| :: CLIPPO NEKTAR Z ARONII | |||||||
|
Daaawno, dawno temu...W opanowanym przez demony świecie Aar wydarzyła się niezwykła historia. Malutki rolnik z wioski na krańcu królestwa postanowił przerwać hegemonię zła, stawić czoła ciemności i przywrócił dawne czasy, o których wiele słyszał z ust najstarszych mieszkańców osady Zdrow, w której mieszkał. Otóż pewnego dnia Clipp, bo tak nazywał się ów rolnik, usłyszał jakiś hałas. Zaniepokojony poderwał głowę, porzucając na chwilę swoje zajęcie - oranie pola. Wtem dobiegły do niego krzyki niewiast, starców i dzieci, szczęk żelaza i poczuł swąd palonych chat. Bez zastanowienia porzucił aktualne zajęcie i puścił się pędem w stronę wioski (mieszkał chłop na peryferiach). Niestety, gdy dotarł zdyszany na miejsce jego oczom ukazał się straszny widok: dymiące zgliszcza domostw, porozpruwane zwłoki, poćwiartowane zwierzęta domowe. Clipp złapał się za głowę i począł biadolić rozdrapując sobie przy tym skórę na twarzy. Wtem nadpalony strop jakiegoś domostwa z hukiem spadł na ziemię wzbijając tumany pyłu i iskier. z chmury dymu niespodziewanie wychynęła głowa jakiegoś starca. -Chłopcze, nie rozdrapuj se twarzy brudnymi paznokciami, bo gangreny dostaniesz! Rolnik zadziwiony zaprzestał biadolenia i podejrzliwie spojrzał na starego. -No co k***a, Gandalfa się spodziewałeś? -Kogo? -Zapomniałem, nieuk i analfabeta. -Dziadek podrapał się po głowie i pociągał się po brodzie. -Słuchaj no ty, nazywam się Jyż i będę twoim mentorem. -Clipp wytrzeszczył oczy. -Znaczy wiesz. Pójdziesz ty do stolicy i zgładzisz Nektusa, zamiast siedzieć i ryczeć. -Znaczy kogo? -Nie wiesz? Ty głąbie! -Tu Jyż dokuśtykał do chłopaczka i zdzielił go sękatą lagą. -Nektus to cholerny, zafajdany władca tej głupiej ciemności! Rządzi całym Aarem, zsyła demony, morduje ludzi! Ty myślisz, że tych tutaj to kto zabił? Piekielni wysłannicy Nektusa - Nii! -Ni co? -Niech cię pochłonie za takie głupie odzywki! Do rzeczy. Masz iść i Nektusa zabić. Ja ci nie będę tłumaczyć jak, zdam się na twoją inwencję. -Na moje co? -Właśnie na to. -Staruszek aż się zaślił z emocji -Tak czy siak najpierw musisz znaleźć tego buca. Popytasz się ludzi jak trafić do stolicy. Dla ułatwienia dodam, że stolica nazywa się Ritl. Jak już tam będziesz to pytaj o 'pałac cienia' i tak dalej. Trafisz. Ale to nie koniec. Zanim postawisz się na Nektusa będziesz musiał zdobyć cudowny artefakt o enigmatycznej nazwie 'źródło witamin'. Tylko dzięki tej relikwii będziesz mógł przezwyciężyć magiczną tarczę Nektusa. Słuchasz ty mnie? -Mhm. -Mówi się yhy, a nie mhm! Głupek. To gdzie masz znaleźć ten artefakt? Ano na południowy zachód od Brodu Isstarilk znajduje się trakt, który wiedzie aż do Wodogrzmotów Yyiask, skąd będziesz musiał przepłynąć morze Kuiffk, by dotrzeć do gór Wohoa. A jak się prze nie przeprawisz to zapewne siedem lat spędzisz klucząc po pustyni Mwwa i w końcu na wschodnim jej krańcu dojdziesz do obrzeży Puszczy Faeghhi skąd ruszysz szlakiem Leśnych Ludzi do Grot Zagmatwanych Husslarków. Tam z kolei będziesz musiał pokonać 43 Barlogów strzegących wejścia do podziemnej Cytadeli Smoka Turylisska. Kiedy go już zabijesz to zabranie artefaktu z jego żołądka to będzie pikuś. O ile umiesz patroszyć smoki. W co wątpię. -Aha. -Coooo? -Jyż aż upadł z wrażenia. oczy napłynęły mu krwią, białe zabruszone pyłem włosy stanęły dęba a z nozdrzy sączył mu się dym. Zaczął się niebezpiecznie trząść i postękiwać. Wtem stanął na równe nogi i tak przyładował Clippowi w brzuch, że ten aż siadł. Jęknął cicho i zamarł w oczekiwaniu na burę. Tymczasem Jyż zaczął nań wrzeszczeć: -Ty kretynie, ty łomie ty! ja tu się staram zrobić wrażenie, prawda, opowiadam ci o niezwykle trudnej krucjacie, a ty mi tu rzucasz zdawkowane 'aha' i drapiesz się po d***e? I ty masz uratować świat? Słowo daję, taki Frodo to był od ciebie sto razy mądrzejszy! -Kto? -A masz! -Staruszek zamiast odpowiedzi zasadził rolnikowi kopa. -Dobra, ty to lepiej milcz, bo nie ręczę za siebię i w wieku 324 lat zabiję energicznego młodzieńca. -Ilu lat? -No właśnie! 324 lat tułam się po tej ziemi, rządzę se ciemnością, czekam aż mnie ktoś zabije - a tu figa! Nikomu jakoś nie spieszno. Toteż zamieniam przypadkowe wioski i miasteczka w perzynę. Jedyna moja rozrywka! Dobra, wiesz już kim jestem? -Jyżem? -Nie!!! To ja jestem wszechmocny Nektus! -Starzec uniósł rękę, rozbłysło różowe światło, dmuchnęło, zawrzało i zgasło. Po chwili oczom Clippa ukazał się zgoła odmieniony Jyż/Nektus. Wysoka postać w czarnej zbroi lewitująca kilka centymetrów nad ziemią trzymająca w garści śmiercionośną buławę +3. -A teraz idź do piwnicy kuma Zdzisława. Znajdziesz tam 'źródło witamin'. Przynieś je do mnie, a ja ci powiem, co dalej. Clipp wstał i bezzwłocznie ruszył w kierunku ruiny domu Zdzisława. Odgarnąłwszy zalegające na klapie od podłogi zwęglone zwłoki gospodarza energicznie ją otworzył i czym prędzej wskoczył do powstałego w ten sposób otworu w podłodze. Niestety nie wziął pod uwagę panujących w piwnicy ciemności i już po kilku krokach przywalił w beczkę z piwem. Wszechmogący Nektus wyczuł to dzięki swym nadnaturalnym zdolnościom i łaskawie pozapalał łuczywa w piwniczce. Stała się jasność, Clipp przejrzał na oczy. Ujrzał dzięki temu jarzący się czerwonym światłem karton soku stojący na półce. Wstał i lękliwie podszedł do artefaktu. Przyjrzał się mu z bliska. Sok był opakowany starannie, ale nie oszałamiająco. Na kartonie pyszniły się soczyste aronie zapakowane w wiklinowy kosz. U dołu całość była owinięta niebieską taśmą z napisami typu 'żyj zdrowo' i jakieś brednie o witaminach. Sok bez konserwantów, pasteryzowany, cokolwiek to znaczy. Wszystkiego można się było dowiedzieć ze składu wkaligafowanego z tyłu. Całość wieńczyła niebieska zakrętka z drogocennego plastiku inkrustowanego, rzecz jasna, plastikiem. Clipp sięgnął po sok niemal instynktownie, intuicja podpowiadała mu, że znalazł to, czego szukał. obracał zdobycz w rękach. Niespodziwanie poczuł pragnienie. Brutalnie odkręcił zakrętkę i wlał sobie ciemnoczerwoną ciecz do gardła. Orzeźwiający smak podziałał na niego ożywczo. Młody rolnik, pomyślał, że czegoś tak dobrego jeszcze nie pił. Skończywszy degustację, schował bezcenną zdobych pod pazuchę i powrócił do Nektusa. -Oto jesteś zbawco świata! -Zakrzyknął pan ciemności na jego widok. -Dawaj Nektar z aronii! Młodzin podał Jyżowi artefakt gapiąc się tępo przed siebie. Jyż natomiast zaklął szpetnie, gdy zobaczył, że połowa nektaku została wychlana, ale niezrażając się tym wychlał resztę. -No, to teraz odrestaurowłem siły i mogę cię zabić jak każdą inną marionetkę. -To powiedziawszy Nektus wypuścił z palca fioletową błyskawicę. Ta ugodziwszy w Clippa spaliła go na popiół i wywaliła w ziemi krater. A pan ciemności wyrzycił za siebie pusty karton od soku, gwizdnął na demonicznego jaszczura czekającego za zgliszczami chałupy, wskoczył na siodło, chwycił lejce i odleciał w siną dal. I taki jest koniec smutnej historii o starożytnym artefakcie Nektarze z aronii...No cóż, recenzja rzetelna to to nie jest, ale myślę, że jest w niej wszystko co potrzeba i warto napisać o soku. Bo ileż o soku można pisać?
nameless
[fauske@interia.pl]
| |||||||
| © COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED. | |||||||