DARKTHRONE
"Rehersal '92"


Czy zastanawialiście się nad tym, jaki jest największy paradoks muzyczny? Czy to, że wśród słuchaczy metalu, którzy uważają, że dla nich muzyka jest najważniejsza, praktycznie nie zwracają na nią samą uwagi. Interesują się tylko tym, czy to kult, czy nie kult, czy zespół ambitny, czy nie, czy pier*** w wywiadach głupoty, czy też gada mądrze, czy dobiera sobie image reprezentujący granę muzykę, czy łazi w dyskomańskich fatałaszkach. W tym miejscu autor musi przyznać, że sam zauważa u siebie czasami oznaki wyżej wymienionych zachowań, z których (nie ze wszystkich rzecz jasna) winien się raz na zawsze wyleczyć. Ale wracając do paradoksu. Czy to nie jest ironia losu, że ze wszystkich starych norweskich hord dzisiaj rasowy black metal gra tylko zespół, którego 50% po chrzcie Gylve nazwane, zabawia się w didżejowanie na lokalnej dyskotece? A może da się to wytłumaczyć w ten sposób: każdy stary Norweg ma jakieś dyskomańskie ciągotki, tyle że Fenriz rozprawia się z nimi że tak powiem "na boku", poza zespołem, a na przykład Manes, Dimmu Borgir, Limbonic Art (zdechły zresztą, co jest tylko powodem do zadowolenia) dają im ujście w ciepłych ramionach muzyki zespołu.

Całe to lanie wody było mi potrzebne do zapełnienia miejsca przeznaczonego na recenzję, bo ani płyta nie jest długa, ani jej zawartość nie zasługuje na dłuższe rozważania. Kolejny bootleg Darkthrone wydany (całkiem ładnie zresztą) przez Frost Productions w nakładzie 66 sztuk (moja kopia ma numer 8). Niestety, nie jest to tak dobra pozycja jak uprzednio recenzowany przeze mnie "Live From The Past". Tym razem mamy tylko 7 numerów. Pierwsze pięć ("Under A Funeral Moon", "Unholy Black Metal", "Summer of the Diabolical Holocaust", "Crossing The Triangle Of Flames" i "Natassja In Eternal Sleep") pochodzą z tytułowej próby z roku 1992, poza tym mamy "Kathaarian Life Code", ponoć pochodzący z koncertu w nagranego w tym samym roku, oraz jeden niepublikowany kawałek "God Of Disturbance And Fiction". Nie jest tego dużo, a całość brzmi koszmarnie. Reh'92 to brzmi źle, a "Katharian Life Code" już całkowicie syfiaście. Zdecydowanie najlepiej brzmi niepublikowany kawałek, nagrany prawdopodobnie podczas sesji do "Ravishing Grimness" i jest taki jak tamta płyta, niezbyt szybki, ze specyficznym tempem, odstraszający maniaka Limbonic Art z miejsca. Prawdę mówiąc, kiedy sięgam po ten bootleg, słucham tylko "God Of Disturbance and Fiction" po kilkakroć i odkładam płytkę na półkę.

Kończąc płyta dość przeciętna, tylko dla całkowicie oddanych fanów Darkthrone (ja do takich się nie zaliczam, mimo że Fenriz to zajebisty gość). Nie widzę sensu w kupowaniu tego, chociaż lepszy to wybór niż kolejne nowe Marduki.

Ocena: 5/10


© Jester Szwejk