Shpongle - "Tales of the Inexpressible"
Potrzebne więc nam będzie: dwa kilo psychodelii, półtora szklanki nieziemskiego nastroju, cztery sztuki napływów najróżniejszych kultur z całego świata, dla smaku doprawić lekką nutką dekadencji. Mieszać przez 77 minut w kotle pod okiem geniusza muzycznego i starego dziada z fletem... Płyta >> słuchawki >> magnetofon >> play >> fotel. 'That is so weird.' Zaczyna się już po kilku sekundach od zażycia. Pełne zaskoczenie nie do ukrycia. W rogu pokoju z obłoku fioletowego dymu wyłonił się zgarbiony meksykanin o kurzej twarzy z przepastnym sombrero na głowie i tajemniczo uśmiechniętym lemingiem u boku. On grał - zwierz tańczył, jąkając rytmicznie w takt muzyki... Wtem - wyciągnął do mnie rękę swą - o dziwo, mimo odległości sięgnął bez problemu - ramię miał o konzystencji dobrze przyrządzonego kiślu w ptasich piórach, zapachniało owocami mango i babcinym budyniem czekoladowym. Szarpnął mną, rzucił wprost na okno, szyba pękła roznosząc dookoła śliskie kawałki dokładnie rozłupanych orzechów włoskich. Spadać począłem w kolorową otchłań bezkresną zanosząc się. Leciałem Bóg wie ile czasu, długo, długo na pewno - tunelem bielistym sunąłem... Po prawicy mej uśmiechnięta nić DNA szydełkowała sweterek - po lewej stronie czerwony kapturek dziurawił celną serią szwajcarski serek. Przed sobą polana zielona - większa co raz - czuję - do przeznaczenia zbliżam się. Wypadłem przez okno, niby na ogródek znajomy... jednak przemiany, rzec muszę, dość istotne dostrzegłem w nim. Ciemno, szaroburo i ponuro - drzewa wysokie, bambusy szerokie, choć polana niewielka - tu przebiegła sarenka, a tam gnom pod kamieniem stęka. Na nieboskłonie żółte smugi - zapowiedź lepszych czasów? Latające istoty lasów? Widzę - widzę drobny punkt, większy z każdą chwilą, z każdą sekundą bliższy memu sercu. Wylądował, wydając okrągłe dźwięki spod napędu gwieździstego. Zlecieli się obserwatorzy ciekawscy - finezyjne bawoły, jęczące antylopy, pasiaste żółwie Seszeli... są i reporterzy, jest i na żywo transmisja, a nawet pandy z niby-kciukami słynnymi - każdy w szoku po tym przedziwnym widoku. Obok obcego obiektu leniwie pociągając struny basu, stoi dromader dorodny - mina poważna, ciemny okularek gustownie dobrany, garnitur, krojony na miarę, jakby świeżo ze sklepu wybrany - od człowieka nie odróżnisz, taki to zwierz niesłychany! Gra swą melodię nieustannie, jakby wrota prosił o uchylenie tajemnicy rąbka... wtem - dzieje się coś! Pomarańczowa smuga migiem nas okala, statek się otwiera - żyrafa wysiada. Patrzy dziwnym wzrokiem, zaintrygowanym, z pewnym bałaganem i lekko zźieleniałym okiem. Wychodzi, stąpa wolno, mówi do nas melodyjnie. Przychodzi w pokoju, emanuje dobrocią, czuć to dobrze - przywiozła zupy grochowej kocioł. Niektóre kolana podnosi dostojnie, inne spieszą za pozostałymi pospiesznie. O, obok pocieszesznego małpiątka przeszła - te jakby magiczną różdzką dotnięte, wyciąga bongosy, wystukując rytm serca dźungli - dla zabawy spadły kokosy. Z podniecenia rozłupały się o rosyjską artylerię, wylewając czekoladę na pola pszenicy - tak powstał skarb Kruszwicy. Z bezkresnych łanów wypłynęła hiszpańska armada z Napoleonem na czele - nie spodobali mi się - to nie byli przyjaciele. Twarze cekinami osnute, wyrażały nie radość a smutek. Obcy przybysz jakby zakłopotany, załopotał swymi malutkimi skrzydełkami - na nic to jednak, generałowie się przybliżali, działa wyciągnęli - strzelać bez ostrzeżenia zaczęli. Gest to niepokojowy, trzeba przyznać, toteż międzyplanetarne stworzenie posiłki zaczęło wzywać. Nim bitwa na dobre się rozpoczęła, przybysz-żyrafa chyłkiem z pola walki się usunęłą. Na statek chyżo podobnie lubi druhowie jej truchcikiem - uprzednio siły wraże zaraziwszy kosmicznym trądzikiem... ...Ale dość z tym na chwilkę. 'Well, y'know, it's like this experience that I had was like, y'know, erm, it was kind of the most profound experience I've had in me life, like.' "Tales of..." wdarł się pod strzechę mojego mieszkanka szybko i sprawnie jak przeciętny nastolatek otwiera butelkę Byka . Zmiótł kurze z półek, odkręcił dawno zapomniane słoiki z konfiturami i wysypał kredki z tornistra! Płyta jest czymś niesamowitym. Jest to bowiem jakby podróż przez najpiękniejsze zakątki naszej planety - od spalonej słońcem Hiszpanii, przez orientalne klimaty wschodnich części świata po słomiane chaty ludzi buszu : ). Jest zupełnie nowym doświadczeniem estetycznym - nowym spojrzeniem na świat dźwięków. Krążek zaskakuje od samego początku dynamicznym utworkiem Dorset Perception. Masa dziwnych dźwięków, przepiękne bębenki, poryte wokalizy (ciężko je tak nazwać właściwie) + ładne pląsy uwodzicielskiej panny. Kolejne utwory zachwycają jeszcze bardziej - 'A New Way to Say Hooray' z najlepszym wstępem jaki w życiu słyszałem, przebojowy latynowski motyw w 'My Head Feels Like a Frisbee', kapitalny miks śpiewów plemiennych, skrzypiec i mocarnego basu pod koniec Star Shpongled Banner czy gwóźdź programu - "Around the World in a Tea Daze" z wokalem damskim tak idealnie wkomponowanym w muzykę, że stają się niemal jednym, zyjącym orgaznizmem. Każdy z nich został obdarzony przez twórców czymś niesamowitym, magią, możnaby rzec. Ocena: Szyberdziesiąt/10 (do diaska, psia krew i motyla noga, przesłuchajcie ją!) PS. Fragmenty utworów na oficjalnej stronie - shpongle.com w dziale 'Releases'. W sklepach polskich praktycznie nie do zdobycia - pozostaje więc Net jedynie (program do wymiany mp3 SoulSeek polecam). Aha, dla lepszych efektów warto użyć wspomagacza, choćby najlżejszego : ). Fanom pokemonów polecam liściastego Marihoo-One'a. otho misteria.metal.pl - wejście mocno sugerowane konsolezone.prv.pl - tru, bracia grim, nekro zin, hell yeah! multiemu.superhost.pl - finezyjny slogan wstawić tu proszę, nie pogonię, może nawet sypnę groszem |