<< "Re: O co chodzi?" >>
W KaeMie numerem 48 przyozdobionym, ukazał się tekst "O co chodzi? - czyli mała prowokacja:)" autorstwa niejakiej Rzępol. Drugą część tytułu można by odbierać dwojako: albo po prostu art ma nas sprowokować do pisania, albo też pod pseudonimem Rzępol ukrywa się ktoś zupełnie inny, niż można by się tego spodziewać i zwyczajnie osoba ta robi sobie z nas jaja*. Przyjmijmy, iż prawdziwym jest w istocie wariant pierwszy, bo gdyby prawdziwym był drugi, to pisanie przeze mnie tego artykułu nie miało by najmniejszego sensu i musiałbym z tego przedsięwzięcia zrezygnować. A ja chcę ten cholerny tekst napisać. :)
Zajmijmy się pytaniem, które Rzępol zadała już na samym początku, czyli: "o co wam chodzi?". Wiesz, że nie Ty jedna chciałabyś to wiedzieć? :) Stawiam pół litra czystego spirytusu, że tak naprawdę to NIKT nie wie o co nam chodzi. Pozwól jednak, Rzępolku mój drogi, że Ci przedstawię jak ja tę naszą KoMiczną sytuację widzę:
Spójrzmy zatem - metale (ci najprawdziwsi z prawdziwych - czyli "true" - np. Slaytanic, ToM) prowadzą jakąś chorą krucjatę przeciw całemu światu i każdej osobie, która myśli inaczej niż oni (ale ich teraz skomplementowałem, niech mnie jasny gwint... :)). Gdy tylko ktoś próbuje im pokazać jak wielkimi są idiotami, to zaraz sam brany jest na celownik i obrzucany soczystymi wyzwiskami. Nie tam żeby ktoś sobie coś robił z ich nieudolnych tekstów. Popatrz sama - czy Ty pochlastałabyś się, gdyby osoba pisząca "używać", "wyżej" lub "zasłużyć" przez "rz", nazwała Cię kretynką, gówniarą, pozerką itp.? Chyba raczej nie, prawda? Co najwyżej mogłabyś "umżeć" ze śmiechu. :D Takie osobniki jednak plugawią to miejsce strasznym smrodem.
Są to głównie młode nastolatki przechodzące burzliwy okres dojrzewania - im chodzi o wyładowanie w KM swoich frustracji, próbę dowartościowania się i zaimponowania innym. Nadają sobie zatem groźnie brzmiące i "budzące respekt" ksywki (klasyczny syndrom odrzucenia przez rówieśników), przed nimi stawiają jakieś dłuuugie, kretyńskie tytuły (klasyczny syndrom małej typowo-męskiej części ciała), a ich teksty to jeden wielki zbiór błędów i literówek (klasyczny syndrom analfabetyzmu). Zawzyczaj robią oni z siebie skończonych debili..
Dalej - metale (ci normalni - prawie jak inni ludzie:)) starają się zamknąć gębę powyższym, bo wstyd im za nich - psują im "imidż". W większości są tolerancyjni i spokojni. Na ogół słuchają nie tylko metalu, ale także dobrego, szeroko pojętego rocka. Od święta trafi się też taki, który słucha innych gatunków. Są jak najbardziej w porządku - nie trzeba się ich bać. :) Im chodzi o to, by Kącik Muzyczny był skarbnicą wiedzy i miejscem do podzielenia się własnymi przemyśleniami na temat muzyki.
Reszta metali prowadzi nieoficjalną wojnę z fanami hip-hopu. Dlaczego, zapytasz? Proste - nudzi im się. Też byś się nudziła, jakby Ci opiekun wszystkie zabawki pozabierał. Nie mają co biedaki w domu robić, to się i tłuką. Tylko na słowa, bo wstyd im na miasto wyjść. No i nie chcą po gębie od hip-hopowców dostać. :)
Dalej mamy - skoro już przy czarnych jesteśmy - naczelnego, Hexa, także metala. Z nim to jest trochę inna sytuacja. Z jednej strony ludziska zarzucają mu, i słusznie, że śmieci pełne wyzwisk na łamy KM puszcza. A nie powinien. Gdy się jednak temu przyjrzeć lepiej, to okaże się, że po wywaleniu tychże śmieci niedużo by zostało tekstów do czytania. Ma więc chłopak niełatwy orzech do zgryzienia - znaczy się - ma duży dylemat: puszczać, czy nie puszczać, oto jest pytanie. Hex na dodatek często stoi między młotami, a kowadłem - gnębią go "prawdziwi" metale (za to, że jest tolerancyjny i nie "true") i hip-hopowcy (za to, że ich niby dyskryminuje). Na deser gnębią go wszyscy pozostali (bo kogoś w końcu gnębić trzeba! A nawet jak nie trzeba, to i tak go gnębią - by nie wyjść z wprawy). Hex to jednakowoż najbardziej zasłużona i najbardziej niedoceniana persona w KM. Jemu chodzi o to, by Kącik Muzyczny trwał dalej i wzrastał w siłę. Efekty zaś bywają różne...
Hip-hopowcy trzymają się od Kącika z daleka, omijając go szeeeerokim łukiem. :) Było tu już kilku, co próbowali się na chamca na łamy wcisnąć, ale marnie skończyli. Bo, co tu dużo gadać, sami marni byli. I marnie pisali. Toteż oczywistym było, że muszą odejść. I odeszli. Wania im w tym pomógł. :D
Przyszło kilku nowych. Ci już są lepsi, ale też im zbyt długiego żywota nie wróżę. Mamy tu zatem sytuację odwrotną do tej z rzeczywistości: pełno metali, mało ziomali. Niby jest wojna, ale tylko jednostronna, bo metale nacierać, to nacierają, ale nie widzą, że nie ma na kogo. Wiktorie wspaniałe tu odnoszą lżąc hip-hop ile wlezie, bo: primo - nie ma ich kto skontrować, secundo - w prawdziwym życiu muszą siedzieć cicho, niczym mysz pod miotłą, gdyż inaczej nieźle po pyskach by dostali. :) "Wojna" więc toczy się dalej. Ale komu to przeszkadza? Ważne, że dzieci mają zajęcie.
Hip-hopowcom chodzi głównie o to, by sytuacja w KM odzwierciedlała tę z ich podwórka. Znaczy - chcą być w większości. Przeważnie zadowalają się tym, że ich teksty w ogóle są w Kąciku zamieszczane. Od czegoś wszak trza zacząć...
Zaś ci, którzy muzyki nie dzielą na gatunki, tylko na dobrą i złą, przyglądają się całemu temu zamieszaniu i albo turlają się po podłodze ze śmiechu, albo przyłączają się do którejś ze stron konfliktu, albo też kręcą głową z niedowierzaniem, kwitując wszystko niewesołym uśmiechem i krótkim: "jak dzieci, jak dzieci.."
Wspomnieć można jeszcze o tych, co do KaeMu piszą z czystego próżniactwa - takich osobników można znaleźć we wszystkich powyższych grupach. Im chodzi o to, by inni ludzie ich teksty czytali, doceniali i dzielili się refleksjami na poruszony temat. Wynika to z tego, że po prostu lubią przebywać, dyskutować i "wchodzić w interakcje" z ludźmi, czy się do tego przyznają, czy nie. Chcą aktywnie brać udział w życiu, a nie przyglądać się jeno z boku. Nie chcą ponadto tracić okazji do poznania nowych, ciekawych ludzi, mogących kiedyś urosnąć do rangi przyjaciół. Traktują Kącik nie jako magazyn o muzyce, ale jako miejsce, gdzie można spotkać wiele osób o podobnych zainteresowaniach i poglądach.
Do grupy "próżniaków" zalicza się zapewne wielu spośród piszących do KM. Niżej podpisany jest jednym z nich. :)
Tak oto wygląda w przybliżeniu obecna sytuacja. Jak sama widzisz mamy tu niezły burdel. :) Najmiemy tylko odpowiedni personel i już można zacząć robić interesy... :P
Wróćmy jednak do Twojego tekstu. "(...)Mam na imię Ola, mam 12 lat, jestem szaloną nastolatką... Żartuje, to przez tą łączkę telezajączka...". Buahahahahaha!!! Jeeeeezuuu, ja to kiedyś oglądałem! :D Serio! Przyznaję się bez bicia! Były tam naprawdę fajoskie rzeczy! :) Dziewczyno, za Twoje niecodzienne poczucie humoru masz u mnie plus jak stąd do Wąchocka. :) Dawno nikt nie obudził we mnie tak pozytywnych emocji. Dzięki. :)
Dobra, śpieszmy dalej, bo czas nagli. Piszesz, "Czytam (KM - dop ja). I nic nie rozumiem." - cóż, nie dziwię się, wierz mi na słowo. Ostatnimi czasy ja też czytam i też nic nie rozumiem. Kiedyś ludzie pisali tak, że bez problemu (no, prawie:)) można ich było zrozumieć. A teraz, gdy takie okazy jak Slaytanic, ToM, czy Szwejk zamieszczają tu swoje wypociny, to faktycznie nic zrozumieć nie można. Pocieszę Cię jednak - nie Ty powinnaś się tym przejmować. To nie Twoja wina, że nie rozumiesz. To oni są z kosmosu. :P
Metali zaś nie powinnaś się zbytnio obawiać. W większości to naprawdę bardzo fajni kolesie. Można z nimi swobodnie pogadać i pożartować. A nawet się zaprzyjaźnić. To takie nieszkodliwe bestie. Czasami trafi się jakiś odmieniec, co to nasłucha się, naczyta i naogląda różnych "szatanistycznych" rzeczy, pomaluje pysk czarnym mazakiem i potem biega po ulicach strasząc ludzi. Przynajmniej jemu się wydaje, że straszy.
Z tym byciem "true" to jest dość skomplikowana sprawa. Podobnie jak w przypadku "pozer", prawdziwe znaczenie tego słowa poszło gdzieś w cholerę. Tak, że obecnie znaczy to coś zupełnie innego niż kiedyś. Wielu z tych, którzy nazywają siebie samych "true", próbuje się po prostu bezskutecznie dowartościować, wszyskich innych traktując jak "podludzi" lub "wszy". W rzeczywistości jednak określenie "true" znaczy tyle co "patafian". Dlatego też jeśli ktoś kiedyś usilnie będzie na siebie mówił, że jest "true", a na Ciebie, że nie jesteś "true", to powinnaś to odebrać jako wielki komplement.
Dalej przeczytać możemy, że "Na łamach KM jesteście jak baranki, tacy tolerancyjni, cywilizowani". Jacy??? Ja się chyba przesłyszałem (przewidziałem)! Czy Ty aby na pewno Kącik Muzyczny czytałaś? A może tylko oglądałaś obrazki - przyznaj się. Ja twierdzę, że sytuacja u nas wygląda zupełnie inaczej, choć wielu stara się ją zmienić - na podobną (nie na taką samą - nikt mnie tu bowiem od baranków wyzywał nie będzie, wypraszam sobie! :)). Więc zapewne na artykuły tych zwolenników pokoju trafiłaś. Tyle dobrze.
Tak przy okazji przypomniał mi się tekst pewnej starej piosenki - "(...) mała, patrz, cywilizowany świat!(...)"- bardzo fajnej zresztą. Nasz Kącik jest równie cywilizowany, co świat z tamtej piosenki. :)
Przejdźmy jednak dalej. Jeżeli, jak twierdzisz "piszący do KM to elita wśród 'metali'" to patrząc na Slaytanica i ToMa, aż boję się pomyśleć, jak wyglądałaby ta nie-elita. Aaaargh, straszne!!! :) Na szczęście, Rzępolu ty mój, bardzo się myslisz. Piszący do KM z pewnością do elity nie należą. Oczywiście nie do wszystkich osobników się to odnosi. Lub, jeśli wolisz takie wytłumaczenie - do Kącika pisze elita metali, ale zdarzają się tu wyjątki. Sama zgadnij o jakich wyjątkach mówię. :)
Podoba mi się bardzo Twój podział metali: na tych co biją i na tych, co nie biją. Bardzo fajne. :) Aczkolwiek ja zaproponowałbym tu inny, jeszcze ciekawszy - taki, jakiego ja używam w stosunku do przedstawicieli wszystkich subkultur - na ludzi i na taborety. Kilku metali obecnie piszących do KM idealnie pasuje do tej drugiej podgrupy. :P
Pozwól, że udzielę Ci odpowiedzi na Twe pytanie: "co robić ażebym wydawała się mało pociągającym celem do rozkwaszenia w ciemnej uliczce (przez was, rzecz jasna)." - jeżeli już chcielibyśmy Ci coś zrobić w ciemnej uliczce, to Z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ nie było by to "rozkwaszenie". :) Więc jeśli tylko "rozkwaszenia" się boisz, to ZAPENWIAM Cię, że z naszej strony NIC Ci nie grozi. :) Co innego, gdy chodzi o rozmiętoszenie... :P
No i na koniec zostało nam to nieszczęsne pytanie "O CO CHODZI?". Wielogodzinne medytacje nad tym problemem okażą się bezskuteczne. Próżno zaciągać rady u najstarszych nawet górali - ci też nie mają pojęcia. Z gwiazd wyczytać się tego nie da. Z kart wywróżyć też. Komputer tego nie obliczy i nie poda nam wyniku. Żadne medium nie zgodzi się na współpracę. Wszystko na nic... Więc pozwól, że na Twe pytanie odpowiem pytaniem: "A CZY TO WAŻNE?". Liczy się tylko dobra zabawa To droga jest ważna, nie cel...
* - jestem prawie pewien, że to ktoś robi sobie jaja. Małe jest wszak prawdopodobieństwo, by do KM trafiła i napisała osoba tak mało obeznana z tematami ogólnometalowymi. Napisałem ten tekst, mimo iż miałem świadomość, że gdy te podejrzenia okażą się słuszne, to wyjdę na skończonego idiotę. Ale co tam... lepiej być naiwnym ale uprzejmym i miłym idiotą, niż - tak jak Slaytanic - chamskim, gburowatym i rzało... tfu... żałosnym analfabetą (pozdrówka, Slay... :P). Jako dodatkowe usprawiedliwienie samego siebie podam, że mam wrodzoną słabość do kobiet. :) Wiem, to takie "nienormalne". :D