<< "Błędny rycerz" >>


Ostatnimi czasy dość wiele poczytać można w Kąciku na tematy z przedstawicielkami płci piękniejszej związanymi. Jak zwykle w takich sprawach pojawiają się dwie strony - ci, którzy atakują, i ci, którzy się bronią. I jak zwykle walka jest nierówna. Wszak agresywnych męskich szowinistycznych świń ci u nas dostatek, zaś dam potrafiących skutecznie się bronić jest mniej niż na lekarstwo. Na mężczyzn broniących honoru kobiet też za bardzo nie ma co liczyć, bo jeśli już jakiś się pojawi, to walczy nieśmiało, bez przekonania, rzekłbyś, że walczy jeno z własnymi wątpliwościami. Po jednej stronie barykady mamy zatem Tych Prawdziwych, jak Palownik, niezrównany Slaytanic, czy wreszcie wybitny ToM, po drugiej natomiast ostała się samotna hekate - kobita odważna, zdecydowana i, trza jej to przyznać, cholernie bystra. Sama ona poradzić sobie jednak nie zdoła, bo jej teksty, mimo iż pełne celnych ripost i świetnych kontrargumentów, giną gdzieś tam w natłoku męskich artów. Artów pełnych wyzywania dziewczyn od ulicznic, brzydul i ćwierćinteligentów. Tak się nie godzi! Sami zatem rozumiecie, że ktoś musi stanąć murem i powiedzieć: "Dość!!!". Nie mogłem sobie odmówić tej przyjemności. :)

Ostrze swego miecza skieruję głównie w ToMa, gdyż ten to osobnik w niezwykle podły i wulgarny sposób zwykł się o damach, i do dam odnosić. Płeć piękna w jego arcie "Samice a Metal" obrzucana jest kamieniami i łajnem. Czegoś takiego tolerować nie wolno! I nie będzie się, daję na to rycerskie słowo. :) Stanę do walki lecz sam ciosów zadawać nie będę. O nie, nie zniżę się do poziomu mego rywala. Zastosuję inną zgoła taktykę - za pomocą zwinnych uników, parowań i ciętych szyderstw spróbuję "nakłonić" go, by sam nadział się na swój ostry kawałek żelastwa (znaczy się miecz). Lub chociaż odgryzł sobie ten swój parszywy, jadowity jęzor. Czyli - by wreszcie się zamknął. :)

Zacznijmy może od tego, że to, w jaki sposób wyraża się ToM uwłacza czci nie tylko kobiet, ale i mężczyzn, którzy te kobiety kochają. Nie mogę stać spokojnie i przyglądać się jak ktoś o wątpliwej inteligencji określa potencjalne obiekty moich westchnień epitetami, które bez odruchu wymiotnego przez gardło przejść nie chcą. Co prawda, można by mu to wybaczyć (ToMowi, nie gardłu), gdyż najprawdopodobniej nie jest na tyle rozgarnięty, by zrozumieć, że źle czyni. Jednak w taki sposób nikogo usprawiedliwiać nie zamierzam. Dość już było pobłażania dla chamstwa i braku kultury.

Można by wysnuwać wiele teorii na temat tego, skąd u ToMa taka nienawiść i zły stosunek do kobiet. Może matka nie chciała karmić go piersią, może w przedszkolu koleżanki ciągnęły go za warkocze, a może jego niechęć ma podłoże jeszcze bardziej patologiczne. Nie wiem. I szczerze mówiąc nie mam zamiaru tego dochodzić i szukać dlań usprawiedliwienia. Skoro ma już na tyle dużo lat, że nie sika w majtki (eee... nie sikasz, prawda?) i sam potrafi wystukać kilka literek na klawiaturze, to chyba najwyższy czas, by zacząć też myśleć nad swym własnym postępowaniem. Skorzystaj, chłopcze, w końcu z tych swoich szarych komórek (uprzedzę pytanie - tak, z obydwu :))! To naprawdę nie wymaga AŻ TAK wiele wysiłku. I boli tylko przy pierwszym podejściu. Czyli jest prawie jak utrata dziewictwa. :)

Dobrze, dość tych szyderstw. Przejdźmy do bardziej poważnej części. Nasz wspaniały ToM już na początku swojego artu porusza - jakże uciążliwą :) - sprawę "kostek", znaczy się plecaków masowo noszonych przez wielbicieli cięższej muzyki gitarowej. Znów powraca tutaj nieszczęsny temat naszywek, czyli "jak można na jednym plecaku nosić naszywki takich zespołów jak XXX, jednocześnie mając tam naszywki zespołu YYY?!". Ano, można. To bardzo proste. Z technicznego punktu widzenia wręcz banalne. :) Z ideologicznego też. Najwyraźniej niektórzy nie potrafią sobie wbić do tego swojego zakutego łebka (odpowiednio ciężki młotek - proponuję pięciokilogramowy - powinien załatwić sprawę), że na swoim plecaku mogę sobie naszyć lub nabazgrać co mi się tylko będzie podobać. I bez znaczenia, czy jestem "M" czy "K", może na tym plecaczku znajdować się naszywka Burzum w towarzystwie zdjęcia "Henryka Iglesjasa". Może tam sobie wisieć różowy pluszak w sąsiedztwie szczerzącej zęby czaszki. Może tam być namalowana kopia któregoś z obrazów Matejki bądź opisany przebieg wojny w Wietnamie. Może tam być również przyklejony spleśniały naleśnik z obiadu z dnia 6 listopada 1992 roku (to był dobry rocznik - dla naleśników). Tobie NIC do tego. Koniec, kropka.

Niezwykle rozbawiła mnie historyjka, którą w dalszej części ToMcio nam przybliżył. Tak oto zostaliśmy przekonani do tego, że wszystkie dziewczyny chętnie naśladują swych, jak to ToMcio ujął, "księci". Wiecie, ja powiem wam więcej - one wręcz o tym marzą! Tak, każda z dziewcząt marzy o tym, by jak najbardziej upodobnić się do chłopaka, który się jej podoba! Każda fanka techno i dyskotekowych klimatów w mig przeistoczy się w pseudo-fankę metalu, jeśli tylko zobaczy fajnego "true, grim & necro" chłopaka, naprawdę! Kobiety zawsze udają i próbują nas podejść, tak jest! Tylko my, prawdziwi mężczyźni jesteśmy sobą (bo kim niby mamy być?)! Zaprawdę powiadam wam - wróćcie do tamtego artu, gdyż ToMcio wysuwa w nim niesamowite hipotezy... nie dość, że cholernie chybione, to jeszcze cholernie idiotyczne. :P
Da się to wytłumaczyć w bardzo prosty sposób - ToM tak długo wmawiał sobie, że dziewczyny lecą na "czarnych" i pragną się z nimi piep... ehem... uprawiać miłość, aż w końcu sam w to uwierzył. To typowe dla samotnych, sfrustrowanych nastolatków z wybujałymi fantazjami seksualnymi. Ale nie bój się, ToMcio, to przejdzie z wiekiem. Oby..

Interesujące jest natomiast jak sam autor odniósł się do przytoczonej przez siebie historyjki. "To taki głupi przykład(...)" napisał ToM i był to pierwszy prawdziwy przebłysk inteligencji w jego artykule. Zaiste, chłopcze, wyręczasz mnie w mej pracy. :)

Dalej czytając możemy się dowiedzieć o płci pięknej wielu interesujących rzeczy. Na przykład tego, że dziewczyny dzielą się na pozerki - czyli głupie, oraz na zbyt przemądrzałe i pseudo-fachowe (piszą tak, że ich zrozumieć nie można!) - czyli też głupie. Dowiemy się też tego, że dziewczyny śmieją mieć własny gust i własne zdanie! Ot, bezczelne bestie! ;)

Jeszcze dalej czytamy:

"Tak więc jak na razie z mej wypowiedzi wynika, że samice się do Metalu nie nadają..."

Wiesz, ToMciu, mam iście PRZEOGROMNĄ ochotę powiedzieć Ci, co NAPRAWDĘ z Twojej wypowiedzi wynika, ale zasiadając do pisania tego tekstu przyrzekłem sobie, że będę przestrzegał podstawowych zasad dotyczących kultury wypowiedzi i że zachowam choć trochę szacunku dla osoby, z którą będę polemizował. Dlatego dyplomatycznie to zdanie przemilczę. :)

Czarującą jest natomiast Twoja historia o pewnej dziewczynie, która to chciała od Ciebie pożyczyć dyskografię zespołów Nightwish i Edguy. Czarujące jest w niej to, czego spodziewałeś się dostać w zamian od owej niewiasty, gdybyś jej prośbę spełnił. I tutaj wreszcie, zapewne nieświadomie, pokazałeś sedno sprawy. Może zwykli, młodzi czytelnicy nie dostrzegą "wspaniałości" Twych oczekiwań, ale myślę, że osoby, które choć trochę liznęły psychologii dostrzegą ukryty sens tych słów. Ja powiem tylko jedno - z całego serca Ci współczuję. Szczerze, bo to już nie jest śmieszne. To jest naprawdę tragiczne.

Dalsze analizowanie tekstu ToMa jest zupełnie bezcelowe. To jak opisuje on orgie i jak odnosi się do stosunków damsko-męskich nie jest warte uwagi. Nie ma tam zresztą nic, czego nie przeczytalibyśmy we wcześniejszej części jego pracy. Należy więc wziąć się za jakieś sensowne podsumowanie. Trochę w powyższym tekście szydziłem, trochę się naśmiewałem, jednak poprzedni akapit był jak najbardziej "na serio". Tutaj naprawdę nie ma nic śmiesznego. To, w jaki sposób ToM odnosi się do kobiet, to, jak je postrzega i to, jaki ma do nich stosunek, mówi samo za siebie. Rzadko spotykam się z tak dalece posuniętym szowinizmem i uprzedmiotowieniem drugiego człowieka. To mnie autentycznie przeraża. Gość jest albo nieźle zboczony, albo pozuje na prawdziwego macho. Tak, czy siak, nie jest to postawa pozytywna. Współczuję tak jemu, jak i (w znacznie większym stopniu) kobiecie, która zwiąże sobie z nim życie. Jeżeli w ogóle znajdzie się jakaś aż tak ślepa..

Na koniec chciałem jeszcze, odkładając już sprawę ToMa na bok, troszkę podyskutować i obalić kilka mitów, przedstawiając sytuacje i osoby, które znam z własnych obserwacji. Po pierwsze - czarne, nieeleganckie kobiety z kostkami na plecach - fakt, dużo się takowych po ulicach szwenda (nie żebym miał coś do tego - broń Boże!), ale w swoim mieście i w mieście, w którym się uczę zauważyłem ciekawą sytuację. Otóż, znaczna część metalówek, zwłaszcza tych starszych, mimo wszystko wygląda cholernie kobieco. Kostki są u nich w mniejszości - częściej spotykane są gustowne torebki bądź ładne stylistycznie plecaki. Potrafią one (metalówki, nie plecaki) swe odzienie dobrać tak, by nadal pozostać "tymi innymi - czarnymi" mając na sobie jednocześnie ubranie jak najbardziej damskie. To prawdopodobnie przychodzi z wiekiem. Powiem wam tak szczerze, że gdy pewnego dnia do mojej grupy studenckiej weszła nowa "czarna" studentka i przeszła przez salę, to zaistniało zjawisko zwane "masowym szczękopadem". Wszyscy faceci, bez wyjątku - czyli ja także, siedzieli jak zaczarowani z oczami wychodzącymi z orbit i ustami "na karpia". Taką reakcję wywołały dwa czynniki: dziewczyna była zabójczo piękna, ale także miała tak dobrane ciuchy, że nie chciało się nic wiecej tylko siedzieć i na nią patrzeć (no, dobra, chciało się więcej, ale obrączka na palcu skutecznie odpędzała amory i gasiła nawet tych najbardziej napalonych :)). Godnym zauważenia jest fakt, że jej ubranie nie było niczym szczególnym. Było jednak idealnie do niej dopasowane - tutaj mały apel do dziewcząt to czytających: Zwracajcie uwagę na to, co nosicie (wiem, brzmi banalnie :)), możecie być olśniewające i eleganckie zachowując jednocześnie swoją mroczność i buntowniczość (jeśli już tak bardzo pragniecie je zachować). Wystarczy tylko chcieć i włożyć trochę własnej inwencji twórczej.
Osoba przeze mnie opisana nie jest (dzięki Bogu!) przypadkiem odosobnionym. Nie raz, nie dwa, ani też trzy, ale razy znacznie znacznie więcej widziałem, jak podczas jakiegoś koncertu w grupie pogujących błysnęła od czasu do czasu nienagannie wyglądająca niewiasta.
..zresztą, kto by się tam przejmował ubraniem. :) Przecież jego główną zaletą jest to, że można je zdjąć. :D

Drugi mitem, który chciałem obalić, jest znak równania postawiony między dziewczyną alternatywną, a nierządnicą, że tak łagodnie to ujmę. Wzór się, proszę szanownego państwa, nie sprawdza! Gdyby się sprawdzał, to ja, jako osoba raczej długowłosa, raczej alternatywna, raczej wrażliwa i raczej nie-aż-tak-brzydka powinienem być witany przez wyżej wymienione dziewczyny chętnym i szerokim rozstawieniem ud. Tak jednak nie jest. Przyczyn co prawda mógłbym szukać we własnej nieatrakcyjności, lecz jakoś zbytnio nie mam na to ochoty. :) Sami więc rozumiecie, że pozostaje mi przyjąć, iż nie jestem tutaj żadnym wyjątkiem. Tak jest znaczie wygodniej i bezpieczniej dla mojego poczucia własnej wartości. :P Mogę pójść nawet dalej - zauważyłem, że "czarne" dziewczyny są znacznie trudniejsze do zdobycia, że się tak niegrzecznie wyrażę. O wiele łatwiej poderwać taką kserokopię "panny" Spears na byle dyskotece, niż rozkochać w sobie metalówkę. Aczkolwiek różnie to bywa.

Trzeci mit, to kolejny znak równości - tym razem między mrocznymi kobitami, a pozerstwem. Pozwolę sobie nie zgodzić. Z pewnością do pewnego odsetku tychże niewiast można by zastosować tę formułę, lecz ja uważam, może dlatego żem cholernie naiwny, iż metalówki to po prostu kobiety myślące. Indywidualistki, nonkonformistki, istoty posiadające własny, mocno sprecyzowany gust i nie bojące się go manifestować - tak bym je określił. Jeżeli komuś jednak bardziej zależy na tym, by ową dziewczynę przepytać ze znajomości norweskiej dyskografii, bądź poddawać egzaminowi z historii metalu, niż na tym, by ją zaprosić na chociażby przechadzkę po parku, to zaczynam powątpiewać w poziom inteligencji metalowych braci. Bo co z tego, że dziewczę nie wie na który rok szacuje się początki black'u lub o której godzinie swego żywota dokonał najwspanialszy metalowy wokalista, Wargal Drzyjjapa? :) Czy to ma jakiekolwiek znacznie? Oczywiście, że nie! A jeśli ktoś takich właśnie informacji wymaga od życiowej partnerki, to niech lepiej zawczasu ostro trenuje - później może się okazać, że pożycie seksualne z Wielką Encyklopedią Metalu jest co najmniej trudne do zrealizowania. :) I pewnie wątpliwa to przyjemność. :P

To już wszystko. Walka zakończona. Na werdykt zamiaru czekać nie mam. Nic tu po mnie. Kłaniam się nisko wiernej publiczności. Czas by rycerz w czerni dosiadł swego śnieżnobiałego rumaka i odprowadzany czerwonym od łez wzrokiem rozpłynął się w blasku zachodzącego słońca... A co, pomarzyć nie wolno? :)


© Kulturny << kulturny@interia.pl >>

PS. Jak chcecie się ze mną podzielić czymś ciekawym (uwagami, wnioskami, bluzgami... gotówką? :)) to piszcie na wyżej wymieniony adres. Chętnie przeczytam każdy list.