| |
|
|
|
1
|
 |
| |
|
Thomas M. Reid - "Świątynia Złych
Żywiołów"
Mój niezbyt bliski (daleki?) kolega powiedział, że chciałby pożyczyć ode mnie
pewną książkę. Co mu odpowiedziałem? Ha! Nie ma nic za darmo, pożyczę jak ty mi
też jakąś książkę pożyczysz. I co? Pożyczył "Świątynię Złych Żywiołów" Thomasa
M. Reida. Od razu chcę wam powiedzieć, że w grę nigdy nie grałem i nie znałem
tych wszystkich bohaterów.
O Thomasie M. Reidzie nigdy wcześniej nie słyszałem, bo i skąd? Więc gdy
zobaczyłem, jego nazwisko na okładce od razu się zaciekawiłem jakie będzie jego
dzieło. Fabuła "Świątyni..." jest taka: Niegdyś grupka wojowników, rycerzy, itp.
pokonała okrutną, ponurą moc. Teraz (po dziesięciu latach) grupa wybrańców musi
stawić czoła okrutnemu demonowi, który powoli odzyskuje wolność, pomóc mu chce
okrutny, mściwy półbóg.
Grupa wybrańców (nazwana Przymierzem) to ludzie wzięci nie wiadomo skąd, byle
jak dobrani i tak dalej, można by mówić, o tym. Na początku było ich sześciu
później jeden zginął, ale doszedł następny. Bla, bla.
Główny bohater książki to elf Shanhaevel, który obiecał swojemu zmarłemu
mistrzowi, że pójdzie na wyprawę do Świątyni Żywiołów, pozostali bohaterowie to
sadystyczny kapłan - Hedrack, młoda druidka, łotr spłacający dług, łucznik nie
wiadomo skąd oraz inni.
Przejdźmy do oceny...
Fantasy (bo właśnie tego gatunku jest ta książka) to mój ulubiony rodzaj
powieści. Lubię wyobrażać sobie te różne światy, wymyślane przez przeróżnych
autorów [Skąd ja to znam :) - dop. Dusqmad].
|
|
| |
|
2
|
|
|
 |
| |
|
Fantasy to również walka mieczem, uwielbiam czytać jak się
biją mieczami na polanie, czy gdzieś tam indziej. Walka mieczem, sztyletem, i takimi podobnymi rzeczami to
moje ulubione sceny książek fantasy. W "Świątyni..." walki
mieczem, sztyletem nie ma za dużo, nie wiem może dlatego ta książka nie
przypadła mi tak bardzo do gustu. W tej powieści rządzi magia, to ona jest
tutaj numerem jeden, a to dlatego, że głównie magią posługuje się główny
bohater.
Książka wydaje mi się, że pisana trochę za szybko, co gdzieniegdzie widać, po
błędach językowych (chociaż nie wiem, może to wina tłumacza). Jednakże błędów
nie jest, aż tak wiele, żeby strasznie rozpaczać. Ale i tak nie powinno ich
być. Fabuła powieści też wydaje się być trochę niedopracowana, szczególnie
dlatego, że bohaterowie zostali wzięci tak sobie tzn. autor wymyślił sobie byle
jakąś postać i ją wziął do Przymierza.
Ogólnie książka budzi u mnie nijakie wrażenia, niby nie jest zła, ale bohaterzy
tacy sztuczni jacyś, fabuła mało oryginalna, i tak dalej, można mówić...
Stron: 278 (mały format)
Ocena: 5/10
BlackDog
blackdoggy@o2.pl |
|