|
KREATOR "PLEASURE TO KILL" |
|
![]() |
W
USA na tronie króla trash metalu zasiada dumnie Slayer, na starym
kontynencie miano to dzielą między sobą Sodom i właśnie Kreator. O
ile pierwsza grupa nadal katuje swoich fanów tradycyjnym germańskim
trashem, to Kreator w ostatnich latach zdecydowanie złagodniał. Choć grupa
nie wydaje już takich pomyłek jak "Outcast" czy "Endorama",
to ostatnie wydawnictwo- "Enemy of God" trudno nazwać
ultraszybkim i brutalnym. Co innego "Pleasure to Kill". To
wydawnictwo to coś jak europejskie "Reign in Blood". Jak na
tamte czasy dzieło nieprawdopodobnie szybkie i rozwalające brzmieniem.
Przyjrzyjmy się tej perełce bliżej. Najpierw intro, czyli "Chair of the Damned". Chwilę potem zaczyna się rzeź. Już pierwszy utwór "Ripping Corpse" daje do zrozumienia, że to nie przelewki. Ventor wgniata swoją grą na perkusji w ziemię, a świdrujące solówki drążą umysł słuchacza. Do tego jeszcze wściekły wokal Mille'a Petrozzy i słyszymy jak winien brzmieć trash-metal. Ach, czemuż dziś Kreator tak nie gra ? To co dziś sobą prezentuje to zdecydowanie nie to samo co prawie dwadzieścia lat temu. Płyta nie jest jednak doskonała. Są tu pewne niedoróbki, zwłaszcza kompozycyjne. Niemal w każdym utworze słyszymy przez znaczny czas jego trwania same blasty, muzycy grają byle do przodu nie pozwalając sobie na chwilę zwolnienia i urozmaicenia muzyki (jak np. robił to Slayer w "Angel of Death"). Jednak czasem Kreator potrafi się opamiętać i urozmaica swoje kompozycje. Wtedy widać, że tkwi w nich spory potencjał, umiejętnie rozwijany na późniejszych dziełach. Nie da się też ukryć, że nie całkiem doskonała jest sama produkcja albumu. Ale cóż, takiego rzemieślnika jak Rick Rubin niełatwo jest przebić. Album jednak podoba mi się, choć nie od razu zyskał moją aprobatę. Pamiętam, ze jak go po raz pierwszy puściłem, to miałem wrażenie obcowania ze zwykłą nawalanką, zupełnie pozbawioną jakiegokolwiek pomysłu. Z pewnością właściwy odbiór muzyki utrudniał mój sprzęt, niestety już wiekowy i nie dający pełnej satysfakcji ze słuchania. Dopiero, gdy zapodałem "Pleasure to Kill" na głośnikach komputera, muza zabrzmiała tak jak powinna. Dało mi to tylko do myślenia, iż powinienem zastanowić się nad kupnem lepszego wyposażenia audio. Ale mniejsza z tym. Wracając do albumu, polecam go każdemu kto lubi wymiatający, ani trochę przebojowy i melodyjny, a miażdżący i miejscami surowy metal. Taki jaki powinien być prawdziwy trash. Z drugiej strony po co ja to piszę. Przecież każdy fan tej najlepszej odmiany metalu z pewnością tę płytę ma albo ją przynajmniej słyszał. Jeśli nie to marsz do sklepu i niech poczuje "przyjemność z zabijania" |
| 1.Chair
of the Damned (intro) 2.Ripping Corpse 3.Death of Your Saviour 4.Pleasure to Kill 5.Riot of Violence 6.The Pestilence 7.Carrion 8.Command of the Blade 9.Under the Guillotine |
|
|
Ocena: 9-/10 |
|
| Bad Guy | (np. Metallica "Motorbreath", Vader "Dark Transmission", Kreator "Ripping Corpse" |