DESTRUCTION
"Metal Discharge"
Pewnego razu w telewizji na niemieckiej Vivie+ zobaczyłem teledysk do "Desecrators of the new age" promujący nowy album Destruction pt. "Metal Discharge". Obraz ten sam w sobie jakiś olśniewający nie jest, ale muzyka tak mi się spodobała, że postanowiłem kupić cały album. Płyta została wydana w czasie (rok 2003) kiedy inne wielkie zespoły thrash metalowe postanowiły przypomnieć o sobie nagrywając nowe materiały, oprócz Destruction były to m. in. Exodus czy Metal Church. Na "Metal.." znajduje się dziesięć bezkompromisowych utworów które mają skopać wszystkim dupy w tradycyjny, klasyczny sposób jak za starych, dobrych czasów, których ja jednak nie pamiętam ;-) W wydaniu które kupiłem znajduję się także bonusowy dysk który opiszę później.
Po odpaleniu płytki uderza w nas od razu najlepszy moim zadaniem kawałek- "The Ravenous Beast" (do niego także został zrobiony teledysk). Szybka napierdalanka ze wściekłym wokalem Schmiera i równie szybką solówką Mike'a. W ogóle solówki gitarowe są bardzo dobre i świadczą o ponad przeciętnych umiejętnościach gitarzysty no ale Destruction to przecież weterani. Reszta kapeli, rzecz jasna, także świetnie sobie radzi ze swoim instrumentarium. Na płycie oprócz tych szybkich piosenek znajduję się także kilka zwolnień jak chociażby w "Mortal Remains" czy w "Made to be broken". Mimo to, album powinien spodobać się wszystkim którzy tak jak ja, w metalu cenią szybkość. Kompozycje są dosyć melodyjne, refren w "Desecrators..." można wręcz spokojnie nucić przy goleniu. Osobną kwestią jest brzmienie z wyeksponowanym, twardo brzmiącym basem. Nie znam innych płyt Destruction więc nie umiem porównać tego z poprzednimi produkcjami zespołu. Odnośnie produkcji, zespół umieścił we wkładce krótką adnotację na ten temat: "This album features only real sounds! No fake shit- no computers- no pro tools- no triggers !!! Real metal ! The oldschool will set the new standarts !!!". Brzmienie płyty jest brudne ale selektywne i moim zdaniem doskonale pasuje do muzyki zawartej na "Metal Discharge".
Płyta jest dobra... i nic więcej. Kawał solidnego, melodyjnego w granicach przyzwoitości, thrash metalu. Niektóre riffy są moim zdaniem zbyt do siebie podobne przez co parę utworów może wydawać się zbyt monotonicznych (np. wspomniany wyżej "Mortal Remains"). "Metal Discharge" nie jest płytą która wywoła rewolucje lub zostanie okrzyknięta genialną (zdania tego typu często pojawiają się w recenzjach ale tutaj akurat jak najbardziej pasuje :-). Są jednak utwory które się zdecydowanie wybijają spośród całości ("The Ravenous Beast", "Fear of The Moment", "Desecrators of The New Age"). Album ten mogę spokojnie polecić ludziom którzy lubią taką muzykę (klasyczny thrash z domieszką heavy słyszaną np. w solówkach). Pozostali, nie znający tej kapeli, niech lepiej przesłuchają najpierw jakiś utwór Destruction nim zdecydują się na kupno "Metal Discharge".
Wcześniej wspominałem o dołączonej dodatkowej płycie w wydaniu które ja posiadam. Oto jej zawartość: covery- Killers (Iron Maden), Whiplash (Metallica), U.S.A. (Exploited) oraz wersje demo "Bestial Invasion", "The Butcher Strikes Back", "Nailed to The Cross" i "Metal Discharge". Bonusowe CD oceniam jak najbardziej pozytywnie, szczególnie jeśli chodzi o covery. Whiplash podoba mi się nawet bardziej niż w oryginale! Zamieszczona na dodatkowej płycie wersja demo pieśni "Metal Discharge" różni się od tej oryginalnej textem i tam paroma szczegółami.
Ocena: +7/10 (ten "+" za dodatkowy CD)
PS. Nie mam stałego dostępu do internetu więc na ewentualne mejle nie będę mógł regularnie odpowiadać.