DRAGONFORCE
Sonic Firestorm



Oto przed państwem... rodowici Anglicy!!! Gościnie podśpiewuje pod nosem Clive Nolan.

ZP Theart - wokal przedni i tylny
Herman Li - gitarzyska
Sam Totman - gitarzyska
Vadim Pruzhanov - parapety i gitarzyska
Adrian Lambert - bas
Dave Mackintosh - dramy :))

Oł dżisas... Po wysłuchaniu tej płyty spojrzałem na okładkę raz jeszcze - taak, zaprawdę, oryginalność rządzi. Do tego piękny napis nań głoszący "breaking the boundaries od melodic/speed/power metal"... Zajrzałem do wkładki - mistyka, tajemniczosć, smoki... I już dobrze wiedziałem z czym mam do czynienia.

Ale postanowiłem, że nie będę tak ostry dla tychże panów. Powody poznacie za chwilę. Postanowiłem spojrzec na to od innej strony - może po prostu w okolicach, gdzie się wychowali(look nazwiska) nikt nie wiedział co to Hammerfall. Nagrania Helloween były rzadkością niczym grzyb na polu ryżowym, Saxon znano z nazwy, a Manowara słuchali intelektualiści. DragonForce to z pewnością fani Betalesów, Billy'ego Joela tudzież Ayeron. Być może po prostu nieświadomie, zupełnie przypadkowo odkryli nowy gatunek muzyki - power metal.

No bo jak inaczej wytłumaczyć to niesamowite zjawisko: włączamy płytkę(w dodatku nie pierwszą lecz drugą w ich dorobku) i od pierwszych nut znamy jej zawartość? Potrafimy przewidzieć linie melodyczne, akcenty, frazy... puchniemy z dumy z nadzieją, że okrzykną nas jasnowidzami. Podobnie zresztą jak zespół. Konkrety? Proszę bardzo: singlowy, otwierający płytę My Spirit Will Go On - najlepszy kawałek nań, dodajmy od razu. Oczywiście nigdzie nie słyszeliśmy tak melodyjnego riffowania i superszybkich, technicznych do bólu solówek gitarowych. Zmiany tempa również są nam obce, dlatego radujemy się nową jakością słuchając Soldiers Of The Wasteland, przy okazji kontemplując niezwykle nowatorski patent, "metalowego hymnu" z podniosłym, patetycznym refrenem. Chóralnym, żeby nie było. Ugrzecznione partie wokalne z rozwiązłą linią melodyczną porażają nas w Fields Of Despair, który jako pierwszy kawałek w naszym życiu, wpada nam w ucho.

Tak niestety jest. Kawałki na płycie trwają średnio jakieś 6-8 minut, w celu zaprezentowania ekwilibrystycznych popisów gitarzystów. Owszem, są bezbłędni - i co z tego? Nie polotu, ni finezji w tym graniu nie uświadczymy. Masywne, patetyczne uderzenia, wypełnione słodkimi partiami klawiszowymi przyprawiłby nawet Children Of Bodom o ból głowy. Gitarowe riffy często giną gdzieś w tym całym patosie, a gdy już się pojawiają - brzmią klasycznie aż do bólu. Kompletny brak oryginalności aranżacyjnej - choć linie są rozwiązłe, wirtuozerskie i skomplikowane. Utwory wpadają w ucho z siłą dynamitu, ale nic poza tym. Wyżej wspomniany Fields Of Despair robi chyba największe wrażenie pod względem melodii, natomiast ballada Dawn Over A New World przepełnia czarę słodyczy na albumie. To granie niemal z podręcznika - akustyczne wstawki, fortepian, podniosły refren z tekstem, o którym lepiej nie wspominać (we can go on forever in the darkness so far away / and the warriors live forever / fight on to the end).

Mimo wszystko płyta może się podobać - co bym nie powiedział, aranżacje mimo braku oryginalności trzymają pewien poziom. Melodie mimo swojej słodkości, dadzą się przetrawić wprawionemu fanowi metalu. Gdy pierwsze, złe wrażenie, odejdzie w niepamięć, gdy już schowamy tasak z powrotem do szuflady, gdy przyzwyczaimy się do wszechobecnej słodyczy - możemy śmiało raz na jakiś czas zapuścić kika piosenek. Jeśli tylko nabierzemy trochę ochoty na "ładną" muzykę, nie mieszczącą się w normach typowej Krainy Łagodności - możemy spokjojnie zpauścić DragonForce'a. Niewykluczone też, że będzie nam chodzić po głowie refren Fury Of The Storm i wcale nie będziemy mysleć o tym, że tak w sumie to to miał być metal. Oczywiście jeśli znana jest nam twórczość Helloween czy Rage'a tudzież zespołów, które wymieniłem - wyrzucimy płytkę przez okno i "niczego nie będzie żal" .

I co, brytole? Chcieliście mieć pałera, co? Rzekomo wcześniej tego u was nie było. Toteż pałera dostaliście. I co? Takie to dobre? Takie to wam potrzebne?
Ocena: 3/10
PS. A słuchałem Nightwisha, bo się wkurzyłem. :)


© Obywatel(obywatelsix@go2.pl)