:: MAGICZNA DATA CZ. 2
Rano matula rzuciła text: "Mamy dziś magiczną datę". No, w sumie... Poniekąd... jakby nie patrzeć... Co niby w tym magicznego do ciężkiej cholery? Trzy piątki i co? Czypiątki. Szczypiątki. Zaraz, trzy piątki? A może sześć czwartków? Głupio tak w jeden dzień mieć trzy piątki. To dziś doba trwa trzy razy dłużej? O poczekajcie dzwoni telefon...
- Tak? No... Będę... Wezmę... Pijemy... To go odprowadzimy... Ciebie też... Dobra, zajrzę do Was o 47:30? No, pa.
Już jestem. No, jakby doba trwała normalnie to bym dziś wyszedł w pół do pojutrza. Fajnie dzisiaj jest, nie ma co.
W sumie to nawet dzisiaj fajnie, nie?
A myślałem, że będzie głupio, a jest nawet fajnie.
Fajnie, nie?
Co?
Mówię, że fajnie!

Obudziłem się rano (na kacu...) i tak trochę na łóżku, a trochę na podłodze. Tak mi się dziwnie nogi wygły :). Kot nie miałczał, Puchatek nie marudził. Najbardziej ją kocham wtedy, gdy śpi i jeść nie woła. Mama rano była spokojna, dała mi jakieś ciasto zamiast śniadania. W pracy szef był miły i się uśmiechał. Dobrze mi dziś. Tylko, ze głodny jestem. Napiłbym się czegoś. Taniego... Albo nie.

Dobrze, że jutro będą dwa piątki i sobota :). Albo sobota i dwa piątki. Dziwnie się czuję. Tak słabo...
- Mama, co to było za lekarstwo na gardło, co mi dałaś??
- Pawulon.
- Aha.
Beherit 69 [nightmare11@wp.pl]

p.s. Jeśli ktoś nie rozumie tego textu, to jego problem.
© COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED.