« poprzednia | spis treści | następna »  
Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia
Wotas

Dobrą grę zrobić jest ciężko. Praca długa, mozolna i zapewne męcząca. Najtrudniejsze jest wymyślenie czegoś oryginalnego, ciekawej fabuły, fajnej rozgrywki i wszystkiego tego, czego kto oczekuję. Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia z pewnością nie należy do gier ambitnych. I o ile zekranizowana powieść Tolkiena jest wspaniałym przeniesieniem krainy Śródziemia na ekrany kin, tyle gra i próba skomputeryzowania WP nie dosięga jej nawet do pięt. Programiści mieli: znakomitą historię, bohaterów, świetny klimat. Ale to, co z tego zrobili jest żałosne.

Gdyby ktoś kiedyś zapytał się mnie jak miałaby wyglądać gra na podstawie WP długo bym się nad tym zastanawiał. Z pewnością pierwszorzędną role musiałby odgrywać klimat, ale co z resztą, z samą rozgrywką? Czy powinna to być przygodówka, strategia, rozbudowany erpeg? Z pewnością tak, pole do popisu jest dość szerokie, ale ludzie z Surreal mieli inne, własne poglądy, zresztą niezbyt słuszne. Z bajkowego świata fantasy zrobili radosną wyrzynankę. Wszystkiego bym się spodziewał, ale nie tego. To jest wyraźne pójście na łatwiznę, ale i tak nieudane.

Wszystko zaczyna się z grubej rury. Kilka zdań we wstępie i już widzimy Gandalfa u Froda. Czarodziej opowiada o mocy pierścienia, o tym, jaki to on zły jest, i że trzeba go zniszczyć. Wyjawić wam musze, że gdy to oglądałem na mej twarzy pojawiła się dziwna mina - zdziwienia i politowania. Czy nikt z robiących tę grę nie zauważył, że wygląda to bardzo, ale to bardzo sztucznie? Nie wspominając nawet o dialogach. Wyraźnie widać, że nikt nie starał się wczuć w odgrywaną postać, zdaję się, że wszyscy czytali z kartki. Drętwe, nienaturalnie wypowiadane zdania skutecznie mnie odstraszyły. Gra mająca taki potencjał została aż tak zbłaźniona. Współczuje Tolkienowi.

Przedstawiona w powyższym akapicie sytuacja to najzwyklejszy w świecie przerywnik filmowy wykonany na enginie gry. Nie mam absolutnie nic do zarzucenia takiemu zabiegowi, wszak sposób taki najczęściej jest wykorzystywany w przerwach między kolejnymi fragmentami gier. Do czegoś jednak muszę się przyczepić - do prostoty i dziwności, bezsensownych rozmów, bohaterów stojących najczęściej w miejscu i nie posiadających odpowiednich dla siebie cech (oczywiście wedle tolkienowskiego światka). Całość zaś wygląda na niezbyt mądre posunięcia liczone w dziesiątkach, jeśli nie w setkach. Ta gra wręcz poraża swoim dziwactwem i niedopracowaniem.

Sama rozgrywka na początku jest bardzo miła. Kierując Frodem zwiedzamy okolice zamieszkane przez hobbitów i rozmawiamy z napotkanymi postaciami. Właściwie to tylko wysłuchujemy, co mają do powiedzenia, nie mamy żadnego wpływu na dialogi. Od kilku osób otrzymujemy króciutkie, poboczne zadanka, mające na celu zapoznanie się ze sterowaniem i interfejsem. Przyznam, rozpoczęcie mi się spodobało, myślałem, że gra jest fajna. Do czasu...

Później jest już tylko gorzej, z klimatycznej wędrówki powiernika pierścienia gra zamienia się w ciągłe eliminowanie napotkanych złych istot. Nawet sama walka została maksymalnie uproszczona. W przypadku Hobbitów to rozumiem, że nie są stworzone do walki i nie wymagam od nich wielkich aktów bohaterstwa na polu bitwy. Lecz, gdy w późniejszej części gry kierować będziemy Aragornem, zauważymy prostotę systemu potyczek. Jeśli to miała być rasowa zręcznościówka, przydałaby się możliwość jakiegokolwiek wykorzystywania tej zręczności. A tu nie ma żadnego kombinowania (no, może jest - z dwa, czy trzy razy :)) a nawet jakichkolwiek najprostszych i określonych sekwencji ciosów zadawanych mieczem. Wszystko ogranicza się do "kliknij, cofnij się, podejdź, kliknij, cofnij się, podejdź..." i tak do znudzenia.

Graficznie gra prezentuje się całkiem, całkiem. I choć nie ujrzymy żadnych powalających efektów to i tak powinniśmy być zadowoleni. Świat fantasy wygląda tak, jak wyglądać powinien - kolorowo i okazale. Choć z tym drugim można się kłócić, gracz pozbawiony został możliwości przechodzenia misji wedle własnych decyzji, jego ścieżka jest jedna i ustalona. Jednym słowem - gra cholernie liniowa jest :). I nudna w dodatku, brak jakichkolwiek ciekawych czy ambitnych zadań sprawia, że zabawa staje się po krótkim czasie bardzo monotonna. Zbyt długo jednak się nie nanudzimy, gdyż i tak wszystko szybko się skończy, dobre i to. Osobiście grę ukończyłem pewnej nocy za jednym podejściem (zginęło się oczywiście kilka razy), na oko było to jakieś 4-5 godzin. W dodatku niemożność ustalenia poziomu trudności sprawia, że drugi raz do gry nie opłaca się wracać, chociaż jeśli ktoś lubi okaleczać swoją cierpliwość i nerwy - czemu nie?

Animacje i sama walka postaci również zasługują na pochwałę, ale jak w każdym aspekcie tej gry, także w tym znaleźć można pewne luki i niedociągnięcia. Po pierwsze - czemu Aragorn nie potrafi skakać? Po drugie - dlaczego Hobbit jest w stanie swym patykiem pokonać olbrzymiego trola? Po trzecie - co sprawia, że postacie tak często się gubią (kilka razy naszym celem jest odnalezienie tych zgub)? Po czwarte - wielce denerwująca jest praca kamery, na otwartym terenie żadnych zastrzeżeń nie mam, ale będąc w Morii - pociąć się można, jest aż tak źle. Kolejne punkty mógłbym wypisywać godzinami, ale tak nie zrobię - nie umiem dalej liczyć a także nie chcę mi się :). Oszczędzę Wam przy okazji trochę czasu. Jednak nie... Jest jeszcze coś, co nie tyle, co wkurza, co dziwi. Otóż postacie, które nam w danej misji towarzyszą są nieśmiertelne. Sprowadza się to do tego, że nawet będąc Aragornem wystarczy zdawać się na wole walki Hobbitów. Wytłuką wszystkich, nawet całe oddziały. A my możemy spokojnie stać z boku i obserwować ich działania.

Nie sposób natomiast przyczepić się do oprawy dźwiękowej czy muzycznej (chyba, że wliczyć w to dialogi, wtedy jest czego się czepiać a całość wypada dużo gorzej). Zresztą w tej kwestii nie lubię się zbytnio rozpisywać i powiem krótko i zwięźle - dobrze jest ;).

Komputerowa edycja pierwszej części Władcy Pierścieni to gra, co tu ukrywać - słaba. Jedynym, co może się w miarę podobać jest to, co widzimy. Ale cała reszta, czyli ogół innych elementów wpływających na grywalność tego produktu wypada miernie. Kolejny raz dostrzec można próbę łatwego wzbogacenia się. To sukcesie filmowym WP, gra była towarem niejako masowym. Producenci żerowali na rozgłosie tej niewątpliwie jednej z lepszych powieści fantasy (jeśli nie najlepszej). Z mizernym jednak skutkiem. Jednym słowem - komercja.




Początek
Ładny świat fanstasy
Audio
Kaprawe i sztywne dialogi
Nieudolna zręcznościówka
Schematyczność akcji
Producent: Surreal
Wydawca: Vivendi Universal Publishing
Dystrybutor: Play It
Gatunek: Zręcznościówka / akcja
Premiera: 2002
WWW: http://www.lotr.com/
Wymagania: P600 128MB RAM i 32MB akcelerator




« poprzednia | spis treści | następna »