:: ŻUBR - NAPÓJ POPULARNY WŚRÓD MŁODZIEŻY
Hej ho!

Większość żubrów żyje w puszczy. Jednak są też takie, które całe swoje życie spędzają w Żabce na najniższej półce, tuż obok nalewek, komandosów [To za długo chyba nie pożyją. ;) - PP] i innych kultowych napojów. :) Jak pewnie zauważyliście, w tekście mowa o winie o nazwie Żubr, a nie o popularnym browarku ostro reklamowanym w telewizji. Wino Żubr ma wiele wspólnego z superaśnym winem Komandos, które jest słynne wśród wielu piszących do Action Maga (głównie ze względu na cenę ;p).

Wyszedłem dzisiaj z domu tak jak zwykle, po szkole, koło 16. Szedłem sobie po mieście dumając o przyszłości i wpadłem na genialny pomysł wypicia Komandosa. ;pp Ot, tak z blaku laku. ;p Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że w drodze do kumpla, zmieniłem zdanie i postanowiłem spróbować czegoś innego. Poszliśmy do Żabki i od razu skierowaliśmy nasz wzrok w stronę ulubionej półki, czyli półki najniższej. ;p Tak jak zwykle nalewki wszelkiej maści, które tak na marginesie mówiąc, w Żabce najlepsze nie są. Było też wino marki Wino, które dane mi było kiedyś konsumować i jeszcze dzisiaj odczuwam w żołądku skutki tej lekkomyślnej decyzji. Bajdełej kupiliśmy Komandosa (tradycja podtrzymana ;) i Żubra. Oba produkty kosztują 4,25 (+60 groszy kaucji, ale i tak mówię, że na miejscu ;p), mają dziesięć promili, 0,7 litra pojemności i wyprodukowane są przez jedną firmę.

Potem przez chwilę szukaliśmy miejsca na degustację, ale w okolicy nie było za dużo dobrze położonych ławek. Bowiem ławka, na której należy usiąść musi spełniać kilka warunków. Po pierwsze, musi być odpowiednio nasłoneczniona, by przypadkiem nie zmarznąć. Po drugie musi stać w dość ruchliwym miejscu, żeby od czasu do czasu zabajerować do jakiś panienek. Po trzecie, nie może stać w zbyt ruchliwym miejscu, by przypadkiem nie wpadł na ciebie tatuś albo mamusia wracająca z pracy. Po czwarte, ławka musi być w miarę czysta, żeby nie usiąść na jakiś gołębich szitach albo czymś podobnym. (króliczych szitach? ;/ )

Po długich poszukiwaniach postanowiliśmy w końcu udać się do meliny (menelni? ;p), czyli do domu mojego kolegi, gdzie w spokoju można opróżnić zawartość butelki. Po drodze doszło jeszcze dwóch ziomków i szykowała się miła kameralna imprezka z tanimi winami w roli głównej. Normalnie to bym nie pił tych win, ale że jestem redaktorem Lodówy to muszę od czasu do czasu znaleźć jakiś materiał do recenzji, nie? [Tja, oczywiście! ;) - SN]

Usiedliśmy w końcu na tapczanie, włączyliśmy kompa, jakąś muzę i nadszedł długo oczekiwany moment. Uderzenie w butelkę. ;p W butelkę wina należy energicznie uderzyć (kto się ostatnio nad tym rozwodził? Sato?), by siara zgromadzona na dnie rozeszła się po całym napoju dodając mu niepowtarzalnego aromatu. Po drugie, by łatwiej było otworzyć korek, co nawet bez uderzenia jest banalnie proste. W przeciwieństwie do niektórych nalewek (to nie była kukurydziana ;pp), które należy otwierać w nieco inny sposób. Ale o tym już czytaliście. ;) Po kilku uderzeniach (no co, trzeba się trochę wyżyć ;) zdecydowaliśmy się na otwarcie win. Muszę przyznać, że jednak do picia wybrałem Komandosa, lecz z obowiązku ciążącym na redaktorze LC musiałem wypić szklankę Żubra, którą zamierzam zrecenzować. ;)

Spoko, spoko, nie nalałem od razu wina do szklanki. Oczywiście jak rasowy smakosz trunków winopodobnych najpierw uraczyłem się zapachem Żubra tuż po otwarciu butelki. No i muszę powiedzieć, że ten zapach jest obrzydliwy. Wyobraźcie sobie zapach wszystkich chemikaliów, które zostały dodane do wina, dodajcie do tego jakąś wodę z kibla, całość postawicie kilka miechów na półce i wyjdzie wam właśnie taki zapach. Jest tak wstrętny, kwaśny i cofający, że odechciewa się pić. No ale obowiązki to obowiązki. Wziąłem pierwszego łyka (oczywiście jak nakazuje tradycja z butelki) i muszę powiedzieć, że moja twarz zbytnio się nie skrzywiła. W sumie to jest nawet dobry, może nawet bardzo (dla niektórych), ale jak dla mnie jest za mało wyrazisty i nie czuć owocu przewodniego (nie no...;p). Dla przykładu, w Komandosie wyraźnie czuć woń i smak jabłek, może nie pierwszej świeżości, ale zawsze. W przypadku Żubra, smaku nie możemy jednoznacznie zdefiniować, ale całość podchodziła mi trochę pod wiśnię z dodatkiem porzeczek. Całość jest trochę za bardzo mdła i brak jej wyrazu, ale jako plus możemy zaliczyć brak smaku i oldschoolowego wygięcia mordy od siarki, tak charakterystycznej dla tej klasy produktów spożywczych. ;p

Podsumowując. Wino Żubr jest okej, z braku laku (lub Komandosa) można ewentualnie wypić. Jest dużo lepsze od niektórych nalewek i byków, ale całości brakuje trochę wyraźnego smaku. Do tego jest dosyć słabe, dlatego Instytut Matki i Dziecka poleca dolewanie do niego wódy. Ewentualnie zapijanie Żubra wódą. Ewentualnie odwrotnie. Ech, co wam będę mówił. Spróbujcie... to nie boli.

SMAK:
50/70
ILE KOSZTUJE?:
4,25 PLN
CENA:
10/20
OCENA KOŃCOWA:
64%
OPAKOWANIE:
04/10
(brzydkie;)
© COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED.