*** Megadeth vs. Metallica ***
Megadeth i Metallica - dwa najwybitniejsze, oprócz Slayera, zespoły thrashmetalowe lat 80. Historie obu w wielu miejscach się przeplatają, a to za sprawą ich liderów - Dave'a Mustaine'a z jednej strony i Jamesa Hetfielda oraz Larsa Ulricha z drugiej. Jak wszyscy wiemy panowie ci, delikatnie mówiąc, nie przepadają za sobą wzajemnie. Ba, często w wywiadach Dave pytany o Larsa nie krył wręcz nienawiści do niego. W poniższym artykule, pomimo trochę zwodniczego tytułu, wcale nie będę porównywał twórczości Megadeth i Metalliki oraz zdolności technicznych ich muzyków, gdyż uważam, że oba zespoły stanowią klasę samą dla siebie, ale postaram się odtworzyć dla Was historie i moją interpretację tego, jednego z najbardziej dramatycznych i pasjonujących, prasowego (a czasem nie) konfliktu między obiema kapelami.
Choć pierwszym thrashmetalowym bandem był Venom, to za kolebkę tej odmiany metalu śmiało można uznać Los Angeles z jego dzielnicą Bay Area. To tu funkcjonował słynny klub Woodstock, gdzie swoje "pierwsze razy" na scenie miało wiele późniejszych gwiazd rocka oraz, już niekoniecznie na scenie, ich fanek.
26 marca 1982 r. w Woodstock występowała niejaka Metallica. "Kolejna zapewne nic nieznacząca kapela, która po miesiącu lub dwóch rozpadnie się" - myślały zapewne dzieciaki, czytające plakaty zapraszające na koncert, nie mogące przypuszczać, że już za parę lat trzech muzyków z tego zespołu będzie nosiło chlubne tytuły "bogów i zbawców metalu". Na razie jednak ówczesnym członkom Metalliki - Jamesowi Hetfieldowi, Larsowi Ulrichowi, Dave'owi Mustaine'owi i Ronowi McGovney'owi - szło fatalnie. Podobno wspomniany koncert okazał się jedną wielką porażką. Nie dość że ich muzyka nie przypadła do gustu przybyłym na niego ludziom, to jeszcze w połowie setu... odcięto elektryczność. Cóż, złośliwość rzeczy martwych, ale co teraz zrobić? Podczas gdy James, Ron i Lars zastanawiali się nad odpowiedzią Dave zaczął gadkę z publiką, ratując tym sytuacje. Jego charyzma uratowała wtedy zespół, ale nie spodobała się... Larsowi Ulrichowi. Lars, choć w tym czasie był jeszcze słabym technicznie perkusistą, chciał niepodzielnie rządzić w Metallice. W sumie to udawało mu się początkowo bez większych przeszkód. James jak sam do dziś przyznaje "woli pozostawać w cieniu", Ron zaś w ogóle się nie liczył. Pozostawał jednak Dave, świetny gitarzysta, kompozytor i do tego posiadający ogromną charyzmę. I cóż z nim zrobić? Sprytny Duńczyk rozpoczął poszukiwanie słabych cech w swoim przeciwniku. Nie było o nie trudno. Mustaine posiadał naprawdę wiele wad: nadużywał alkoholu i narkotyków (pili i ćpali oczywiście wszyscy, ale Mustaine przewyższał ich w tym pod każdym względem), był arogancki, niełatwo się z nim współpracowało. Trudno byłoby nie wykorzystać tych jego cech do wyrzucenia go w odpowiednim czasie z zespołu...
Tymczasem jednak Metallica powoli, ale systematycznie, rosła w siłę. Jej trzecie demo - "No Life 'Till Leather" - niemało namieszało w amerykańskim i europejskim undergroundzie. Coraz więcej osób przychodziło do klubów w Los Angeles, by zobaczyć wschodzące gwiazdy. Przy piwku w miejscowych barach rozprawiano o nowatorskim podejściu do gry zespołu oraz zachwycano się umiejętnościami technicznymi Dave'a Mustaine'a. No właśnie. gitarzysta powoli stawał się liderem grupy. To nie mogło podobać się takiemu egocentrykowi jak Lars. Trzeba było szubko coś zrobić i pozbyć się Rudego! Ale co? Odpowiedź jest prosta: znaleźć kogoś na jego miejsce! Lars i dokooptowany do spisku James, zaczęli rozglądać się za nowym gitarzystą prowadzącym. Takowego znaleźli 29 listopada 1982 r. na koncercie grupy Exodus, w której grał właśnie, jak wszyscy dawno już zgadli, Kirk Hammett. Wtedy rozpoczął się dość długi proces namawiania Kirka na dołączenie do Metalliki.
W tzw. "międzyczasie" z zespołu odszedł/został wyrzucony Ron McGovney. Specjalnie dla nowego basisty - Cliffa Burtona - pozostali muzycy musieli przeprowadzić się do jego rodzinnego miasta, San Francisco, gdzie jednak nie zagrzali miejsca, gdyż już parę tygodni później wyruszyli, na zaproszenie ich nowego managera Jahna Zazuli, do New Jersey. Początek roku 1983 oznaczał więc dla zespołu podróż na Wschodnie Wybrzeże. Wspominam o tym nie bez powodu, gdyż właśnie podczas tej "przejażdżki" zapadła ostateczna decyzja dotycząca dalszego losu Mustaine'a. Ponoć przez Dave'a, jak zwykle prowadzącego autokar zespołu po pijaku, doszło do jakiejś małej stłuczki. Niby nic wielkiego, a jednak wystarczyło, by posłużyć Larsowi jako pretekst do wyrzucenie gitarzysty z Metalliki. Oznajmienie jednak Dave'owi o jego usunięciu z kapeli nie było rzeczą łatwą. Posłuchajmy jak te chwilę wspomina Ulrich: "Był taki nieobliczalny. Baliśmy się, że jak mu powiemy, to po paru dniach może napaść nas z tasakiem w ręku, albo coś w tym stylu. (...) Weszliśmy do pokoju Dave'a, kiedy jeszcze spał i obudziliśmy go. Ja w tym czasie byłem zdecydowanie najbliżej niego, więc nie chciałem mówić. Cliff, jako że był nowy, też nie chciał. Obydwoje więc do brudnej roboty wyznaczyliśmy Jamesa. Kiedy mu powiedzieliśmy, spojrzał na nas i chyba nie bardzo wiedział co ma robić. Zanim zdążył pomyśleć już siedział w autobusie." Podobnie całą sprawę zapamiętał najbardziej zainteresowany: "W zasadzie kiedy powiedzieli mi, że mam odejść, spakowałem się w dwadzieścia sekund i już mnie nie było. W ogóle nie byłem tym zmartwiony, bo i tak jeszcze podczas mojego grania w Metallice chciałem zacząć realizować swoje plany solowe." Już następnego dnia po tych wydarzeniach do zespołu dołączył Kirk Hammett.
Doszliśmy więc do punktu początkowego konfliktu na linii Mustaine-Metallica. Warto też podsumować dotychczasową sytuacje i zastanowić się dokładniej nad powodami wyrzucenia Dave'a Mustaine'a z zespołu. Oczywiście słynną, znaną wszystkim historię o psach gitarzysty trzeba traktować z przymrużeniem oka i nie można jej traktować poważnie (jeżeli ktoś jej nie słyszał zachęcam przeczytanie pierwszej części biografii Metalliki mojego autorstwa, która ukazał się w jednym z poprzednich numerów KM). Według mnie Dave wyleciał z zespołu z trochę bardziej prozaicznych powodów.
W chwili zakładania Metalliki James i Lars nie byli wcale doświadczonymi muzykami. Ten pierwszy grał co prawda w paru kapelach, które jednak nie wyszyły spoza murów garażów. Pierwsze występy Metalliki, jak już wspominałem, także nie należały do udanych. Często sytuacje grupy ratował właśnie Dave. To on, grając swoje dzikie, opętańcze solówki i jednocześnie moshując swoją rudą czupryną, przyciągał wzrok widzów. Powoli stawał się liderem w zespole, zastępując na tym miejscu jego założycieli. Na to Ulrich nie mógł pozwolić, więc uknuł wspomniany już przeze mnie spisek. Dave chyba jednak coś przeczuwał, gdyż w jednym z wywiadów wspomniał kiedyś o niedoszłym zamachu stanu w Metallice: "Kiedyś próbowaliśmy [z Ronem McGovney'em - przyp. autora] pozbyć się z zespołu i Larsa, i Jamesa. Lars zaczął płakać, że nie chce odchodzić, a Jamesowi daliśmy drugą szansę, bo niezbyt dobrze mu się wtedy powodziło." Po tym wydarzeniu Lars i James musieli czuć się bardzo niepewnie w zespole. Następnym razem Dave'owi mogło w końcu udać się pozbyć się ich z bandu. Co więc mieli robić. Instynkt samozachowawczy podpowiadał im wyeliminowanie ich przeciwnika z gry, co też zrobili, wykorzystując jego nałogi alkoholowy i narkotykowy jako pretekst. Nie jest to jednak koniec naszej opowieści. Ba, to dopiero początek... Na wiosnę 1983 r. Metallica rozpoczęła współpracę z Kirkiem Hammettem, podpisała kontrakt z wytwórnią Megafoce Records, dla której już wkrótce miała nagrać debiutancki album i... no, właśnie oczerniała w prasie muzycznej Dave'a jak tylko mogła. Lars i James niejednokrotnie nazywali go "zerem", innych razem "pijaczyną". Co w tym czasie porabiał Mustaine? Bynajmniej nie siedział z założonymi rękoma i kończył swą egzystencję w oparach wódki. Od razu po powrocie do Los Angeles starał się założyć swój nowy zespół. Po początkowych niepowodzeniach uformował pierwszy skład Megadeth. On sam zajął się nie tylko grą na gitarze, ale także wokalem. Oprócz niego w zespole grali: David Ellefson (bas), Kerry King (gitara) i Lee Raush (perkusja). Dwaj ostatni nie zagrzali, co prawda, miejsca w zespole, ale pomogli Mustaine'owi i Ellefsonowi w zagraniu pierwszej mini-trasy po Zachodnim Wybrzeżu.
W maju 1983 r. Metallica nagrała w końcu swój debiut zatytułowany "Kill'Em All". Robiło się o niej coraz głośniej. Podczas gdy wszyscy dookoła zachwalali Larsa, Jamesa, Kirka i Cliffa, przypomniał o sobie także Dave. "Uważam to za trochę dołujące, że Kirk [Hammett] znalazł się na pierwszym miejscu w głosowaniu czytelników waszego czasopisma w 1984 r. dzięki moim solówką z demo "No Life'Til Leather"" - mówił na łamach Metal Forces były gitarzysta Metalliki. Choć Hammett bronił się twierdząc, że oskarżenia Mustaine'a są absurdalne, wydaję mi się, że można zrozumieć poirytowanie Dave'a tym, że wszyscy chwalili Kirka za solówki z "Kill'Em All", które były jego autorstwa. Wszystko to jednak nic w porównaniu z tym co zaczęło się w 1985 r., kiedy to Megadeth wydało album "Killing Is My Business... And Business Is Good!", na którym znalazł się utwór "Mechanix", będący pierwotną wersją "The Four Horseman" Metalliki. Oba zespoły zaczęły spierać się o jego autorstwo. Dave nie mógł także przeboleć tego, że Lars i James wykorzystują w swoich numerach jego riffy. Na "Kill'Em All" Mustaine był współautorem połowy kawałków, zaś na drugim longplay'u zespołu, "Ride the Lighting" dwóch. Hetfield i Ulrich, trzeba uczciwie to przyznać, zachowywali się wobec niego nie w porządku. Na ich obronę można powiedzieć tylko tyle, że przynajmniej przyznawali się do wykorzystywania riffów Dave'a. Choć, jeśli wierzyć liderowi Megadeth, nie zawsze. W 1986 r. po ukazaniu się "Master of Puppets" Dave i na tym albumie odnalazł swój utwór - "Leper Messiah" - pod którym w dodatku nie widniało jego nazwisko.
Przez kolejne lata konflikt na zmianę zamierał by potem rozgorzeć z jeszcze większą zawziętością. Topór wojenny zawieszono tylko w 1986 r. gdy w wypadku samochodowym zginął Cliff Burton. Mustaine chcąc uczcić pamięć swojego byłego kolegi z Metalliki zadedykował mu nawet utwór "In My Darkest Hour" na wydanej dwa lata później płycie "So Far, So Good... So What!".
Przełom w prasowej wojnie jaką prowadziły oba zespoły nastąpił na początku lat 90. Metallica zyskała wtedy ogólnoświatową sławę dzięki "Black Albumowi", zaś Megadeth zdawało się także powoli ją w tym dościgać. Albumami "Rust In Peace" i "Countdown to Extinction" zespół stał się również sławny i zyskał wielu nowych fanów. Dave nareszcie zaspokoił swoje ego, dawne urazy i niedowartościowanie względem Metalliki poszły w niepamięć. W 1993 r. oba zespoły zagrały nawet wspólny koncert w Milton Keynes Bowl. Występy obu grup poprzedziło show Diamond Head, zespołu który miał duży wpływ na ich twórczość.
W wywiadach z lat 90. przeprowadzanych z członkami zarówno Megadeth jak i Metalliki, można znaleźć wręcz komiczne stwierdzenia muzyków o tym jakoby konflikt między obiema grupami był tylko wymysłem mediów i fanów. Mustaine stwierdził nawet w 1994 r. na łamach polskiego Metal Hammera: "Rywalizacja z Metalliką byłaby tak pozbawiona sensu, jak z Panterą, czy Slayer lub Testament. To są zupełnie inne zespoły!". Ciekawe. Dave zapomniał chyba, o tym co wygadywał o swoich kolegach z Metalliki jeszcze parę lat wcześniej.
Muzycy Megadeth także, w czasie gdy całą scena metalowa posądzała Ulricha i spółkę o komercjalizacje, obiektywnie lub nawet pozytywnie wypowiadali się o mocno kontrowersyjnych "Load" i "Reload". David Ellefson: "Wiesz, osobiście nie sądzę by ten zespół [Metallica - przyp. autora] zrobił coś wbrew sobie. Metallica nagrywa nadal płyty, choć nie jest już to ta sama muzyka, którą ten zespół grał przed laty. Mam swój prywatny pogląd na ich nowe płyty, jednak przyznasz, że byłoby nudne, gdyby Metallica grała cały czas tak samo." Trudno dziwić się poglądowi basisty o dokonaniach Metalliki z lat 90., gdyż Megadeth, za namową mangerów, również zaczęło w tym czasie nagrywać płyty zawierające muzykę lżejszą i łatwiej przyswajalną. Megadeth, podobnie jak wiele innych zespołów jego nurtu, chciało dorównać Metallice w sławie i sukcesie komercyjnym. Niestety formacji nie wyszło to na dobre. O ile jeszcze albumy "Youthanasia" i "Crytpic Writings" sprzedały się całkiem przyzwoicie, to już "Risk" okazało się porażką zarówno artystyczną jak i komercyjną. Kolejny krążek - "The World Needs A Hero" - także nie odniósł spodziewanego sukcesu. Gwoździem do trumny zespołu okazała się kontuzja ręki Mustaine'a. Dave odszedł z Megadeth, a pozostali muzycy ogłosili rozwiązania grupy.
Biografie Metalliki i Megadeth w kilku miejscach bardzo są do siebie podobne. W tym też bowiem czasie gdy zespół Mustaine'a kończył swoją działalność, Metallica również przeżywała kryzys. Odszedł z niej basista Jason Newsted, zaś James Hetfield postanowił opuścić chwilowo szeregi grupy i skierować się na odwyk alkoholowy. W takich też warunkach dokumentaliści Joe Berlinger i Bruce Sinofsky zaczęli kręcenie filmu "Metallica: Some Kind of Monster" opowiadającym o kryzysie w grupie i jego przezwyciężaniu poprzez terapię. W obrazie miała także znaleźć się scena rozmowy Larsa z Davem, podczas której Mustaine zaczął użalać się nad swoją karierą. Stwierdził podczas niej, że wszystko co stworzył uważa za "gówno" i przez całe życie czuł się gorszy od swoich kolegów z Metalliki.
Film ukazał się w 2004 r. Cieszył się ogromnym zainteresowaniem fanów metalu. Największe kontrowersje wywołała w nim, co nietrudno zgadnąć, scena z Mustainem. Sam lider reaktywowanego w tym czasie Megadeth od razu zaczął ponownie oczerniać Metallikę, tym razem o to, że użyła w filmie wspomnianej sceny bez jego zgody. "Wycięli znacznie więcej niż tam było i niż to, co przysłali mi do zaakceptowania. - mówi Dave - Mówiłem, że nie chce, aby tego użyli. Miało to miejsce 11 września, przed moimi czterdziestymi urodzinami. Byłbym prawdopodobnie w domu gdzie odbierałbym prezent od mojej rodziny - Mercedesa AMG CL55, musiałem jednak w tym czasie przebywać z człowiekiem którego nienawidzę najbardziej w całym moim życiu, w całej mojej egzystencji, na tej planecie [sic!] nagrywając video w San Francisco zamiast polecieć zobaczyć się z rodziną w Pheonix. Później wysłali mi taśmę i powiedziałem "Nie, nie chcę abyście to wykorzystali", ale oni olali i użyli to na swój sposób. Czuję się jakby wysyłanie tego do mnie nie miało dla nich żadnego znaczenia skoro i tak, gdy powiedziałem nie to użyli to." Sami muzycy i twórcy obrazu byli bardzo zdziwieni zachowaniem gitarzysty. "Umowa, którą podpisał pan Mustaine w dniu kręcenia materiału - tłumaczy Bruce Sinofsky - nie przewidywała że on, lub wielu innych ludzi, będzie chciał jakkolwiek zmieniać materiał. Chociaż, podczas filmowania było kilka chwil, które stawały się zbyt emocjonalne, w których pan Mustaine poprosił nas o wyłączenie kamery, a my to uszanowaliśmy - żaden z tych materiałów nie pojawił się w filmie. Do materiału, który wykorzystaliśmy pan Mustaine nie miał żadnych zastrzeżeń, gdy podpisywał umowę."
Jeśli miałbym skomentować to całe zamieszanie wokół filmu, to zdecydowanie przyznałbym rację tym razem Metallice. W końcu Mustaine pokazał się widzom tak jak chciał, nikt go do niczego nie zmuszał, a w dodatku podpisał jeszcze zgodę na publikacje materiału filmowego. On sam chyba w końcu jednak również to zrozumiał, gdyż ostatnio w wywiadach zaczął wypowiadać się o całej sprawie w trochę bardziej pojednawczym tonie. Nadal jednak nie utrzymuje kontaktów z członkami Metalliki.
To na razie wszystko o trwającym już od 20 lat konflikcie między Davem Mustainem a Metalliką. Obiecuje jednak, że jeżeli potrwa on jeszcze kolejne 20 lat powstanie część druga tego artykułu he, he, he.