| |
|
|
|
1
|
 |
| |
|
Richard Bachman - "Regulatorzy"
W tej książce po raz pierwszy zauważyłem u Richarda Bachmana vel Stephena Kinga
coś co zowie się poczuciem humoru. Mówię tu mianowicie o krótkim wstępie, w
którym to autor sam się uśmierca i w którym to niby żona zmienia Kogoś Tam na
Brada Pitta itp. (taka notka na temat Richarda Bachmana). No, przyznać muszę, iż
ubawiło mnie to przednio... Końcówka też niezgorsza ('Jesteś jedyną osobą, która
przeczytała "Lśnienie" Stephena Kinga nie w jednym, ale w DWÓCH wydaniach' -
baaardzo z pamięci). W każdym razie począłem czytać 'Regulatorów' będąc w
pogodnym nastroju i w sumie skończyłem z niezgorszymi odczuciami.
Zaiste jest to historyjka - a przynajmniej
dla mnie - akcji. Horroru tu nie miałem przyjemności uświadczyć. To jest jednak
nie ważne, bo czytałem z tchem zapartym... Opowieść jest to o mieszkańcach
jednej ulicy, która to pewnego dnia zaczyna się zmieniać, ulegać metamorfozie.
Nie można stąd uciec. Ukryć swoich czterech liter też nie ma gdzie, bowiem co
czas jakiś wzdłuż ulicy przejeżdżają sobie cztery furgonetki z dziecięcego
serialu telewizyjnego (a ich kierowcy jakby rodem z Polskich dróg przytaszczeni,
bowiem strzelają do wszystkiego co się rusza). Normalnie, ogólna psychodela...
Później - żeby to jakoś ręce i nogi miało - do walki z najeźdźcami z dziecinnych
kreskówek stają dzielni sąsiedzi, a sąsiedzi jak to sąsiedzi, tak się wzajemnie
miłują, że aż proszą by tego drugiego szlag już jasny trafił...
|
|
| |
|
2
|
|
|
 |
| |
|
Fabułę poznajemy na dwóch płaszczyznach. Jedna -
teraźniejsza - opowiada historię chęci ujścia z życiem grupki mieszkańców,
druga za? - przeszła (za pomocą różnych listów, pamiętników itp.) - mówi, jak i
kto ze świata bajek przeniósł ów zabijaków z piekła rodem do świata realnego...
ale tak naprawdę czym jest rzeczywistość, jeśli nie pozbawią fikcji bajką?
Czyta się 'Regulatorów' miło - jak to mawiają w wiejskim slangu: "Jak z bicza
trząsł!". Akcja nie wlecze się ociężale pod górę, jeno biegnie jak mąż
wracający z wojny w objęcia żony (skąd ja - u diabła! - biorę takie
porównania?). Między fragmentami o atakach zdegenerowanych, kreskówkowych
postaci następują fragmenty o bohaterach i kłopotach z jakimi się borykają.
Dzięki temu poznajemy psychikę mieszkańców feralnej ulicy, a co za tym idzie;
ich samych. Były dwie postacie, które autentycznie polubiłem (nie bierzcie mnie
czasem za geja): pisarz i były policjant. Trochę mi jednak ci sąsiedzi jeszcze
za mało wredni są - nie znam się, może w Ameryce każdy ma dobrodusznych,
uczynnych i miłych sąsiadów, ale do Polskich realiów pasuje to jak splot słów
'uczciwy polityk'.
Nieco zawiodłem się na klimacie. Niestety, ale nie czuje się tego osaczenia (bo
w końcu ta banda sąsiadów NIE MOŻE uciec). Ogólnie nie udało się wytworzyć
żadnej specyfiki, można by niby powiedzieć, że świat bajkowy splata się z
rzeczywistością, ale ja nie odczuwałem tego na większą skalę - w klimacie nie
ma nic co można by długo pamiętać (podobne i lepsze dziwy tworzył Masterton w
swoich "Wojownikach nocy" i "Śmiertelnych snach" - JEZU?! Czy JA to
powiedziałem?).
|
|