SATANIZM
Mity i plotki a rzeczywistość cz. 2
W moim pierwszym artykule o satanizmie starałem się przybliżyć przeciętnemu czytelnikowi temat satanizmu i obalić parę stereotypów go dotyczących. Prawdopodobnie na tej publikacji zaprzestałbym pisanie o satanizmie, ale ostatnimi czasy udało mi się przeczytać kilka "fachowych" artykułów o tym temacie napisanych przez "specjalistów" Kościoła katolickiego. Po ich przeczytaniu byłem nieźle rozbawiony, a że samolubem nie jestem, postanowiłem podzielić się z Wami najpikantniejszymi fragmentami tych publikacji i skomentować je.
Na pierwszy ogień (piekielny rzecz jasna!) niech może pójdzie książka "Satanizm. Rock. Narkomania. Seks." napisana przez Antoniego Nowaka, Krystiana Piasta, Borysa Soińskiego i Dariusza Kaczmarczyka. Ta święta czwórka próbuje przedstawić nam oficjalną pozycje Kościoła (na dowód tego niech świadczy wydawnictwo, które tą publikacje wydało - Wydawnictwo KUL) wobec wymienionych w temacie "patologii". Ja w poniższym artykule zajmę się jednak tylko satanizmem i rockiem.
O satanizmie pan Antoni Nowak pisze dość dużo, ale przedstawia tylko jego "ciemną stronę". Może nie miałbym mu tego za złe (w końcu trudno by Kościół zachwalał ideologię satanistyczną) gdyby nie to, że przy każdej możliwej okazji podkreśla, że stara się zachować obiektywizm. Może i się stara, ale za bardzo mu to nie wychodzi. Jak można z jednej strony zapewniać o obiektywnym podejściu do tematu, a z drugiej pisać zdania typu: "Postawa ateistyczna jest irracjonalna.", nazywać rocka "wrzaskliwą muzyką" czy zadawać pytania o to czy jest to w ogóle muzyka?
Oprócz pseudoobiektywizmu znajdziemy tu również wiele stereotypów o satanizmie. Te o ubiorze "wyznawców Szatana" oczywiście ominę, gdyż wszyscy wiemy, że nie każdy satanista ubiera się z góry na dół na czarno, nosi ramoneskę, długie włosy, itp. Tak ubierają się w większości metalowcy. A czy każdy z nich jest satanistą? Oczywiście że nie!
Autor sprytnie prześlizgnął się po temacie La Veya i jego Kościoła Szatana, reprezentującego satanizm racjonalny i bardziej skoncentrował się na działalności świrów pokroju Aleistera Crowleya i Charlesa Mansona. Obaj panowie są, według mnie, co najwyżej przedstawicielami satanizmu podwórkowego i to przez nich i ich naśladowców prawie wszystkim kojarzymy się z bandą chuliganów, którzy w imię Szatana dewastują cmentarze i podpalają kościoły. Wszystkim, nie orientującym się jeszcze w temacie zbyt dobrze, przypomnę jeszcze, że satanizm racjonalny, moim zdaniem najwłaściwsza i najbardziej rozpowszechniona odmiana satanizmu, wcale nie polega na nienawiści do chrześcijaństwa. La Vey w swojej "Czarnej Biblii" ani raz nawet nie wspomina o niszczeniu grobów czy świątyń innych religii. Innymi kłamliwymi stwierdzeniami są zdania: "Pełnia zadowolenia, wyżycie, przemoc są najwyższym celem jednostki [w satanizmie - przyp. autora]." i "Siła, przemoc są największymi obietnicami satanizmu." Nie wykluczam, że istnieją odłamy satanizmu, których wyznawcy kierują się wyłącznie przemocą, itp., ale ja zajmę się może tylko satanistami racjonalnymi. La Vey, owszem, uważa, że najważniejszą osobą dla ciebie jesteś ty sam, ale twoi bliscy również się liczą. Interesują cię przecież także ich potrzeby i ich zaspokajanie. Przemoc natomiast jest potępiana. No, chyba że skierowana wobec osoby tobie zagrażającej.
Kolejnym kłamstwem, tym razem już przeczącym zasadom psychologii, jest stwierdzenie autora, że "wolność seksualna potęguje agresje". Nawet Freud uważał, że zaspokajanie swoich potrzeb seksualnych jest jedną z najważniejszych czynności życiowych. Nie wyzbywanie się energii seksualnej - libido - prowadzi, przeciwnie do tego co mówi autor książki, do wzrostu agresji. Według Freuda i innych czołowych psychologów tłumiony popęd seksualny prowadzi nawet do powstawania nerwic i zaburzeń psychicznych. Widać pan Nowak sam ma chyba pewne problemy, że wypisuje takie brednie.
Na koniec zostawiłem jeszcze cytat, który najbardziej mnie rozśmieszył: "Ruch satanistyczny w Polsce zaczął się rozwijać w 1986 r. za rządu M. Rakowskiego, który miał udzielić cichego poparcia dla tego ruchu." Po tym zdaniu doszedłem do wniosku, że pan Nowak cierpi chyba na paranoje prześladowczą. Utwierdził mnie jeszcze w tym przekonaniu stwierdzeniem, że za satanistami stoją agencje reklamowe, wytwórnie i producenci płytowi. W tej jednak kwestii szerzej wypowiedział się w kolejnym rozdziale książki kolega pana Nowaka, pan Krystian Piast (cóż za historyczne i patriotyczne nazwisko!).
I w ten właśnie sposób doszliśmy do tematu muzyki rockowej. Tu dopiero Krystian Piast "nasadził" "kwiatków". Facet uważa, że prawie każdy zespół rockowy jest satanistyczny. Ba, oskarża o to nawet niektóre gwiazdy muzyki pop jak Madonnę czy Michaela Jacksona, na którego teledysku do utworu "Thriller" znaleziono ponoć dziesiątki aktów gwałtu i okultyzmu. Przyznam że widziałem ten słynny klip, ale rewelacji "mistrza" Piasta nie znalazłem. Wśród kapel rockowych uznanych za satanistyczne, obok standardów w tego typu rankingach w postaci Black Sabbath, Led Zeppelin, Rolling Stones, Venom czy W.A.S.P, znalazły się nawet takie nazwy jak Metallica, AC/DC, Kiss, muzyk Ritchie Blackmore czy nawet nasz rodzimy Proletaryat. Ten pierwszy zespół został umieszczony na tzw. czarnej liście za to, że podczas trasy promującej album "Master of Puppets" muzycy występowali na tle poustawianych na scenie krzyży, znanych z okładki płyty. Prawie przewróciłem się jednak gdy przeczytałem jak autor rozszyfrował nazwy dwóch kolejnych grup. AC/DC oznacza ponoć Anti Christ / Death Christ (Antychryst / Śmierć Chrystusa), a Kiss Kids In Satan Service (Dzieci w służbie Szatana). Nie mam tylko pojęcia czemu biedny Ritchie, były gitarzysta Deep Purple i Rainbow, a obecnie grający w swoim solowym zespole muzykę nie mającą z metalem już nic wspólnego, został uznany za satanistę. Może temu że parę razy rozwalił na scenie gitarę? Albo może sprzedał duszę diabłu? Z podobnych, wyssanych z palca powodów na liście znalazł się prawdopodobnie Ploretayrat.
Autor nie omieszkał także wspomnieć o BMP (Backward Masking Process). Jest to proces polegający na odwracaniu zarejestrowanych ścieżek "do tyłu". W ten podobno sposób Led Zeppelin w swoim największym hicie - "Stairway To Heaven" - ukryło podobno satanistyczny przekaz. Nasz ulubieniec wymienia także inne utwory, w których podobno zastosowano BMP. Niestety nie pamiętam już wymienionych tytułów, ale znalazły się tam kawałki min. AC/DC, Queen i Proletaryat. Podobno odwrócone ścieżki wokalu są rejestrowane przez naszą podświadomość i mają na nią duży wpływ. To pewnie przez "Stairway To Heaven" tyle jest teraz tych złych "szatanistów" na świecie he, he. A tak na serio to prawda wygląda tak, że jeśli w kółko, przez kilka godzin dziennie powtarzalibyśmy sobie np. zdanie: "Szatan jest moim panem i władcą" to faktycznie, w końcu w to uwierzymy i odbije się to na naszej podświadomości, ale jeśli słuchamy np. kawałka Kata "Noce Szatana", gdzie Romek Kostrzewski śpiewa: "A w nocy Szatana przyjąć dłoń" to na prawdę nie będzie to miało na naszą podświadomość żadnego wpływu.
Oprócz tego autor, by ratować naszą psychikę, wymienia skutki słuchania rocka. U każdego fana rocka ten "wybitny specjalista od spraw satanizmu" zaobserwował wzrost skłonności samobójczych, chęć do samookaleczeń i łatwe uleganie wpływom. Chyba nie muszę tego komentować. To że jakiś dwóch świrów zabiło się przy słuchaniu "Suicide Solution" Ozzy'ego, a jeden psychol zabił kogoś podobno pod wpływem tekstu do "No Remorse" Metalliki o niczym nie świadczy. Jeśli ktoś ma zamiar popełnić samobójstwo to, pod wpływem jakiejś piosenki czy nie, i tak tego dokona. Utwór muzyczny ani artysta nie są tu niczemu winni.
Pan Piast zadbał jednak nie tylko o naszą kondycje psychiczną, ale także fizyczną i przybliża nam negatywne skutki chodzenia na koncerty rockowe. Każdy fan na koncercie swojej ulubionej kapeli "doprowadzony do stanu transu i epileptycznych drgawek, histerycznego płaczu i śmiechu, gryzie, moczy się (!), traci kontrolę seksualną, rozrywa odzienie." Podobno w tego typu stan wpadło w czasie jednego koncertu w Londynie aż 800 osób. Fajnie musiało to wyglądać: 800 posikujących się ludzi. Wow! To musiał być widok! Ale to jeszcze nie wszystko co może nas spotkać podczas występu jakiegoś rockowego zespołu: "Poziom głośności, jaki występuje na koncertach rockowych, wprowadza w odurzenie w podobny sposób jak czynią to narkotyki." Będziemy więc nie dość że posikani, pogryzieni to jeszcze naćpani. Ciekawe tylko czy człowiek, który napisał te słowa był kiedykolwiek na jakimś koncercie...
Dajmy już jednak spokój panu Nowakowi i spółce (jeśli ktoś chce się jeszcze pośmiać to polecam całą książkę; mówię Wam przy czytaniu ubaw po pachy gwarantowany!). Jeśli zaintrygowałem kogoś tematem do zapraszam do korespondencji. Za miesiąc zaś będziecie mogli przeczytać kolejną, już trzecią, część mojego artykułu "Satanizm - mity i plotki a rzeczywistość". Tym razem poznęcamy się nad "dziełem" Andrzeja Wronki "Magia. Wróżby. Opętanie". Będzie ostro i... śmiesznie.