaje utwór, miły dla ucha. Po nich następuje najsłabszy
"Pleasure Slave", który jest trochę zbyt powolny, jak dla mnie. Co prawda
występuje on w charakterze bonusa, ale nie wywarł on na mnie pozytywnego
wrażenia. Na szczęście potem nadchodzi absolutny killer, z genialnym tekstem,
refrenem, wokalem, szybkością, gitarami, basem, perkusją, solówkami i w ogóle
cały jest genialny! Zdecydowanie najlepszy utwór Manowar, jaki do tej pory
słyszałem! Panie i panowie, oto "Hail And Kill"! Kolejnego "The Warriors Prayer"
proponowałbym nie rozpatrywać w kategoriach zwykłego utworu, gdyż to po prostu
żaden utwór nie jest, tylko opowieść dziadka o rycerzach i wielkiej bitwie i inszych
inszościach. Płytę udało się Manowar zamknąć cholernie efektownie, w postaci
"Blood Of The Kings". Utwór ten ma tekst
składający się z m.in. tytułów utworów Adamsa & co., a sławi czterech króli
metalu, metalową jedność i potęgę. Jest naprawdę dynamiczny, chwytliwy i stanowi
jedną wielką popisówę wszystkich wojowników.
Jak by tu zakończyć recenzję? Na
pewno takie płyty coś zmieniają - ogólnie niezbyt lubiłem heavy metal, jednak
ostatnio, dzięki takim płytom, jak "Kings Of Metal", czy "Live" TSA, moje
podejście zaczyna się powoli zmieniać. Myślę, że każdy znajdzie na "Kings Of
Metal" coś dla siebie, no chyba, że jest dumnym ortodoksem i ma w dupie wszystko
oprócz Kult Ov Azazel, Nordisches Blut i Satanized Satanizers Of Sodomized
Sodomizers :). Album Manowar można skomentować słowami zamieszczonymi we wkładce
do płyty: just power, metal and might. Metal Up Your Ass!