#Konflikty Zbrojne On-Line#                         "...Wszystkie wojny są wojnami domowymi, ponieważ wszyscy ludzie są braćmi..."













Konflikty Zbrojne Numer 12 | Sierpień 2005                                                    poprzednia strona | spis treści | następna strona
Akcja "Märzwirbel"
  Autor tekstu: Julek

    Wielu uważa, że II wojna światowa rozpoczęła się dnia 1 września 1939 roku. Jeśli chodzi o działania wojenne jest to prawda, jeśli zaś chodzi o agresję i niszczenie państw przez Niemcy zaczęło się to dużo wcześniej.


Na początku Niemcy zajęli (przyłączyli) Austrię, potem był zdradziecki układ monachijski, po którego podpisaniu Chamberlain wypowiedział jakże krótkowzroczne oświadczenie: "Sądzę, że uratowaliśmy pokój dla całego naszego pokolenia". Jednak o tych agresjach niemieckich mogliście w spokoju przeczytać kilka numerów temu. Dzisiaj przyszedł czas na opisanie kolejnego aktu agresji skierowanego na Czechosłowację. Chodzi mi tu o dni hańby naszych braci z południa, czyli Akcję "Märzwirbel", która zakończyła niepodległość tego kraju na kilka długich lat.


Proklamowanie Słowacji.


Już kilka lat przed faktycznym wybuchem największego międzynarodowego konfliktu Adolf Hitler oznajmił swoim zaufanym współpracownikom, że jego celem po włączeniu Austrii do Rzeszy jest Czechosłowacja, gdyż "zagraża ono bezpieczeństwu Rzeszy". Hitler postanowił rozłożyć ten atak na dwie raty. Pierwszą z nich był układ monachijski, podczas którego Niemcy zajęły ogromne, umocnione obszary sudeckie. Dyplomatom Francji i Wielkiej Brytanii wydawało się, że uratowali "pokój w Europie", jednak ledwo dyplomaci opuścili Monachium, a już Hitler ogłosił, że likwidacja Czechosłowacji nastąpi w ciągu kilku miesięcy. Jednak otwarty atak nie mógł nastąpić. Wódz Rzeszy postanowił, więc rozbić związek łączący Czechy i Morawy, ze Słowacją. W tym celu zaproponował on Słowakom "wzięcie sprawy we własne ręce" albo podczas ataku Niemiec Słowacja zostanie zajęta przez oddziały węgierskie.


Początkowo Słowakom nie podobał się pomysł Hitlera, gdyż było wiadome, że wtedy Słowacja stanie faszystowską marionetką. Nie podobało się to zbytnio mieszkańcom tych ziem, gdyż chcieli oni osiągnąć niepodległość całkowitą albo być pod zwierzchnictwem nie Niemiec, ale naszego wspaniałego państwa, zwanego wówczas jako II Rzeczpospolita. I to właśnie w Polsce szukali poparcia separatyści słowaccy. Jednak wszystko było na próżno. A Hitler coraz bardziej się niecierpliwił, gdyż akcja likwidacji Czechosłowacji, planowana na 15 marca 1939 roku, wymagała wcześniejszego proklamowania niepodległości przez Słowaków. Jednak prośby i groźby Adolfa Hitlera długo nie wywierały pożądanego skutku. Słowacy odpowiadali: "Tak, chcemy mieć swoje państwo, ale całkowicie niepodległe!". W końcu kilka dni przed wyznaczonym terminem został wezwany do Berlina Tiso. Po rozmowach z Führerem, zgodził się on na proklamowanie Słowacji, a następnie wysłanie wcześniej przygotowanej depeszy, w której prosiłby on Niemcy o "opiekę" nad narodem słowackim, powodującą całkowite uzależnienie od III Rzeszy. Po przyjeździe jednak Tiso dalej się wahał. Hitler był wściekły, gdyż dobrze wiedział, że czas działa na jego niekorzyść. Jednak pokładane w Tiso nadzieje spełniły się i po burzliwych momentach ogłosił on niepodległość Słowacji, na której czele stanął ks. Jozef Tiso.


Tymczasem kilka dni podczas burzliwych dni Słowacji prasa niemiecka rozpisywała się tak, aby pokazać czytelnikowi niemieckiemu, jakie to straszne rzeczy dzieją się w Słowacji, gdzie toczy się walka między separatystami słowackimi, a siłami rządowymi Czechosłowacji. Między innymi "Deutsche Allgemeine Zeitung" pisała pod nagłówkiem Czesi naruszyli prawo: "Rząd praski usiłował dokonać zamachu stanu i, jak się zdaje, metody stosowane przez Benesa przeciw sudeckim Niemcom teraz jest gotów przenosić do Słowacji. W tego rodzaju sporach Niemcy są naturalnie po stronie prawa do samostanowienia się narodów i ich sympatia towarzyszy Słowakom, którzy bronią swej wolności." W taki właśnie sposób została ukończona pierwsza część planu Hitlera. Czechosłowacja została rozbita.


Ku końcowi...


Czechosłowacja chciała jednak za wszelką cenę utrzymać swoją niepodległość i była gotowa na wielkie ustępstwa wobec Rzeszy. Pierwszym ważniejszym z nich było umożliwienie Niemcom wywieszania flag ze swastyką koło swoich domów (12 marca). Tak postanowił rząd, choć mieszkańcom nie bardzo się to podobało. Byli jednak oni gotowi na wszystkie zniewagi od strony Niemców, byle tylko utrzymać swoje państwo. Tymczasem w całych Niemczech trwała propaganda skierowana przeciw Czechom, którzy niby strasznie uciskają Słowaków i grożą Niemcom. Po obchodach niemieckiego Dnia Bohaterów (12 marca), podczas którego Niemcy zachowywali się wobec Czechów bardzo agresywnie, można było przeczytać w Czechosłowacji tylko krótkie oświadczenie Agencji Prasowej:


"... demonstrowali współobywatele narodowości niemieckiej, wyraźnie wykraczając poza ramy poświęconego wspomnieniom Dnia Bohaterów, sięgając po dawno zapomnianą metodę przedwojennych studentów, tzw. bummeln, która już wtedy nie sprzyjała niestety w utrzymaniu spokoju we wzajemnych stosunkach między Czechami a Niemcami".


Natomiast gazety niemieckie pisały wbrew faktom, oskarżając Czechów o agresywne zachowanie wobec Niemców:


"Mnożą się napaści na Niemców, wypadki znieważania niemieckiego sztandaru, nadużycia władzy i nieuzasadnione aresztowania."

"Po odśpiewaniu ordynarnych, podżegających czeskich piosenek wznoszono okrzyki obrażające Wodza, lud niemiecki i niemieckie emblematy państwowe. Gdy w odpowiedzi na te niewiarygodne prowokacje grupa Niemców zaczęła śpiewać pieśń ruchu, unosząc przy tym prawice w swym pozdrowieniu, policjanci zmuszali do opuszczenia rąk."

"...Czesi strzelali do Niemców..."



Tak właśnie wyglądała propaganda przeciwko narodowi czechosłowackiemu. Jednak prawda była zupełnie inna, o czym świadczy wypowiedź poselstwa niemieckiego w Czechosłowacji, skierowane do Berlina: "Sprowokowanie ludności czeskiej jest bardzo trudne. Może jeszcze w Brnie i Ołomuńcu. Należy wzmóc wysiłki i uciekając się do użycia siły, doprowadzić do poważniejszych starć. Czesi skłonni są odnosić się do nas pojednawczo. Oczywiście raczej w opozycji do rządu niż z przyjaźni do Niemiec. "


Tak wyglądała prawdziwa sytuacja w Czechach i na Morawach. Czesi unikali konfliktu z Niemcami, gdyż znając wydarzenia monachijskie, orientowali się, że każda udana niemiecka prowokacja może się przyczynić do zaanektowania Czechosłowacji w celu chronienia praw narodu niemieckiego. Tymczasem wszyscy czechosłowaccy Niemcy i armia przygotowywali się do dnia "Y", oznaczającego wejście wojsk do tego kraju.


14 marca


W przeddzień ataku już wszystko świadczyło, że agresja Niemiec nastąpi niedługo. Świadczyły o tym doniesienia dyplomatów różnych krajów, wywiadu oraz gazet niemieckich:


"Brno jest miastem, które przez wieki całe stanowiło część niemieckiej przestrzeni życiowej i do dziś jeszcze żyje w nim 60 000 Niemców. Obcoplemienny motłoch w tym mieście myśli, że może sobie pozwolić na bezwstydne prowokowanie naszych niemieckich rodaków... ubliżać im, bić ich do krwi... W mieście oddalonym zaledwie o 20 km od granic Rzeszy Niemieckiej członkowie narodu niemieckiego nie mogą tolerować takiego stanu rzeczy. Nawet tak małe państwo, otoczone ze wszystkich stron przez naród niemiecki, myśli sobie, że może odgrywać się na Niemcach."


W takiej groźnej sytuacji Czesi postanowili postawić wszystko na jedną kartę i wysłali swojego prezydenta Emila Hacha. Gdy Emil Hacha wyruszał ku Berlinowi pociągiem specjalnym, tak naprawdę nic nie można było zdziałać, gdyż niemiecka machina wojenna już zbliżała się ku granicom okrojonego państwa, już teraz tylko czeskiego. O godzinie szóstej dnia 15 marca granice miała przekroczyć regularna armia niemiecka, jednak już wcześniej dnia 14 marca niektóre jednostki wzdłuż drogi do Ostrawy, aby zabezpieczyć wschodnie skrzydło ataku przed ewentualną interwencją Polski (wtedy to się Niemcy nas bali). I tutaj spotkała Niemców przykra niespodzianka, gdyż napotkali jednostkę wojska czeskiego, która jako jedyna stawiła opór okupantowi. Postaram się to teraz przedstawić bliżej tą sytuację, gdy 8 śląski pułk piechoty walczył z Niemcami. W kronice 8 pułku wydarzenie przedstawiono to tak:


"Dnia 14 marca 1939 r. wtargnęła armia niemiecka, mianowicie jedną ubezpieczoną kolumną, głównym traktem od Priboru, i na rozdrożu koło rzeźni miejskiej rozdzieliła się na dwie kolumny. Jedna kontynuowała marsz przez Mistek i chciała prawdopodobnie maszerować dalej na Vojkovice przez Dobrą, aby odgrodzić nową granicę polską (chodzi tu o granice ziemi zagarniętych Czechosłowacji przez Polskę podczas układu monachijskiego - dop. Julek) i w ten sposób zarówno zamknąć ją przed chcącymi przejść do Polski, jak i ubiec Polaków, którzy chcieli zająć Śląsk Cieszyński aż po Ostrawicę w myśl hasła "Ostrawica - polska granica" (to mi się podoba - dop. Julek).


Koło fabryki Cacanka, naprzeciw budynku urzędu finansowych , kolumnę tę jednak zatrzymał ogień otworzony przez wartownika, a następnie przez całą załogę wartowni w koszarach w tej fabryce.


W koszarach byli zakwaterowani rekruci wcieleni dopiero 1 marca 1939 r. Poza tym było tam zakwaterowanych 30 podchorążych i nadterminowych. Najstarszym dowódcą, który kierował ogniem, był kapitan Palik"

A oto jak przedstawia tę sytuację szeregowiec tego pułku Josef Parocha:


"Kiedy 14 marca wybuchła strzelanina i porwaliśmy za broń, początkowo nie wiedzieliśmy nawet, że walczymy z regularną armią niemiecka. Myśleliśmy, że to henleinowcy. A tymczasem byli to już niemieccy żołnierze, którzy obalili graniczne szlabany i wtargnęli do naszego państwa. Byliśmy jedynym garnizonem, który się bronił. Doświadczone wiarusy trzymały podwórze, a my, rekruci, leżeliśmy na dogodniejszej pozycji, wyżej, na dachu. Byliśmy tam dobrze osłonięci i mieliśmy stamtąd dobre pole ostrzału w dole. To była nierówna walka. My, w całkowitej izolacji, z karabinami i kaemami, a przeciw nam cała armia z armatami, czołgami i samochodami pancernymi. Niemcy wzywali nas kilka razy przez głośniki, abyśmy się poddali, ale my chcieliśmy utrzymać się jak najdłużej. Wreszcie dotkliwym ostrzałem zmusili nas do kapitulacji. Dopiero po kilku godzinach pojawiła się biała chorągiew i przyszli parlamentariusze. Kiedy potem wychodziliśmy z koszar, henleinowcy wygrażali nam uniesionymi pięściami, pluli na nas, obrzucali nas ordynarnymi wyzwiskami... Na dworze ustawili nas pod murem i wycelowali w nas karabiny maszynowe. To chwila, którą będę pamiętał całe życie. Chwila, gdy człowiek trzyma kolegę za rękę, zamyka oczy i czeka na salwę plutonu egzekucyjnego."


Tak wyglądały jedyne zdarzenia marcowych dni, które Czesi mogą zapisać w historii złotymi literami. Tymczasem, gdy dzielni żołnierze 8 pułku walczyli, Emil Hacha podróżował do Berlina nieświadomy tego, co się dzieje na granicy niemiecko-czechosłowackiej.


Rozmowy w Berlinie


W nocy z dnia 14/15 marca Emil Hacha dotarł do Berlina. Po przywitaniu godnym funkcji, jaką on pełnił, został zaproszony do Kancelarii Rzeszy, by przeprowadzić rozmowy z największymi niemieckimi osobistościami, czyli Hitlerem i jego gwardią przyboczną - Göringiem (marszałek Rzeszy), Keitelem (szef Naczelnego Dowództwa Sił Zbrojnych), Ribbentropem (minister spraw zagranicznych), Meissnerem (minister stanu), Dietrichem (szef prasowy rządu). Po przywitaniu Hacha pokrótce przedstawił propozycje Czechów. Wtedy Hitler rozpoczął swój jeden z dłuższych monologów, mówiący o tym, jak źle zachowują się władze czechosłowackie wobec Niemiec. Na koniec Hitler oświadczył, że koniec Czechosłowacji jest przypieczętowany, a Hacha jest tutaj tylko po to, aby podjąć decyzję na temat tego, jak będzie przebiegało wejście armii niemieckiej na teren Czech i Moraw. Prezydent strony czeskiej miał do wyboru tylko dwie możliwości:


1. Wejście oddziałów niemieckich przekształci się w bitwę. Opór byłby złamany siłą oręża, wszystkimi środkami, jakimi tylko Hitler dysponuje.
2. Wkroczenie wojsk niemieckich przebiegnie w spokoju, a wtedy Führerowi łatwo będzie zapewnić ziemiom niemieckim niejaką odrębność, autonomię i pewien stopień wolności narodowej.


Zmęczony i schorowany człowiek reprezentujący cały naród czeski miał teraz podjąć najważniejszą decyzję dotyczącą państwa czechosłowackiego i jego przyszłości. Hacha udał się na przerwę, podczas której miał podjąć decyzję. Jednak prezydent ciągle się wahał. Zadaniem Göringa i Ribbentropa było, więc naciskanie na Hachę. Coulondre pisze:


Göring i Rbbentrop byli niemiłosierni. Dosłownie ścigali Hache dookoła stołu, na którym leżały przygotowane do podpisu dokumenty, wciskali im w ręce pióro i niestrudzenie powtarzali, jeśli nie zostanie złożony podpis to za dwie godziny połowa Pragi legnie w gruzach i zmieni się w zgliszcza. A będzie to dopiero początek. Setki bombowców ponoć czekają na rozkaz startu, który zostanie wydany o godzinie szóstej rano, jeśli dokument nie zostanie podpisany. O tych naciskach mówił także Ribbentrop w rozmowie z Davidem Maxwell-Fyfem podczas procesu norymberskiego.


Sir David: Jak wynika z jego własnych zeznań przed sądem, Göring oznajmił prezydentowi Hasze, że wyda niemieckiej Luftwaffe rozkaz bombardowania Pragi.
Ribbentrop: Jeżeli Göring to powiedział, to oczywiście tak było
Sir David: Czy przypomina pan sobie słowa Hitlera, że o szóstej rano niemieckie wojsko wyruszy? Że niemal wstydził się dodać, iż na każdy batalion czeski przypadnie jedna niemiecka dywizja?
Ribbentrop: Możliwe, że coś takiego zostało powiedziane. Szczegółów sobie nie przypominam.
Sir David: Czy zgodzi się pan ze mną, jeżeli powiem, iż strona czeska podpisała układ pod groźbą akcji zaczepnej niemieckich wojsk lądowych i lotnictwa?
Ribbentrop: Pewne jest, że Führer powiedział prezydentowi Hasze, iż oddziały niemieckie rozpoczęłyby marsz, że pod wrażeniem tych słów... tak, ma pan racje.
Sir David: Czy zgodzi się pan ze mną, że ów dokument został podpisany pod niemożliwym do wytrzymania naciskiem i pod groźbą ataku?
Ribbentrop: Co to, to nie.
Sir David: Jaki większy nacisk na głowę państwa mogliście wywrzeć niż groźba, że wasze armie, mające olbrzymią przewagę, wkroczą do kraju, a wasze lotnictwo będzie bombardować stolicę?
Ribbentrop: Na przykład wszcząć wojnę.



Usłyszawszy te groźby Hacha był wyczerpany i niespełna sił. W końcu po wielu namowach Hacha zgodził się postawić podpis pod dwoma dokumentami. Pierwszy z nich wyglądał tak:


Wódz i kanclerz Rzeszy, w obecności ministra spraw zagranicznych Rzeszy von Ribbentropa, przyjął dzisiaj w Berlinie na ich życzenie czechosłowackiego prezydenta dra Hachę i czechosłowackiego ministra spraw zagranicznych dra Chvalkovskiego. Na spotkaniu w atmosferze całkowitej szczerości omówiono bardzo poważną sytuację, jaka w wyniku wydarzeń ostatnich tygodni zaistniała na terenie państwa czechosłowackiego. Obie strony zgodnie dały wyraz przekonaniu, że celem ich wysiłków musi być zapewnienie spokoju, ładu i pokoju w tej części Europy Środkowej. Prezydent czechosłowacki oświadczył, że dla dobra tej sprawy i dla ostatecznego przywrócenia spokoju składa los narodu i kraju czeskiego w pełnym zaufaniu w ręce wodza Rzeszy Niemieckiej. Wódz przyjął to oświadczenie i wyraził swoją decyzję, że bierze naród czeski pod opiekę Rzeszy Niemieckiej i że zapewni mu autonomiczny rozwój jego życia narodowego, opowiadający jego swoistym cechom.


Drugi dokument podpisany przez Hache brzmiał:


Rząd Rzeszy żąda:

1. ażeby siły zbrojne i oddziały policji pozostały w koszarach i złożyły broń;
2. ażeby wydany został zakaz odlotu dla wszystkich samolotów wojskowych, komunikacyjnych i prywatnych i ażeby samoloty wojskowe zostały przeniesione na lotniska pokojowe;
3. ażeby wszystkie działa przeciwlotnicze i przeciwlotnicze karabiny maszynowe zostały wycofane ze stanowisk i usunięte do koszar;
4. ażeby na lotniskach i w ich instalacjach nie zostały dokonane żadne zmiany;
5. ażeby tok życia publicznego nie był zakłócony, przeciwnie ażeby zapewniony był normalny przebieg pracy wszystkich urzędów, zwłaszcza kolei i poczty, które muszą pozostać do dyspozycji nowego posiadacza władzy wykonawczej;
6. ażeby nie wystąpiły żadne zakłócenia życia gospodarczego, a zwłaszcza żeby nadal prowadziły swoją działalność banki, handel i przemysł;
7. ażeby w publicznej wymianie poglądów, czy to w prasie, teatrze, radiu, czy przy innych publicznych okazjach, zważano na potrzebę całkowitej powściągliwości. Oddziały, które spróbują stawić zbrojny opór, zostaną natychmiast zaatakowane i zlikwidowane. Samoloty wojskowe, które opuszczą lotniska zostaną zaatakowane i zestrzelone. Lotniska, które przygotowują środki obrony, będą zbombardowane.


Czechosłowacki prezydent dr Hacha i czechosłowacki minister spraw zagranicznych dr Chvalkovsky przyjęli do wiadomości żądania strony niemieckiej, stanowiące warunek przeprowadzenia rozpoczętych działań wojskowych. W imieniu swego rządu zapewnili, że wszystkie posunięcia, które są niezbędne, aby te żądania były spełnione, zostaną natychmiast zrealizowane.


W ten sposób tak naprawdę czechosłowacki prezydent oddał cały naród czeski w ręce przywódcy państwa niemieckiego. Jedyna osobą, która mogła jeszcze podtrzymać honor Czechów, był ich minister obrony, jednak i on wydał krótkie oświadczenie, aby nie stawiać oporu:


Wojsko niemieckie, a mianowicie tak piechota, jak i lotnictwo, rozpocznie zajmowanie terytorium republiki dnia 15 marca 1939 r. o godzinie 6 rano. Poczynaniom tym nie wolno stawiać nigdzie oporu, ponieważ najmniejszy incydent może mieć ogromne następstwa i spotkamy się z akcją odwetową przeprowadzoną z całą brutalnością. Wszyscy dowódcy mają oczekiwać na wkroczenie w swoich jednostkach i podporządkować się dyrektywom, które będą im przekazane. Lotnictwo wojskowe i cywilne musi pozostać na swoich miejscach, OPL nie będzie uruchomiona. Żadne samoloty nie mogą być ostrzeliwane.


15 marca 1939 roku na terytorium państwa Czechosłowackiego wdarła się armia niemiecka. Nie spotykając żadnego oporu, zajęła szybko terytorium tego państwa. Czechosłowacja poddała się bez jednego wystrzału. Honor został splamiony, a przed Czechami jest sześć lat okupacji.


Bibliografia: Miroslav Moulis "Akcja Märzwirbel"


Konflikty Zbrojne Numer 12 | Sierpień 2005                                                    poprzednia strona | spis treści | następna strona
Numer złożony dnia 5 czerwca 2005 roku. Wszystkie prawa zastrzeżone dla Konflikty Zbrojne ® «2005»