:: ORZESZKI ZIEMNE SOLONE Z JUTRZENKI
Dawno, dawno temu... za siedmioma górami, za siedmioma lasami, za siedmioma rzekami i za siedmioma stosami papierków po sznikersach... stała sobie na zielonym wzgórku wielka forteca o wdzięcznej Baronowskiej nazwie, ale nazwa ta była tak brzydka, że nie wymawiało się jej głośno publicznie, co by zgorszenia nie szerzyć wśród okolicznej ludności. Wybudowali ją zakonnicy z odległych krain przybyli i od razu czarnoksięskie praktyki uprawiać w swoich piwnicach zaczęli. Sekretem ogromnym owej fortecy stało się zaszyte gdzieś w jej lochach złowieszczo szeleszczące opakowanie orzeszków magicznych posypanych jakowąś białą substancyją, co by miała rzekomo nadawać wspaniały posmak istniejącym na królewskich stołach potrawom. Nawet najstarsi rycerze nie pamiętają, ile to już śmiałków próbowało przebić się przez drzwi cytadeli i zagarnąć ten środek przedziwny - jednakowoż zawsze częstowano ich polewaną z góry gorącą czekoladą i wystrzelanymi z potężnych murów pocisków herbacianych zaostrzonych ku końcom, by następnie utopić w fosie ciemną, bąbelkową wodą wypełnioną aż po brzegi swoje. Był jednakże jeden śmiałek, a zwał się Lajbnicem przypuszczalnie (każda legenda inaczej powiada), który charyzmą swą w całym królestwie słynął i przebłagawszy władcę swego Alberta Fioletowobrodego IV otrzymał miecz i zbroję prześwietną wykonane z najszlachetniejszego we wszystkim grodzie przeogromnie odpornego na ciosy wszelakie olchowego drewna oraz rumaka wyborowego, co kałużę potrafił każdą niemal przeskoczyć. Wybrał się tedy dzielny zuch, aby zamczysko zdobyć i gdy stanął pod bramą wyciągnęli parszywe łby swoje strażnicy wieży ponad zasłonę muru, a ujrzawszy śmiesznego ludzika machającego rękoma w ich stronę zakrzyknęli:

- A ty czego tu, baranie?
- Przyszedłem zburzyć tą małą stertę kamieni przede mną zabierając przy okazji dziwne-białe-coś. Jestem jednak miłosierny i jeżeli oddacie je po dobroci oszczędzę wasze nędzne żywota. Co wy na to?

Na te pełne grozy słowa jeden z łuczników na wieży siedzący przeląkł się bardzo i traf chciał, że wypuścił zapalonego o pochodnię herbatnika akurat w momencie, gdy broń jego w Lajbnica wycelowana była. Po krótkim świśnięciu bohater nasz dzielny grot spostrzegł tkwiący w mniej szlachetnej części pleców jego i biegając wokół rękami równocześnie machając i wydając z siebie okrzyki straszliwe, zapewne by jeszcze bardziej złych żołnierzy przerazić, w taktycznym swoim pomyślunku wskoczył do fosy bąbelkowej gazami wypełnionej i wielkie stąpnięcie ziemi wtenczas w całej krainie nastało, albowiem forteca zakonników do gorącego Słońca poleciała. Przez szeregi dni i nocy o Lajbnicu nikt nie słyszał, lecz po dobach dziewiętnastu ukazał on się na komnatach królewskich w hełmie li tylko samym i bieliźnie przypalonej niosąc w rękach paczuszkę brązowawą z zawartością tak pożądaną. Przed samym władcą złożył głęboki aż do ziemi ukłon (zdementowano pogłoski, jakoby rzekomo miał się do tego przyczynić źle ułożony purpurowy dywan w sali tronowej) rzucając z gracyją olśniewającą zdobycz własną przed stopy władcy, a zapytany, czy nie zdjąłby hełmu dla odetchnięcia powietrzem świeższym odpowiedział mową godną rycerza prawdziwego:

- Bo mi się ten ^%&%^&&^ szyszak spoił po tym $%&$^&#$%^ wybuchu z moją %^$%^$%^ łepetyną! A teraz dawać mi za chwilę tą %^$%^$%%% nagrodę i spadam stąd na tym %$^$^&$%@ koniu, co pewnie zaszył się gdzieś w %^$%^$^ lesie ze strachu!

Po tej barwnej przemowie wybył dzielny śmiałek z dymiącą od chwały zapewne przyłbicą przez drzwi komnaty i wyszedł zgrabnym krokiem na podwórze przyboczne. Nie zajmujmy się nim już jednak, wykonał przecie misyję swoją, a skupmy się na ważniejszych badaniach alchemicznych podjętych przez podwładnych królewskich, aby przebadać skład niebanalny białego proszku, w czym wydatnie pomogły im napisy na paczce naniesione w dziesięciu językach prastarych - polskim, angielskim, niemieckim, czeskim, francuskim, rosyjskim, ukraińskim, węgierskim, słowackim oraz szwajcarskim lub słoweńskim - wiekowe literki bardzo trudne do rozróżnienia były. Napisy owe głosiły krótki, ale zarazem treściwy przekaz: "orzeszki ziemne, sól". O ile orzeszki znane nam były od wieków odległych, o tyle o specyfiku solą zwanym uszy nasze nie słyszały jeszcze. Dodatkowo na powłoce ochronnej wypisano składniki odżywiające umysł i ciało z tajemniczym ciągiem cyfr "577,9 kcal / 2418 kJ" za hasło do tajemnej krypty ze skarbami pewnie służącym, informacyję o jakowymś "gazie do pakowania" o nazwie równie dziwnie brzmiącej (a "azot" jej było), datę przydatności do spożycia przez żołądki nasze przepastne oraz ilość gramów odważoną, jaką w przestrzeni produkt ów zajmuje - a wynosiła ona aże ich 80. Były jeszcze notatki dziwaczne o stronach internetowych nazwanymi (www.jutrzenka.com.pl), ale jedyne znane strony w państwie naszym to strony w senacie.

Alchemicy po wielu miesiącach testów przyznali zgodnie chórem rację, że nie jest możliwym otrzymanie tej białej substancyji w laboratoryjnych warunkach i że zmienia ona rzeczywiście smak potraw na bardziej mięśnie twarzy wykrzywiający. Z orzeszkami tworzyła ona dosyć ciekawy smak, jednakże niczym nadzwyczajnym on się nie wyróżniał - orzechy jednak po staremu pomiędzy zębami zostawały.

Cena, jaką trzeba było ponieść za wyprawę wyniosła królestwo jedno stare drzewo, jednego podstarzałego konia, jednego rycerza, jedno ponure zamczysko wraz z załogą i dwa srebrne cekiny - handlarze podróżni szeptali między sobą jednakowoż, że paczka przekąski dostarczona królowi warta była aż 3 złote dukaty i od razu skrytykowali nadwornych naukowców za rozrzutność w zjadaniu posypanych białym proszkiem specjałów. Ostatecznie do dnia dzisiejszego nie wiadomo, jak otrzymać sól i trwają pilne poszukiwania nad następnym zamkiem, w którym zakonnicy by bytowali oraz nad odważnym człowiekiem, który by taki zamek w pojedynkę zdobył. Zgłoszenia prosimy przesyłać na adres piwnica.pod.zalana.geba@stoneglass.qpa do pierwszego lipca roku 1423.

SMAK:
50/70
(no... solone orzeszki po prostu)
ILE KOSZTUJE?:
ok. 3 PLN
CENA:
11/20
(dwie minuty wcinania za trzy złote)
OCENA KOŃCOWA:
66%
OPAKOWANIE:
05/10
(nic ponad normę)
Pantera Północy [NorthPanther@interia.pl]
© COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED.