« poprzednia | spis treści | następna »  
Black Mirror
Vigmyn

Życie gracza to sprawa piękna, ale tylko do czasu, aż trafi się na coś, czego nie wspomina się tak miło, jakby się chciało. Jak dotąd żyłem sobie wyjątkowo beztrosko, bo nie dane mi było doznać tego uczucia, ale nic nie trwa wiecznie. Trafiło mi się ostatnio Black Mirror. Jako że była to przygodówka, której demo nawet mi się podobało, to przyjąłem ją wyjątkowo ciepło. Niestety okazał się być to wilk w owczej skórze, ale nie uprzedzajmy faktów.

Do Black Mirror jest dołączona mała broszurka, która powinna robić nam za instrukcję. Od biedy się nawet nadaje. Na niej to znalazłem nieco informacji o grze (nie było to trudne na tych 4 stronach minus strona tytułowa). Jak tam pisze, Black Mirror to gra zawierająca:
* skomplikowane zagadki
* zaskakujący scenariusz
* niepowtarzalny klimat
* realistyczne animacje
* ponad 150 lokacji
* 200 stron dialogów
I ja nieszczęsny dałem się na to nabrać... :(

Na pierwszy ogień niech idzie tradycyjnie fabuła, ponoć najważniejsza w przygodówkach. I co też nam zaserwowali koledzy Czesi? Jest rok 1982. Animujemy ni(e)jakiego Samuela Gordona, który po długiej nieobecności przybywa do rodzinnej posiadłości na pogrzeb swojego wuja (czy też dziadka, już nie pamiętam) Wiliama. Okoliczności śmierci Wiliama nie są jednak do końca jasne i samobójstwo, jakim jesteśmy z początku karmieni, okazuje się tylko pozorem. Co zatem się kryje pod tym jednym z licznych tajemniczych morderstw? Rodzinna klątwa! [tu słychać grzmoty...] Tak! Na ród Gordonów została rzucona straszliwa i okrutna klątwa, która teraz właśnie zbiera swoje żniwo. Co nam pozostaje? Poznać prawdziwą historię rodu Gordonów, kilka rodzinnych tajemnic (równie przeraźliwych jak ów niecny czar), dowiedzieć się, kim jest morderca i powstrzymać dalekiego krewniaka przed niezapowiedzianą wizytą z piekieł. Banał.

A jak wy oceniacie opowiedzianą przez twórców historię? Czy to ma być TEN zaskakujący scenariusz? Zła odpowiedź. To jest ten scenariusz, tylko nieco mniej zaskakujący niźli był w zamiarach. No dobra, nie będę takim zrzędą. Scenariusz nie jest w końcu taki zły, tylko że przydałoby się więcej zwrotów akcji, które zdynamizowałyby nieco tę grę. Miast tego prowadzimy długie i nieco monotonne śledztwo mające na celu przybliżyć nas do prawdy. Całość przypomina układanie puzzli, których elementy są rozrzucane po całym pokoju. Bohater lata z miejsca na miejsce zbierając każdy strzępek informacji i wplata je razem z innymi w całą historię. Jest ona dość ciekawa, trzeba to przyznać, ale co z tego kiedy, zaczyna wpierw nużyć, a potem irytować?

Jeśli już przy irytacji jesteśmy... pozwólcie, że przejdę od razu do najgorszej rzeczy w grze. [W tym momencie zalecana jest duża wyrozumiałość dla osoby autora, bo jest teraz zdolny do wszystkiego. W każdym razie ostrzegałem.] Dialogi. Nie ma co, twórcy pokazali się z najlepszej strony prawie na starcie. W tym przypadku prawdą jest to, co mówią stereotypy - Anglicy są flegmatyczni (czyli mają problem z wykrztuszeniem zalegającej w gardle flegmy), a przynajmniej w tej grze. Prawie każde dialogi trącą tutaj może nie tyle amatorszczyzną, co brakiem zaangażowania. W wypowiedziach postaci trudno doszukać się jakichkolwiek oznak ekspresji uczuć, co daje wrażenie, jakoby żałoba po zmarłym Wiliamie miała trwać parę dni. A niech i sobie trwa, ale żeby w całej okolicy zamku i miasta? A już szczytem wszystkiego jest postać Jamesa, syna Wiliama, który, spędziwszy kilka lat w zakładzie psychiatrycznym (notabene eksperymentującym na swoich pacjentach), powinien mówić głosem tak chorym i przerażonym, że samo jego brzmienie powinno świdrować mózg i jeżyć włosy na plecach. A co też robi komputerowy Dżejms? Wypowiada się bez zająknięć i bardzo płynnie jak na osobę z chorobą psychiczną. Kiedy wspominał swój pobyt w szpitalu i eksperymenty na nim przeprowadzane, robił to głosem tak normalnym, że myślałem, iż zwrócę zaraz obiad. Po prostu katastrofa! Ja mam osobiście taką teorię, że do podkładania głosów zatrudniono tutaj nie aktorów, ale lektorów. Jeśli chcecie mieć pełny obraz tego, jak wyglądają dialogi a la Black Mirror - przypomnijcie sobie jakikolwiek odtwarzany tekst z kasety do nauki języka angielskiego. Piękny akcent i brak większego wczucia się w rolę... Może i myślicie teraz, że przesadzam, ale to nieprawda. Tego naprawdę słucha się gorzej niż kazania w kościele. Co prawda zdarzają się wyjątki jak sąsiad Jamesa w szpitalu psychiatrycznym (tak właściwie to tak powinien mówić sam James!), ale to tylko kropla w morzu. A szkoda... Całe szczęście, że przynajmniej postarano się dopasować odpowiednio głosy. Chociaż to jest godne pochwały, bo (prawie) każda postać mówi takim głosem, jakim prawdopodobnie wypowiadałaby się w rzeczywistości.

To jeszcze nie koniec w kwestii dialogów. Jako że gra została zlokalizowana (kinowo), to mamy przyjemność(???) przeczytać treść dialogów w naszym ojczystym języku. Nie będę kłamał, że wielce uradowałem się z tego powodu, ale ta gra i tak przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Tak fatalnej polonizacji jeszcze nigdy nie widziałem, i na pewno nie z powodu mojego braku doświadczenia. W tym tekście jest więcej buraków niż na polu buraczanym! Przezornie spisałem kilka tych kwiatków - z nazw mamy przedmioty takie jak "górniczy wózek wózek górniczy" czy "wysuszona fontanna wyschniętaosuszona fontanna", do tego dochodzą ciekawsze nazwy, takie jak "sekretny pasaż" dla określenia tajnego przejścia lub nazwanie konewki "puszką" (a całe szczęście, że nie konserwa). W samych dialogach mamy zaś (już nawet pomijając parę błędów merytorycznych i pojawiający się od czasu do czasu tekst po angielsku) bardzo częste powtarzanie bądź pojedynczych słówek, bądź też całych zdań! Co jeszcze lepsze, potrafią one być pisane inaczej, jak np. "Nie ważne. Nieważne.". Nie wiem jak wy, ale ja mam wrażenie, że gdy kolesie dostali przetłumaczony tekst, to wklepywali parę jego wersji by później zastanowić się, która będzie lepiej brzmieć. I wtem wpada szef krzycząc:
- Dobra, sprężać się, termin mamy na jutro!
- Ale my jeszcze nie skończyliśmy...
- To kończcie, byle szybko.
I skończyli bardzo szybko, nie przejmując się poprawkami. Bardzo niedobrze. Ale jest coś, co w tej polonizacji mi się jednak spodobało. W tle menu można zobaczyć tekst po angielsku, lecz wystarczy wcisnąć jakąkolwiek opcję, by zmienił się na pierwotny język programistów - czeski. Nie jest to co prawda coś, co utrudnia grę, ale warto zwrócić na to uwagę. Nie wiem jak wy, ale ja pierwszy raz grałem w trójjęzyczną wersję jakiejś gry. :) Polonizacja jako całość - 3/10.

Coś jeszcze? W zasadzie tak! Chodzi mi o te "realistyczne animacje", którymi chwalą się dystrybutorzy. Powiem krótko - postacie poruszają się pokracznie! Już w stareńkim The Longest Journey (6 lat!) postacie były bardziej żywiołowe, a tutaj? Śmiechu warte! Co więcej, na taką "animację" postaci przeznaczono naprawdę małą ilość klatek i ponadto, nie wiem czemu, postacie poruszają się baaardzooo pooowoooliii, zupełnie jakby każdy nosił ubranie nie prane od dwóch miesięcy. A może to znowu ta flegmatyczność Anglików? Najlepsza ze wszystkich "animacji" jest w momencie, w którym musimy odstrzelić kłódkę, a my mamy w tym celu tylko jeden pocisk. Co dyktuje zdrowy rozsądek? Wycelować dokładnie, a im bliżej, tym lepiej. Ale nie Samuel, on musi pokazać, jaki z niego twardziel. Odchodzi na jakieś dwa, trzy metry i strzela z biodra! Genialne! I to ma być realistyczne? No, chyba że mówimy o animowanych przerywnikach. W tym przypadku to raczej trudno mi określić, czy animacja sennego koszmaru jest realistyczna. Mam za mało materiałów do porównań. Podsumowując to, co na razie napisałem: dialogi to porażka totalna! Postacie nie mówią, jak należy i poruszają się tak, że lepiej na nie nie patrzeć, a tekst jest przetłumaczony okropnie. Cóż zatem robić podczas dialogów? Obserwować tła? Są głównie statyczne, więc nudzą się po góra 5 minutach. Chyba pozostaje próbować się nie zanudzić na śmierć...



No dobra. Na razie cały czas narzekałem, a gra nie jest wcale taka zła. Tym, czego nie mogę jej odmówić, jest na pewno klimat. Tu się postarali nieco bardziej. Gra jest stylizowana na lekki horror i mimo że nie straszyła jak legendarne Sanitarium, to raz czy dwa dane mi było podskoczyć na krześle, gdy w grze walnął piorun, a to już o czymś świadczy. Poza tym dość ciekawe są miejsca, które przyjdzie nam odwiedzić: szpital dla obłąkanych, prosektorium, kościół, starą, zawaloną kopalnię oraz kilka krypt rodzinnych ukrytych przed nieproszonymi gośćmi. Na owy klimat bardzo dobrze wpływa także wygląd gry (pomijając już te nieszczęsne postacie). Tła są robione z niezwykłą starannością i na pewno mogą się podobać. Warto przy tym zauważyć, że, mimo iż gra jest utrzymywana głównie w bardzo ciemno-posępnej atmosferze, graficy i tak popisali się różnorodnością. Co prawda kolorem dominującym jest czarny, ale lokacje i tak są zrobione z dbałością o szczegóły, choć jak na mój gust są za bardzo statyczne.



Kolejną rzeczą, której autorzy nie zniszczyli w grze, są dźwięki. O ile postacie nie brzmią jak należy, o tyle muzyka i odgłosy zasługują na najwyższą notę! Muzyka występująca w grze jest naprawdę dobra. Utworów nie ma co prawda bardzo dużo, ale tych, co są, nie sposób nie docenić, poza tym pojawiają się tylko w krytycznych momentach, co jeszcze lepiej wpływa na klimat. W kwestii dźwięków muszę jeszcze wspomnieć, że każdemu z przedmiotów przy podnoszeniu z inwentarza przyporządkowano inny odgłos. Tak więc moneta charakterystycznie dzwoni, papier szeleści, woda pluska, a książki wydają odgłos, jakby się je faktycznie odkładało na półkę. Miło, że ktoś o tym pomyślał, bo pozwala to jeszcze lepiej wczuć się w grę.



Na koniec zostawiłem te "skomplikowane zagadki". Black Mirror jest klasyczną przygodówką także pod względem zagadek. Mamy tu zatem głównie podnoszenie przedmiotów, które logika nakazywałaby zostawienie na miejscu, i szukanie miejsca, gdzie można byłoby znaleźć dla nich jakieś wykorzystanie. Na szczęście twórcy nie ograniczali się tylko do tego i zadbali, by monotonia nam nie groziła, tak więc staniemy także przed takimi problemami jak układanie symboli na tajemniczych ołtarzach, parę zagadek słownych, a także (co, przyznam, spodobało mi się) układanie zdjęcia z podartych kawałków, a i to nie są wszystkie. W kwestii zagadek jest także coś, co mnie mocno zirytowało. W paru miejscach nierozważność i zbytnia ciekawość może doprowadzić Samuela do grobu, a nas do białej gorączki. Ile to przekleństw poleciało z moich ust, gdy parę razy zginąłem w tym samym momencie, a na domiar wszystkiego można się z tego powodu w pewnym momencie także zaciąć! Na amen, a to w przygodówkach uważam już za grzech śmiertelny. Poza tym Black Mirror nie wystrzegło się wady dużej części przygodówek (także tych najlepszych) - poziom trudności rośnie tutaj tylko do około 80% gry, a potem już idzie z górki i gra prawie przechodzi się sama.

Co jeszcze w kwestii tej gry można napisać? Filmiki są takie, jakie są, utrzymują się raczej na przeciętnym poziomie. Gra jest dość długa (około 20 godzin) i miejscami naprawdę trudna, ale niektórzy mogą to uznać za zaletę. Na uwagę zasługuje także to, że w dialogach można wybrać czasem dwie wersje jego przeprowadzenia. Gdyby tylko miało to jakiś wpływ na jego efekt, to już byłbym w niebie, ale wygląda na to, że twórcy mieli jakiś koncept rozwiązania problemu, lecz od niego odeszli, a te opcje zostały jako "odpad" tamtego pomysłu. A szkoda, bo wygląda na to, że gra miała być w założeniach nieliniowa. No i to zakończenie jest takie... rozczarowujące. Co prawda odkrycie, kto tak naprawdę był mordercą, było dla mnie małym zaskoczeniem, ale zakończenie i tak było mało ciekawe.

Na koniec muszę przyznać, że przed skończeniem tej recenzji miałem okazję przejrzeć parę innych... i ciągle nie wiem, co też w tej grze jest takiego, czego ja nie dostrzegłem. Może to tylko ja? Byłbym za to bardzo rad, gdyby znalazł się ktoś, kto przekona mnie, że Black Mirror nie jest taką złą grą, a że w moim odczuciu jest, to ocena jest taka, a nie inna, i wystawiłem ją za to, jaka jest gra, a nie za to, jak przedstawiają ją spece od marketingu. Może następnym razem Future Games (i polski dystrybutor) spisze się lepiej?

Po części klimat
Muzyka i dźwięki
Jest dłuższa niż inne przygodówki
Zagadki są nawet ciekawe
KOSZMARNA POLONIZACJA!
Postacie poruszają się co najmniej pokracznie
Ogólnie dialogi
I czemu niby mogę zginąć w przygodówce?!
Niewykorzystany potencjał gry
gatunek: przygodówka
data premiery: koniec roku 2003
producent: Future Games
wymagania: Win 98/ME/XP/2000, Pentium II, 64MB RAM, DirectX 7.1



PS. Z ostatniej chwili. Kiedy przyszła w odwiedziny do mojej mamy moja ciocia wraz z dziećmi, a ja nie miałem czym zająć 10- i 8-letniego kuzynostwa, to pokazałem im w akcie desperacji Black Mirror. Zajęli się tym aż do końca wizyty. Nawet im się podobało! W podzięce za to dodaję Black Mirror do oceny plusika, żeby nikt nie mówił, że mam serce z kamienia.

« poprzednia | spis treści | następna »