|
ROK WYDANIA: 2001 WYTWÓRNIA: Maleficium / Weird Truth SKŁAD: Tomasz - wokal, gitara; Marek - bas, wokale; Aleksander - gary GATUNEK: Morbid Black Thrashing Metal Of Death, Horror And Madness |
Wbrew moim obawom nabycie jakiegoś albumu Throneum nie przysporzyło mi
większych trudności, a za to potwierdziła się moja opinia, że na mój ulubiony
sklep mogę liczyś zawsze. Co prawda nie zdążyłem zakupić Terrorizera i splitu
Morbid Angel / Incubus / Necrovore, ale Throneum i dwa Witchmastery to i tak
całkiem pokaźna zdobycz, którą mogę szpanować wszystkim dookoła :). Pewnie parę
osób pamięta moje zachwyty nad splitem "Gods Of Abohrrence", a konkretnie nad
materiałem Throneum. Hmm.. tam pisanie zachwytów przychodziło mi z łatwością, bo
i muzyka łatwiejsza. O ile materiał z "Gods Of Abhorrence" przyswajalny był od
pierwszych sekund i zmuszał do moshingu, to "Old Death's Lair" jest dużo
trudniejsze do przełknięcia, przynajmniej na początku. No, ale przesłuchałem
kasetkę kilkanaście razy, bo gdybym się kiedyś nie przemógł, by x razy
przesłuchać "Anthems To The Welkin At Dusk", nie poznałbym prawdziwej natury
muzyki Emperor, czyli dość dużo bym stracił. Zanim jednak o samej muzyce, to
pochwalę się, że kaseta, której posiadaczem jestem jest limitowana do 666 kopii,
ale chyba mr. Szastokowi się numerować tych kaset nie chciało, jeno na piwo ze
świtą znajomych pobieżyć wolał. No cóż, inaczej mógłbym wszem i wobec ogłosić że
jestem posiadaczem konkretnej kopii, a tak to ni ma...
Tomek Hanuszkiewicz to
twórca niesamowity w swoim szaleństwie. Nie wierzę, że koleś komponujący, a
raczej tworzący, bo takich rzeczy się nie komponuje, muzykę Throneum, był
całkowicie zdrowy psychicznie. Takiego podejścia do ekstremalnego metalu do tej
pory nie słyszałem i myślę, że niewielu z was słyszało. Pierwszą część (Side
Death) rozpoczyna chore intro "The Key" złożone z dzikich i opętanych wrzasków.
Jeśli po intrze nie wyłączycie kasety, czeka na was masakra zatytułowana "Rites
Of Forefathers". Chorych wrzasków ciąg dalszy z dodatkiem perkusyjnej rzezi i
gitarowej nawałnicy. "Old Death's Lair" jest zdecydowanie bardziej mroczne niż
"Gods Of Abhorrence", co udało się uzyskać Tomaszowi i spółce, dzięki
zastosowaniu różnych masywnych zwolnień, oraz niesamowicie podkreślonego basu.
Chaos - tak można zcharakteryzować większość utworów, które są złożone, w takim
stopniu że czasem ma się wrażenie, że riffy w utworach w ogóle nie są
powtarzane. Jestem ciekaw, jak Throneum odgrywa to wszystko na koncertach, ale
może niedługo się przekonam, jeśli nabędę koncertówke "Antilife Celebration".
Kolejne utwory, czyli np. "Reign Of War" czy "Immolation's Fear" to prawdziwa
próba nerwów. Jeśli myślicie, że Cannibal Corpse (tak se strzelam, bo pewnie To
Separate The Flesh From The Bones albo Nile większość tutaj nie zna, chociaż o
Cannibal Corpse też wszyscy mówią, a może połowa słyszała) jest ekstremalne, to
lepiej niech nie bierze "Old Death's Lair" do ręki, a o wsadzaniu do odtwarzacza
to niech nawet nie myśli. Fanów ekstremy na 100% zniszczy taki "Mask Of
Torture", albo "Creeping And Trustful" (wokal!!!), ale mam tu na myśli
fanów-masochistów, bo co wrażliwsi mogą skrzywieniem umysłu przypłacić kontakt z
Throneum. Co ciekawe, muzyka nie trzyma się w zasadzie żadnych rytmów a wokal
jest tak nierytmiczny, że aż boli. Czy muzyka jest wolna, czy szybka, można
stwierdzić chyba tylko na podstawie stopy i blach, a na tych Aleksander rozwija
niesamowite prędkości. Zresztą mógłbym wam tu pisać jeszcze długo o chorych
solówkach i niszczących psychikę przejściach, o niesamowitym wokalu, o burzy i
nawałnicy dźwięków, o utworach takich, jak "Black Thrashing Till Death" albo
"Serpentine Transformation", o perkusyjnej kanonadzie "Doomsday", ale czy jest
sens? Myślę, że jeśli ktoś czytał moją wcześniejszą reckę, lub też recenzję
Phantoma, to wie czego się spodziewać po Throneum. Oceny nie wystawię, bo dla
jednych "Old Death's Lair" będzie szczytem geniuszu muzycznego i będzie stanowić
obiekt kultu, a z kolei dla innych będzie to odpychająca bezsensowna rzeź i
rąbanka. Poza tym, takich albumów się nie ocenia, bo za cholerę nie ma jak.