"Zwalczanie czołgów przed rokiem 1943 było rzeczą nie dosyć, że niebezpieczną, to i bardzo trudną. Trudnili się tym jedynie bohaterowie, umiejący pokonać swój strach i utrzymać nerwy na wodzy. Tylko takim ludziom udawało się niszczyć czołgi dla Wehrmachtu." To cytat z podręcznika o teorii zwalczania czołgów z bliskoci. Artykuł ten napisałem ,aby przedstawić wam częściowo sposoby, jakimi posługiwali się bądź co bądź bohaterowie niszczący stalowe kolosy wroga. Sam osobicie jestem pod wrażeniem. Nie należy jednak zapominać, że ci herosi to wymysły niemieckiej propagandy.
Zanim w 1943 roku wprowadzono do uzbrojenia wojsk niemieckich tak efektywne rodki przeciwpancerne jak pancerfaust czy "Panzershreck", do bezpośredniego zwalczania czołgów używano min magnetycznych i płaskich, a nawet żelaznych łomów. Propaganda nazistowska stara się przedstawiać nadzwyczaj niebezpieczne i pochłaniające wiele ofiar zwalczanie czołgów z bezpośredniej odległoci jako działania heroiczne, bagatelizując jednocześnie zagrożenie. Poniżej przedstawiam kilka sposobów na obezwładnienie czołgów. Czy były skuteczne? Niestety, nie doszukałem się wspomnień lub informacji na ten temat. Zobaczcie więc jak nazici porywali się z motyką na słońce.
|
» Pole martwe i obszar poza ostrzałem
|
"...dwie najważniesze sprawy, o których trzeba pamiętać przy zwalczaniu nowoczesnych czołgów, to pole martwe i obszar poza ostrzałem..."
Zblizający się, gotowy do boju czołg, ma pozamykane włazy i okienka obserwacyjne, a wąskie szczeliny obserwacyjne pozwalają tylko na ograniczoną obserwację najbliższego otoczenia. Dlatego niszczyciele czołgów czekają, aż wóz podjedzie na jak najmniejszą odległość, i zbliżają się do kolosa, pozostając cały czas w polu martwym jego skromnych środków obronnych. Dzięki obrotowi wieży i zwrotom całego czołgu, zarówno km, jak i armata mogą w płaszczyźnie poziomej zatoczyć pełny okrąg. Natomiast możliwość ruchu obu tych broni w płaszczyźnie pionowej jest bardzo ograniczona, wskutek czego powstaje "pole martwe", a co za tym idzie, również niebroniony obszar "poza ostrzałem" wokół czołgu. W momencie, w którym grenadierzy przenikną na ów "obszar", czołg nie ma już mozliwości samodzzielnej obrony.
"...dowód najwyższych umiejętności i najznakomitszy efekt w zwalczaniu czołgów z bezpośredniej odległości: wysadzenie wieży..."
Żelazne nerwy i niezwykłą odwagę musi mieć niszczyciel czołgów, by dokonać tej mistrzowskiej sztuki. Grenadier, mając ze sobą płaską minę, wskakuje od tyłu na czołg, wsuwa ładunek wybuchowy między wieżę a górny pancerz kadłuba. Wybuch następuje bardzo szybko, trzeba więc natychmiast, z kocią zwinnością , zeskoczyć z czołgu i znaleźć się w ukryciu, bowiem po kilku sekundach potężna eksplozja jak strzępek papieru zrywa ważącą wiele ton wieżę wraz z armatą ze wszytskich łożysk i mocowań. Taki mistrzowski wyczyn jest marzeniem każdego sapera i niszczyciela czołgów. Nasi dzielni żołnierze na froncie wschodnim zniszczyli już w ten sposób setki radzieckich czołgów (tja... już w to wierzę - private Martins). Uprawianie tego nader śmiałego rzemiosła było uprzednio zarezerwowane dla niewielkiej grupy specjalistów. Dziś każdy niemiecki grenadier poznaje tę metodę nisczenia czołgów i działanie wszystkich specjalistycznych broni.
|
|
|
|
|
» Oślepione pancerne olbrzymy
|
"...oślepione pancerne olbrzymy..."
Świeca dymna należy do ważnego wyposażenia niszczyciela czołgów. Zręczni miotacze wrzucają świecę na czołg, który natychmiast spowity zostaje gęstym dymem i "ślepnie". W tym momencie żołnierze wyskakują z ukryć i za pomocą narzędzi swej walki dobierają się bezradnemu oślepionemu olbrzymowi do skóry. Wskutek zadymienia nawet czołgi działające w licznych grupach zostają odizolowane i pozbawione osłony ogniowej innych wozów, jeśli unosi się pomiędzy nimi ściana z dymu. Doświadczeni specjaliści stosują wyrafinowane kombinacje świec dymnych, tworząc z ich pomocą dogodne warunki do zwalczania czołgów.
|
» Żmija traci swój jadowy ząb
|
"...żmija traci swój jadowy ząb..."
W zmaganiach człowieka z czołgiem chodzi głównie o unieszkodliwienie tych środków przeciwnika, których używa on do walki z bliska. Tu śmiały grenadier rozbija żelaznym łomem zamocowany w ruchomym łożysku karabin maszynowy telegrafisty.
|
» Otwórzcie zamek! Niespodzianka ;)
|
Ten żołnierz nie ma broni przeciwpancernej, tylko granaty ręczne. Wrzuca jeden z nich w lufę wroga. W tej chwili, gdy tenże odrygluje zamek, granat wybuchnie i wyeliminuje czołg z walki.
A teraz sami oceńcie. Dla mnie wszystko, co jest napisane w owym poradniku, to mrzonki. Owszem, po wprowadzeniu pancerfaustów, rola podręcznych środków przeciwpancernych wzrosła, lecz przed 1943 nie wiem, czy znalazłby się odważny, aby z łomem wskoczyć na czołg i (sic!) tym łomem zniszczyć karabin telegrafisty. Ogólnie, aby nie posądzono mnie o jakowe herezje ;), wszystkie wypisane sposoby są wzięte z wyżej wymienionego podręcznika. Dla mnie to czysty masochizm, no ale cóż, kto w epoce Hitlera nie chciał być bohaterem?
|
|
|