:: JUŻ DWA TYSIĄCE (PIĘĆ)!
Opowiastki Wielkiego Miszczunia Ababeba:
Już dwa tysiące (pięć)!

Ten tekst mogę ująć jednym równoważnikiem zdania (nie zdaniem, wiem z podstawówki): nędzna namiastka Krągu Lodówowców w konwencji scenariusza z małymi dziwactwami. (kto widział by reżyser coś gadał w scenariuszu? :P) Fani KL (jeśli było więcej niż jeden) znajdą tu coś dla siebie. Po za tym pragnę powiadomić, że znaczna część żartów tutaj będzie zrozumiała tylko dla wąskiego grona osób. Nie lejąc już wody, zaczynam:

AKT I
SCENA I

[Ababeb siedzi na krześle tyłem do publiczności pisząc chory tekst. Zbliżenie na monitor. Widać okienko notatnika z tytułem "opowiadanie LC 5"]
Ababeb: ...kontynuacji nie będzie. Skończyłem, teraz niech się Sir_Nick martwi o resztę.
[słychać stukanie w szybę]
Ababeb: Albo szybko realizują zamówienia, albo znowu chcą mi sprzedać jajka... moment, przecież jestem na pierwszym piętrze!
[widać gościa o niezbyt inteligentnym wyrazie twarzy zza szyby]
Facet: Yo, Ababeb.
Firemark: WRRRRRRR!!! Pie**** n00b! LAMER!
Ababeb: Spoko, Fire, poproś Sato o tabakę, przejdzie ci. Witaj, o facecie o niezbyt inteligentnym wyrazie twarzy, nie kupię żadnych jajek!
Facet: No ależ mi nie chodzi tu wcale o jajka. Mam swoich informatorów, od jednego z nich się dowiedziałem że nie chcesz kontynuować Kręgu Lodówowców! Mam również wpływy, jeśli nie napiszesz ciągu dalszego KL, gorzko tego pożałujesz. >:)
Ababeb: Noł łej!

Ababeb: Atak: Facet

Facet: [krzyczy] CHWILA! Przecież ten świat nie jest oparty na mechanice Dungeons & Dragons!
Ababeb: [zmieszany bardziej niż budyń Oetkera "Słodka chwila"] To niby na jakiej? Mechanika późniejszych części Final Fantasy jest nie do oddania w tym tekście!
Facet: Ma być jakaś mechanika? Chciałeś mi się przeciwstawić, teraz pożałujesz! [wykonuje dziwne ruchy] Wzywam najsilniejszą moc tego świata! Przybądź!
[pojawia się przyzywany]
Ababeb: Nie!!!! To Agent Smith! Ale też mam asa w rękawie... Firemark! Chono!
[odgłosy satysfakcji z tabaki Firemarka i Sato]
Firemark: LOLOLOLOLOLOL! Rofl! ;D OMG!!!111
Ababeb: Ermmmm... mam drugiego asa w rękawie! [opuszcza spodnie, ukazując dziwny pasek] A masz! No nie no! Na co poszła ta cała składka z Tajnego Fanklubu Team Laser Explosion!? Mam trzeciego asa w rękawie! [dziwne gesty] Przyzwanie!
Wkurzający głos: Badger Badger Badger Badger Badger Badger Badger Badger Badger Mushroom Mushroom...
Ababeb: Wiedziałem że czary pierwszego poziomu są marnej jakości, a zwłaszcza przyzwanie... na szczęście w typowej talii występują cztery asy! [wyciąga asa pik z rękawa i rzuca w Agenta Smitha] Dziwne, zadziałało...
Facet: Twa podróż kończy się tutaj, nikt nie mógł się spodziewać końca twojej podróży już tutaj, nawet żadna agencja turystyczna nie przewidziała tego!
Ababeb: Chwila, ta opowieść ma dopiero 2,48 KB, to nie może się skończyć tak szybko! Co z moimi fanami? Nigdy nawet nie jadłem Sir_Nicka! (mówię ci naczelny, dorwę cię!)
Facet: To się skończy tak szybko! [rzuca teleport na Ababeba] Teraz jest w mojej władzy! To uczucie jest COOL!
Firemark: [biegnie] COOOO?!?!?!?!1111 TY n00bie! [rzuca Firagę] Lol!

SCENA II

[Ababeb leży na zimnej posadzce, otoczenia wygląda jak więzienie - na pewno azjatyckie, co można zauważyć po wystroju w stylu feng-szuj*. Rozgląda się, widzi gościa z książką, która ma na okładce (i to pewnie tytuł) napis "Pantera która ryczała północą" [Ciekawe na co mnie jeszcze przerobią? Żarcie już było, Dyszeć też, teraz książka nawet... mrau, jestem multisystemowy! ;) - PP]. Facet miał przyczepione małe drewienko z napisem Sato]
Ababeb: Sato! Co się stało?
Chyba-Sato: Że niby ja? Ale ja nie jestem Sato, po prostu lubię patyczki, mam nawet kolekcję. [pokazuje, Ababeb dostrzega ksywy redaktorów LC, również swoją] Mnie nazywają Zillilim, jestem białym magiem.
Ababeb: Chwila! To znaczy że wróciłem do świata fantasy? Ten gdzie nie ma komputerów? Batoników? W którym mam ogromne magiczne moce, w którym musiałem nosić okropny kaptur, ten świat w którym byłem jednym z Lodówowców pod przywództwem Sir_Nicka? Świat w którym miękki nie chciał mi dać ani kawałeczka butelki którą zeżarł?
Zillili: Niby tak, tyle że nie musisz nosić kaptura, a po przeskanowaniu cię widzę że zostałeś zredukowany do krzyżówki czarnego maga i przywoływacza. [teraz zauważa że ma niebieską szatę i kapelusik czarnego maga]
Ababeb: Muszę się jednak upewnić. [zakłada kapelusz by twarz była w cieniu] Widać mi oczy w postaci kilku żółtych pikseli? (odpowiedź twierdząca) KUTWA! Chociaż zaraz, jak ja przyzwałem demonicznego borsuka?
Zillili: Użyłeś komendy Item. Chodźmy już.
Ababeb: Chwila, a nie możesz użyć czaru Exit?
Zillili: Jak? Musiałem oszczędzać, te 3000 gil było mi potrzebne! [rzuca Confuse na Ababeba]

SCENA III

[duuuużo później. Ababeb i Zillili idą korytarzem, wokół nich panuje wyjątkowa ciemność.]

Ababeb: Nie rozumiem dlaczego, ale czuję przemożną chęć rzucenia Magicznego Pocisku - przecież go nie znam i nie ma czego atakować... oprócz ciemności. [śmiech na sali]
Zillili: A ja nie wiem czemu usłyszałem śmiech. Nieważne, chyba się zbliżamy do wyjścia.

[wszystko się zamazuje, potem powraca do normy, przed bohaterami stoi napakowany potwór. W tle leci Battle Theme z FF6]

Ababeb: Coś ty za jeden?
Potwór: Niby kim mam być? Przestań gadać, walczmy!
Ababeb: Ermmm, czemu...?
Zillili: Chwila! Nie możemy się oszczędzać! Dowiedziałem się od autora tego chorego tekstu że on jest bossem tego etapu, nie da się od niego uciec więc trzeba walczyć!

[Ababeb rzuca Fire, 45 damage, Potwór bije fizycznie Ababeba, 72 damage, Zillili rzuca Cure, Ababeb wzywa Piekielnego Kurczaka, boss pokonany, Fanfary z FF6]

Ababeb: Coś mi się dziwnie wydaje że autor przesadza. Jeszcze by spróbował pomajstrować coś z tym ogromnym świecidełkiem o tam. [wskazuje palcem na ogromny, niebieski kryształ. Nagle się rozpada na kawałki. W tle leci temat Exdeatha]
Upierdliwy narrator: Sorry, nie mogłem się oprzeć!
Zillili: Kfakfakfakfkak! To bez sensu! Przecież to ostatni boss, a my jesteśmy zaledwie na 2 levelu!

[boss rzuca kamieniem w głowę Ababeba. Traci przytomność. Zapada ciemność.]

Ababeb: [budzi się, widzi leżącego bossa] Chwila... kto, jak, gdzie, z kim, za ile, bez ketchupu? Przecież jesteś dwupoziomowym magiem, a ja nic nie mogłem zrobić!
Zillili: To było trochę dziwne... chciałem już panikować, aż mu spadło na łeb takie wielkie pudło.
Ababeb: Przykro mi.
Zillili: Mnie też. Oj, leci drugie!
Ababeb: Gdzie? [ŁUP!] Ał... [znowu traci przytomność.]

[zaciemnienie]

Upierdliwy narrator: Czy Ababeb będzie w stanie przeżyć upadek takiego wielkiego pudła na jego głowę, z powodu którego jest nam przykro? Co się stanie z Ababebem? Czy Zillili będzie mógł rzucić Cure? No i skąd biorą się te wszystkie pudła? Odpowiedzi znajdziecie w następnym odcinku czy też akcie II...

Rezyser: Cięcie! Na dzisiaj to wszystko! Do jutra! [wszyscy idą poza kulisy i korzystają z tabaki Sato]

AKT II

[wciąż ciemno jak oko wykol]

Upierdliwy narrator: To kiedy wchodzimy na antenę? Kurcze, (dopisek autora - tu kurcze ma znaczenie jak w Majstersztyksie) co mi nikt nie mówi? No kurczę... A więc kiedy akt I się kończył, Ababeb stracił przytomność. O ile pamiętamy, stało się to z powodu niefortunnego wypadku z takim wielkim pudłem, przez co jest nam przykro. :P Nie wiadomo czemu, biały mag, Zillili, nie mógł go uzdrowić. Ababeb nie wiedział co go czeka, zwłaszcza że dotąd uznawał takie wypadki za niemożliwe.

SCENA I

[Ababeb leży na glebie. W tle słychać strzały, ryk i gumową kaczuszkę. Powoli się rozjaśnia i widać pewnego faceta strzelającego z blastera i o dziwo używającego gumowej kaczki na dziwnych potworach, prawdopodobnie mutantach. Otoczenie wokół jest zniszczone. Mutanty zwiewają]

Nieznany: Nigdy mnie nie zawiodłaś! Moja żółta, gumowa... o, łowca potworków, MegaJohny, numer 464636, miło że wstałeś.
Ababeb: [znów zmieszany, jak beton] Czy my się znamy?
Nieznany: Uuuuu, kto by pomyślał, że straciłeś pamięć... dobra rada - następnym razem nie szarżuj na androida, jeśli nie masz pewności co do stanu broni. Chyba ci muszę odświeżyć pamięć - jestem Kyens. Oprócz tego mam fajny złom: A10To-Robot. [czyt. A ten to robot] Przedstaw się.
A10To-Robot: Titliutitrzrzbrrrrpikupikupiku.
Ababeb: Fajny... tak mniej więcej to chyba poznaję to miejsce... który jest rok? No i co to za miejsce?
Kyens: Zgodnie z moimi danymi i kalendarzykiem z... nieważne, znajdujemy się paręnaście kilometrów od morza. Rok jest 2451.
Ababeb: Erm, a miejsce? Co tu było w 2005?
Kyens: Z tego co pamiętam z historii, tu był dworzec Gdański...
Ababeb: NIEEEEEEEEEEEEE!!! To nie może być prawda! To niemożliwe!
Kyens: Zajrzyj w głąb swych uczuć, a przekonasz się że to prawda! Przyłącz się do mnie...
Ababeb: Nigdy!
Kyens: ...by uratować świat.
Ababeb: Chyba jednak się zgodzę.

Upierdliwy narrator: Okazuje się że Kyens ma szlachetne zamiary, które polegają na tym że chce ocalić świat od wielkiego ciastka. Owo ciastko zanieczyściło większość obszarów na ziemi, co doprowadziło do powstania mutantów. Ludzie powoli umierali, ale była jeszcze nadzieja.

SCENA II

[Ababeb, znany również jako MegaJohny i agent nr 464636, wraz z Kyensem i robotem powyżej wspomnianego: A10To-Robotem, szli nad brudną Wisłą]

Ababeb: Patrz co umiem!
Kyens: Nie depcz tej rzeki! Jeszcze zostawisz ślady!
Ababeb: Sorry. Tak na marginesie, to ciacho skąd się tam wzięło?
Kyens: Wielki Sir_Nick... tego nawet najstarsi górale nie wiedzą. Bo już ich nie ma, ale teraz oficjalnie dawni najmłodsi są obecnie najstarszymi.
Ababeb: Już jesteśmy?
Kyens: Nie...

[godziny później]

SCENA III (bardzo krótka)

[bohaterowie są na plaży, gdzie widać gigantyczne ciacho.]

Kyens: SIR_NICK! Czekałem już dawno temu na tą okazję! Strzel w niego, A10To-Robocie! [rakieta robota trafia, ciacho nadal w tej samej pozycji, śmieje się do rozpuku. Ababeb atakuje swoim całym uzbrojeniem z uporem maniaka]
Sir_Nick: Głupcy! Tylko najodważniejsi lub najgłupsi mogą się zmierzyć ze mną! [wyładowują się z niego promienie na Ababeba] Teraz jesteś pod moją kontrolą! Przyłącz się do mnie! Twój naczelny mógł lepiej wykorzystać twoje moce! Nie wiedziałeś o nim dosyć.
Ababeb: Dowiedziałem się dość! Że go zabiłeś!
Sir_Nick: Nie. Ababeb, JA jestem twoim naczelnym!
Ababeb: Nie! NIEE!!! To nie może być prawda! To niemożliwe!
Sir_Nick: Zajrzyj w głąb swych uczuć, a przekonasz się że to prawda! Przyłącz się do mnie! Będziemy rządzić galaktyką jak naczelny i redaktor!

SCENA IV

Ababeb: AAAAAAAAA!!! [Ababeb jest w swoim łóżku, budzik pokazuje 2:00] To był sen...

[na podłodze leży karteczka z napisem "JUŻ DWA TYSIĄCE (PIĘĆ)!"]
MegaJohny vel. Ababeb [megajohny@wp.pl]

P.S. Już wiecie skąd tytuł. :P
P.S.2 Niech redaktorzy których obsadziłem w rolach nie czują się obrażeni.
P.S.3 Rany, gdy zacząłem pisać ten tekst spodziewałem się dwukilobajtowego dziwactwa, a tak mam dziesięciokilobajtowe dziwactwo. :)

* Nie wiem jak się to pisze
© COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED.