|
ROK WYDANIA: 2000 WYTWÓRNIA: Metal Mind SKŁAD: Mauser - gitara; Doc - gary; Novy - bas, wokal; Hiro - gitara GATUNEK: Death Metal |
Dies Irae... Pewnie większość z was kojarzy tą nazwę, a trochę mniej
kojarzy taki kawałek Bathory. Tym razem jednak nie o Bathory, lecz o Dies Irae -
zespole. Zespole, który mógłby się w zasadzie nazywać Death Metal Dream Team,
albo Death Metal Stars czy przybrać inną idiotyczną nazwę. Dies Irae założone
przez pana Maurycego S. jest tworem grającym ciekawy death metal, siłą rzeczy
(skład) kojarzący mi się z Vaderem. Do zespołu tego należą muzycy, bądź byli
muzycy takich kapel, jak Vader (3/4 członków Dies Irae to w tej chwili 3/4
członków Vadera), Behemoth, Devilyn, Spinal Cord, Moon, Sceptic czy Virgin
Snatch. Czy po takim składzie można oczekiwać gniota? Jest to pytanie
retoryczne.
Płytę rozpoczyna "Zohak", z fajnym przewodnim riffem. Co od razu
przykuwa uwagę, to niemal zwierzęcy ryk Novego. Normalnie, ten koleś ma wygar
jak cholera! Poza tym, wszystko w normie: szaleńcza perkusja i stojące na
wysokim poziomie gitarowe rzemiosło (no, w końcu to Hiro i Mauser!). Te
wszystkie elementy składają się na dobry album, który skopie niejedną facjatę.
Dalej jest równie nieźle. "Message Of Aiwaz", rozpoczynający się tajemniczym
intrem "Sirius B", kipiący energią i agresją utwór tytułowy, ciekawie
zaaranżowany "The Nameless City". Pierwsze utwory na albumie rzeczywiście
okaleczają psychikę i kopią po głowie. Co cieszy, kolejne robią z nami to samo
:). Jeśli taki np. "Bestride Shantak" was nie zmasakruje, zrobi to na pewno
"Hidden Lore", najlepszy na "Immolated". Generalnie wszystkie kawałki są dobre,
ale niestety, oprócz "The Nameless City" i "Hidden Lore", brak tu jakichś
absolutnych killerów, którymi można by się katować bez ustanku. Kolejny raz,
niestety, popisał się nasz kochany Metal Mind. Wcześniej miałem zrobiony
odwrotnie niż wszystkie na świecie grzbiet płyty do "Broken Head" Acidów, a
teraz na CD nie ma klipu do "Lion Of Knowledge", który rzekomo miał się tam
znajdować. No cóż, profesjonalizm, ale to w zasadzie jedyny taki mankament,
reszta jest w porządku.
Materiał w żadnym razie nie nuży, co jest też zasługą
odpowiedniej długości (trochę ponad pół godziny). Przyjemnie się słucha Dies
Irae, i w sumie mogę z zadowoleniem powiedzieć, że ta kapela to w żadnym wypadku
nie jest jakiś tam skok na kasę przy pomocy znanych nazwisk. Co prawda
"Immolated" nie rozwala mnie jakoś straszliwie, ale regularnie do tej płyty
powracam, co, moim zdaniem świadczy o jej dobrej klasie.