:: WHITE NIGGER'S FOOD
Hm.. Mój angielski jest żałosny. Uczę się już prawie rok i mam problemy nawet z zatytułowaniem artykułu (to brzmi cudownie :) do Lodówy Center. Głównym dylematem jest oczywiście wyraz nigger. W wolnym tłumaczeniu słowo to znaczy tyle co czarnuch. Jednak w dzielnicy, w której aktualnie mieszkam i rządzę, grupa trzymająca władzę, czyli ja, tytułuje się tytułem white niggera. Co jak nietrudno się domyśleć znaczy biały czarnuch. ;) Nazwa wypłynęła po spożyciu Cherry z Lidla i od razu przyjęła się na West Bronxie.

Jednak oprócz rządzenia mafią West Bronxu, picia, palenia (po piciu), dosyć częstych strzelanin i gwałtów na zlecenie (i bez zlecenia też ;) muszę czasami coś zjeść. Spoko, spoko, nie myślcie sobie, że ten tekst, który aktualnie czytacie to jakaś wiejska recka wina lub czegoś w tym rodzaju. Za prawdę, za prawdę powiadam wam: nie samym winem żyje człowiek, ale mleczkiem zagęszczonym słodzonym z puszki, które kupuje się w sklepie.

Sory, ale jakiś debilny komar właśnie żre mnie w plecy. ;[

...

Heh.. Do przygotowania potrzebujemy:
  • mleko zagęszczone słodzone duże, czyli taki bajer w puszce, który nawet nie wiem do czego służy.
  • kalesony
  • wafle (takie duże kwadratowe lub okrągłe ;)
  • kartka i długopis
  • mózg
  • muzyczka
  • zapitka
  • kalkulator
  • zegarek
  • miska
Wiem, ten przepis jest wielce skomplikowany, ale zaznaczyłem, że do jego przygotowania niezbędny jest mózg. Bez mózgu po prostu nici z pysznego White nigger`s food. Na początku trzeba zerknąć na zegarek i zanotować, którą aktualnie mamy godzinkę. Potem wkładamy puszkę (zamkniętą of corz) do jakiegoś bzdurnego garnka, tylko uważajcie, żeby nie był dziurawy. Ostatnio postawiłem na gazie jakieś zamrożone pierogi i poszedłem grać na PS2 z bratem. Wracam po 20 min, a tam cała kuchenka zalana, bo garnek był dziurawy. ;p Tak się za przeproszeniem wku***łem, że go wyj***łem przez okno i jakiś ziom miał dziwne zarysowania na dachu samochodu. ;) Dlatego zanim przejdziecie do następnych czynności, sprawdźcie, czy garnek nie jest dziurawy. Jeśli nie jest, nalewamy do niego wody tak, by zakryła puszkę i wstawiamy na małym gazie na półtorej godziny. Czyli 1,5 h. :)

Och, ach, idziemy pić.

Och, ach, patrzymy na zegarek, odejmujemy kalkulatorem i wyłączamy gaz. :) Zapuszczamy muzyczkę, najlepiej jakiegoś punk rocka, żeby było szybko i melodyjnie, na przykład Rodzina słowem silna zespołu Piersi.

Zmyj podłogę, wynieś śmieci
Potem idź wyprowadź psa
Umiesz tylko robić dzieci
Na ch** za ciebie wychodziłam

(refren pominę, kolejne zwrotki też) [Moim skromnym zdaniem kultowy (przynajmniej w moich kręgach) fragment "za swoje piję ja ile chcę" nie powinien zostać ominięty! ;P - SN]

Gdy jesteśmy trochę w lepszym humorze, ponieważ nie jesteśmy jeszcze żonaci i nie mamy takich problemów możemy zabierać się za dalszą robotę. Przez ten czas zachwytów nad własnym losem puszeczka powinna już wystygnąć, a my powinniśmy powoli otwierać ją wytworem nowoczesnej techniki - otwieraczem samostrugałkiem. ;p Gdy w końcu otworzyliśmy tę puszkę, smarujemy wafle mleczkiem, które powinno być gęste i żremy wszystko jak leci. Gdy wafle się skończą, jemy wszystko łyżeczką albo palcami (gdy nie chce nam się wstać po łyżeczkę). ;)

Po zakończonej uczcie wyrzucamy puszkę przez okno, wkładamy kalesony i idziemy na wożonko. ;)

Stej tró!
© COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED.