DIANA KRALL
"The Girl In The Oder Room"
Diana Krall znana jest chyba wszystkim fanom smooth jazzu i nie tylko. Znana jest ze swego specyficznego głosu ( nie zawsze łagodnego), oraz gry na pianinie. Oprócz tego jest uznawana za piękną (choć piękno to pojęcie względne ) kobietę, co "nie przeszkadza" jej w karierze. Pisząc "nie przeszkadza", mam na myśli to, że Diana Krall lubi różnego rodzaju sesje zdjęciowe ( swoją drogą nieźle się trzyma, czterdziestkę już miała). Dobrze, dobrze jej urody nie zamierzam przesadnie chwalić, bo mogą pojawić się jakieś głupie domysły co do mojej orientacji ( a z nią wszystko jest w jak najlepszym porządku). Chyba zbaczam z tematu, więc pora zająć się tym co mnie interesuje najbardziej ( znacznie bardziej niż to, czy i komu Diana Krall może się podobać), czyli muzyką, bez której nie mogłabym normalnie funkcjonować ( to już uzależnienie!).
Po poprzedniej płycie Diany, "The Look Of Love" ( chyba poprzedniej, ale mogę się mylić), myślałam, że Krall nie zdoła już nagrać lepszej płyty. Dlatego obawiałam się, że "The Girl In The Oder Room" nie dorówna, ani tym bardziej nie przebije swojej poprzedniczki. Ale pomimo tych obaw, postanowiłam dać szanse najnowszej płycie Diany. Na "The Girl In The Oder Room" są utwory : Mose Allison, Joni Mitchell i Toma Waitsa. Obok tych nazwisk, pojawia się Elvis Costello ( muzyk, kompozytor, a prywatnie mąż Diany). Większość utworów napisała Krall, razem z Costello. To dobrze, bowiem napisali razem kilka bardzo dobrych utworów. A wszystkich utworów jest tyle ile by ć powinno na w miarę przyzwoitej płycie, czyli dwanaście. Na "The Girl In The Oder Room" jest sporo bluesa, a najwięcej w utworach : "Stop This World" i "Temptation". To dobrze, dobrego bluesa nigdy nie jest za dużo, a więc za te dwa utwory Diana ma u mnie plus. Bardzo spodobało mi się charakterystyczne pianino, w utworach : "I've Changed My Address" i "Abandoned Masquerade". Jednak, żeby docenić w pełni piękno płyty, należy posłuchać pięknych ballad, takich jak: "Almost Blue", "Narrow Daylight" i "Departure Boy", pięknie zaśpiewanych przez Dianę. Niewiele gorszymi utworami, z dobrym, a momentami nawet świetnym wokalem Krall, są : "The Girl In The Oder Room" i "I'm Pulling Through". Świetnym uzupełnieniem są utwory specyficzne, bardzo dobrze zagrane i zaśpiewane, czyli "Love Me Like A Man", "Black Crow" i "I'm Coming Through". Są dość dobre, lecz nie aż tak, żeby się nimi zachwycać. Co nie zmienia faktu, że są dobre i czasem można ich posłuchać.
"The Girl In The Oder Room" jest płytą dość niezwykłą, Jej niezwykłość polega na tym, że jest to płyta niby zwykłą, smooth jazzowe kompozycje plus specyficzny wokal Diany. Dla niektórych to dość typowa i " przewidywalna". Ale jej niezwykłość polega na tym, że w tej normalności jest sporo piękna, które trudno czasem dostrzec przy pierwszym przesłuchiwaniu. I na tym właśnie polega ta "niezwykłość" tej zwykłej płyty.
Na początku tej recki wspomniałam, o płycie "The Look Of Love", którą bardzo lubię (wystawiłam jej ocenę : 8+/10). Ta płyta jest troszkę lepsza, bo jeszcze dojrzalsza. Nie ma żadnej sesji zdjęciowej, na której Diana po raz kolejny pokazuje, jak dobrze wygląda. Nie, nie ma tu takich zdjęć, jak na "The Look Of Love". Jest za to mnóstwo pięknych ballad i trochę bluesa, to wszystko razem stwarza niesamowity nastrój, płyta relaksuje i poprawia humor.
Dla mnie Diana Krall, jest na każdej swojej następnej płycie jeszcze lepsza, dojrzalsza i przez to ciekawsza. To dobrze, doskonali się z czasem. Lubię Dianę Krall z paru powodów. Po pierwsze, jest bardzo dobrą wokalistką i pianistką. Po drugie, ma pomysł na siebie i swoją przyszłość . Po trzecie, jest dość silną podporą dobrego smooth jazzowego rynku. Dowodem na to jest płyta "The Girl In The Oder Room". Diana stworzyła niesamowity nastrój, udowodniła, że śmiało może konkurować z młodszymi koleżankami ze smooth jazzowej branży ( Katie Melua, Norah Jones). Diana Krall śmiało może uchodzić, jako wzór idealnej, albo prawie idealnej wokalistki smooth jazzowej. Bo naprawdę na to zasługuje.
Ocena: +9/10