| :: CIACHA Z WIEJSKIEGO SKLEPIKU | |||||||
|
Siedzę sobie przy kompie, rozkoszuję się czytaniem LC i konsumuję przy tym deserek przygotowany przez babunię. Się starowinka szarpnęła i zakupiła kilka ciasteczek, co by poprawić humorek ukochanej chorej wnusi (no dobra, jestem na trzecim miejscu). Przyznaję szczerze, że bardziej by mi humor poprawiła jakby się po chałupie pętać przestała i dała mi w końcu święty spokój, bo się skupić nie mogę! Dała ciasteczka, zrobiła kakao i niech sobie idzie. Wszak niecodziennie zdarza mi się uniknąć przykrego obowiązku młodego Polaka i Polki - niewolniczego uczęszczania do szkoły! No dobra, przedwczoraj też nie byłam, bo chora jestem. Za to następnego dnia poszłam bo się napaliłam, aby 2 klasówy napisać, a poza tym łudziłam się, że może mnie z czegoś zapytają. Trza by się z tym do jakiegoś psychologa wybrać, bo słowo daję, to nie jest normalne. Dobra tam koniec lania wody. Dziś mamy nowy dzień, od rana nic innego nie robię jak się relaksuję. Na razie to tylko przygrywka, bo za kilka godzin zamierzam się trochę pouczyć. Wiecie, dzień bez zakuwania to dla mnie dzień stracony. [Zostań kowalem. :P - PP] Tak czy siak zażeram te ciacha, popijam ka_kałem (brzmi apetycznie). Warto by swe wrażenia opisać, nie?
To dajemy. Opakowania nie widziałam, ale domyślam się, że był nim nylonowy woreczek. Pani sklepikara włożyła rękawice, zanurzyła łapę w pudle z ciachami i wrzuciła do tegoż woreczka. Moja autorska rekonstrukcja zdarzeń. Wiecie, ja tam w sklepie nie bywam. Ostatni raz to był chyba październik, jak mnie matka wysłała po mleko do kawy. Znaczy jeśli chodzi o te skepy u 'nas' na wsi. Bo 'my' mamy aż trzy sklepy! Nie żeby to było jakieś takie niezwykłe, w sąsiedniej wiosce to mają nawet samoobsługowy, kawiarnię i fryzjera. Ale spoko, będę altruistką i pójdę do technikum fryzjerskiego, założę salon w 'naszej' wsi ludzie będą mieli bliżej! Rany, ale koncept. Nie, to oczywiście nie wchodzi w grę, równie dobrze mogłabym postawić lecznicę dla zwierząt i bez uprawnień leczyć wieśniaków! Takie brednie wypisuje, że aż mi się kakao skończyło, a i ciastka zostało 1 i 1/4. Opakowania zatem brak. Można od biedy zaliczyć talerz w kwiatki, na którym ciacha podano. Okej, przejdźmy do ceny. Jak się można spodziewać ceny nie znam. I nie obchodzi mnie ona! ciastek było 9, mnie się dostało 4,5 czyli to daje razem xxxg lub xxxdag. Ja się tak na tych dekach i kilach słabo znam, zawsze mnie zadziwiało jak ludzi w sklepie proszą o 20 deko czegośtami i wiedzą ile to jest. Zresztą katar mam, zaraz dopadnie mnie zatokowy ból głowy (nie wiem co to, ale było w jakiejś reklamie), mięso mam odbite od kości i czuję się jakbym miała obdartą skórę na plecach i cały czas rozdrapywała strupy. Tak narzekam jak jakaś 'pomińmy milczeniem' i zdenerwowana jestem bo podejrzewam...Co? Nie, to nie może być prawda. A jednak. Znaczy nic na to nie wskazuje. Ale być może...Znaczy wiecie, tera to jakieś kwiatki pylą, tfu, alergeny latają i być może to od tego. Ale NIE! Chyba nikt mi tu nie wmawia, żebym była jakąś alergiczką czy coś...Tego bym nie zniosła, bowiem nienawidzę alergików całą duszą swoją, całym sercem i umysłem i w ogóle [Czyli kolejna moja antyfanka... ech :( - SN]... Po prostu przeziębienie mam. Starczy już tych dywagacji. Smak, jest smak! (kolejna reklama - skąd ja ich znam tyle, skoro tv nie oglądam?) Słodkie te ciacha są, takie biszkopty oblane białą czekoladą nadziewane dżemem. Aż za słodkie...I mówię to ja, fanka słodyczy. Aż łupie w zębach jak rzekłaby babunia. W ogóle ona zna cały wachlarz głupich odzywek, jeśli chce, to potrafi. A jak mlaska!...Koniec obgadywania, nie żebym się tu znęcała nad starowinką (taka stara to ona nie jest, energiczna sześćdziesiątka). Każdy ma taką babcię, na jaką sobie zasłużył...A co do ciastek to możecie je kupić w sklepie spożywczym (dla wtajemniczonych: pytać o sklep 'u Bożeny') w malowniczej miejscowości wypoczynkowej eM., gdzie przywitają was tłumy wodnistoocznych i rozentuzjazmowanych mieszkańców! Uważajcie na menela Zdzisia (znaki rozpoznawcze: wąsy, srebrna kurtka, reklamówa pełna złomu), może wam powiedzieć dzień dobry. Nie kąpcie się w tutejszym zbiorniku, w którym woda jest radioaktywna, a w piasku na plaży lęgną się larwy (sama sprawdzałam). a jeśli już wam przyjdzie na kąpanie ochota, to wspomnijcie se, że w tej samej cieczy, w której moczycie nogi pływał mój pies, który wytarzał się w gównie. Jeszcze jakieś atrakcje? Pełno butelek/kartonów/innych po jabolach porozrzucanych w tutejszych lasach. Mogłabym wymienić kilka najpopularniejszych marek, bo mam rozeznanie, ale nie będę robić nikomu reklamy. Poza tym to miała być recenzja ciasteczek, a nie interaktywna wycieczka po wsi eM. do której serdecznie odradzam się wybierać. O czym napisać miałam - napisałam, a o czym nie - też. Zostało mi tylko podsumowanie:
nameless
[fauske@interia.pl]
| |||||||
| © COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED. | |||||||