« poprzednia | spis treści | następna »  
Brothers in Arms: Road to Hill 30
Caleb

Jako małe dziecko uwielbiałem bawić się w wojnę, biegać z kumplami między krzakami, domami i strzelać do siebie wyimaginowanymi kulami z drewnianych pistoletów. Kiedy się dorosło, nadeszła era komputerów, na które, po nakręceniu "Szeregowca Ryana" oraz "Kompanii braci", zaczęło wychodzić coraz więcej wojennych strzelanek. I dobrze, bo lubię je; czytelnik mój, a zarazem gracz, zapewne również.

6 czerwca 1944 roku na wybrzeżach Normandii rozpoczęła się operacja pod kryptonimem "Overlord". Była to diablo trudna misja, ale od jej powodzenia zależała przyszłość wojny, więc do jej realizacji użyto szalenie wielkich środków. Ważnym elementem powodzenia zadania była 101. Dywizja Powietrzno-Desantowa, która miała zostać zrzucona na tyłach wroga w celu zajęcia strategicznych punktów. Wśród wielu śmiałków z tej dywizji znalazł się także Matt Baker. Nie trafił najlepiej, ponieważ desant 101. Dywizji, ukryty pod kryptonimem "Chicago", został wykonany kilka godzin przed lądowaniem wszystkich wojsk na plażach Normandii, dlatego chłopaki mogli liczyć tylko na siebie, w środku nocy, na wrogim terytorium. Dobrze, że to tylko gra.

Znajdujesz się w samolocie, który bynajmniej nie jest luksusowym odrzutowcem, a zwykłą, wojskową Dakotą, w której nie słychać nawet własnych myśli. Zresztą o czym można myśleć kilka kilometrów nad ziemią, kiedy zaraz ma się zostać zrzuconym do piekła? Tylko czeka się na zapalenie zielonej lampki, która sygnalizuje, że czas wykonać skok za wolność, za honor, za ojczyznę. Te hasła są szczególnie bliskie naszemu bohaterowi, w którego skórę mamy się wcielić. Nie jest on przykładem drącego się dowódcy, który nie boi się kul, a wszyscy mówią, że ma "cojones", ale też nie jest tchórzem, który położy się na polu walki albo ucieknie do domu. Po prostu - zwykły żołnierz, pod którego dowództwo oddano kilku równie wystraszonych ludzi. Wiedzieć bowiem musisz czytelniku, że na wojnie nie istnieje coś takiego jak brak strachu. Wszyscy się boją, ale niektórzy potrafią to lepiej ukryć.

Największa innowacja w porównaniu z konkurencyjnymi tytułami zaszła w sferze dowodzenia. Teraz podlegają nam dwie grupy: szturmowa i wsparcia, którym możemy wydawać rozkazy. Nie sądźcie jednak, że dostaniecie możliwość skomplikowanego dowodzenia w stylu "ty zajdź ich od tyłu, ty rzuć pięć sekund przed nim granat, zaś wy trzej wbiegnijcie od lewej flanki, natomiast pozostali ustawić się za murkami i ostrzeliwać". Nic z tych rzeczy. Po prostu możemy grupie wsparcia rozkazać ostrzelać ufortyfikowanego wroga, a szturmowcom nakazać napad na przeciwnika od flanki. Normalna, rutyniarska robota, jaką powtarzać będziemy kilkadziesiąt razy podczas gry. Pomocna w tym wypadku może się okazać mapa taktyczna, dzięki której zobaczyć można pole walki od góry. Jednak, szczerze mówiąc, nie używałem jej, ponieważ lubuję się w klimatach chaosu wojennego, paniki bitewnej oraz całkowitego szaleństwa na polu walki, a takowa mapa tylko psuje klimat.

O ile same wydawanie rozkazów, chociaż może wydawać się skomplikowane, zostaje przez gracza szybko zrozumiane, o tyle już samo poruszanie Mattem zawodzi. Największe zastrzeżenie mam do faktu, iż nie można się wychylać zza winkla. Przecież w każdej dobrej strzelance to już normalka, by nawet nie rzec - element jak najbardziej potrzebny i nie do wyobrażenia jest jego brak, a tu taka przykra niespodzianka. Na samym początku myślałem, że to wina dziwnego ustawienia klawiszy. Baker, prócz tego, że nie potrafi wychylać się zza rogu, nie posiada też umiejętności - uwaga! - czołgania się. Naprawdę ciężko jest mi wytłumaczyć, jak można było zapomnieć o dwóch tak ważnych elementach w poruszaniu się naszego głównego bohatera. Na normalnej wojence straciłby dawno głowę, a osoba odpowiedzialna za ten element gry w firmie Gearbox Software przynajmniej kilka dolarów mniej w portfelu mieć powinna. Czyżby w dzisiejszym świecie już nie było pieniędzy na etat testera?



Na szczęście nie sposób przyczepić się do klimatu gry, ponieważ ten jest świetny. Nie mamy się w końcu czemu dziwić, przed "Brothers in Arms: Road to Hill" wyszło przecież kilka podobnych tytułów, na czele z serią "Medal of Honor" i "Call of Duty", więc panowie z Gearbox mieli z czego brać przykład i skąd kopiować sprawdzone patenty. Jednak nie myśl graczu, że wyszło to grze na złe, bynajmniej - jeśli chodzi o misje czy pole walki, to najlepiej brać od najlepszych. W przygodzie Matta, ludzie mający do czynienia z wyżej wymienionymi tytułami, poczują się jak u siebie i będą zachwyceni. Wszystko, co widzimy na monitorze, dzieje się w szaleńczym tempie. Za plecami ktoś krzyczy, wokół słychać wybuchy, latające kule, a my musimy reagować diablo prędko na zmieniające się wydarzenia na polu walki. Sami wiecie - tu wyjedzie czołg, tam grupka Niemców wybiegnie i tak się wszystko kręci, dopóki nie ukończymy gry.

Dodatkowo na rzecz klimatu działa również możliwość wydawania naszym ludziom rozkazów. W tym wypadku stajesz się odpowiedzialny za "braci" z oddziału, a więc w pewnym sensie się do nich przywiązujesz. Przynajmniej ja tak miałem. Może mówienie o wyrzutach sumienia po wydaniu złego rozkazu, to za wiele powiedziane, ale człowiekowi się smutno zrobiło, kiedy jakiś Niemiec zabił podwładnego. W normalnych strzelankach gracz nie zwraca uwagi u boku kogo walczy, ponieważ wszyscy robią, co chcą, a w takim SWAT czy Brothers in Army to my za nich odpowiadamy i nawet co poniektórych się nazwiska pamięta. Na szczęście po pewnym czasie do człowieka dochodzi, że to zbiór zer i jedynek, ale to dopiero po wyłączeniu gry.



W nasze ręce oddano arsenał znany z innych strzelanek, których akcja toczy się podczas drugiej wojny światowej. I tak dostaniemy w nasze łapki: M1911 - czyli zwykła "czterdziestkę piątkę", której używać prawie w ogóle nie będziemy; maszynówki takie jak Thompson; snajperkę Bolt-Action. Należy wspomnieć jeszcze o bazooce i Browningu, za pomocą którego możemy zrobić ostrą sieczkę z wrogich oddziałów. Jakby tego było jeszcze mało, możesz, graczu, używać broni niemieckiej, więc i Mauser w twe ręce trafi, MP40 też zapewne kilka razy użyjesz, nie wspominając już nawet o Panzerfauście. Warto dodatkowo wspomnieć o rękach, które trzęsą się naszemu wojakowi podczas celowania i strzelania, co należy grze zaliczyć in plus.

Brothers in Arms pod względem graficznym prezentuje się średnio w porównaniu z innymi strzelankami. Dziele panów z Gearbox najbliżej do wszystkim znanego Call of Duty po lekkiej ewolucji, dlatego nie jest źle i nikt nie wymagał od tego tytułu fajerwerków graficznych na miarę Half-Life'a 2 czy Far Cry. Ludzie wykonani są bardzo dobrze, podobnie jak broń. Przyczepić się można trochę do tekstur, które nie wyglądają zbyt estetycznie. Na szczęście poziom grafiki nie powinien przeszkadzać nikomu. Niestety nie ustrzegnięto się kilku większych błędów, z których najważniejszym są niewidzialne ściany. Drugim anachronizmem, którego być nie powinno i myślałem, że już dawno odszedł w zapomnienie, są znikające ciała. O ile druga wada nie przeszkadza, tak niewidzialne ściany potrafią być wkurzające, szczególnie dla kogoś, kto ceni sobie wolność działania w grze.

Warto wspomnieć o tym, że gra została spolonizowana przez firmę Cenega. Brothers in Army może nie jest przykładem, jak należy dobrze tłumaczyć gry, ale na szczęście większych wpadek nie zanotowałem. Mnie osobiście najbardziej do gustu przypadła polonizacja kinowa, a więc kwestie mówione pozostawione są w oryginale, zaś napisy pod spodem są po polsku. Jeśli jednak ktoś nie lubi czytać, dodano pełną polonizację i wszystkie rozmowy będą się z naszych głośników wydobywać całkowicie w naszym języku, a nie po ichniemu. W rolę lektora wcielił się człowiek podkładający głos w polskiej wersji "Band of Brothers", czyli Jarosław Łukomski. Wyszło to nawet ciekawie, ale mówiona wersja angielska jest lepsza.

Brothers in Arms: Road to Hill 30 dostałoby u mnie 9, gdyby nie kilka głupich wpadek, o których napisałem wyżej. To, co najważniejsze w tego typu grach (czyli klimat) jest bardzo dobre, jednak kilka rzeczy naprawdę irytuje, ale jeśli cenisz sobie gry wojenne, a Call of Duty kończysz po raz dziesiąty, nie wspominając o kolejnym odstresowaniu się na plaży Omaha w Medal of Honor, to BiA również ci się spodoba.




Klimat
Możliwość wydawania rozkazów
Bawi bardzo dobrze
Kilka wpadek, które opisałem w recenzji :)
Rodzaj gry: FPP osadzony w realiach wojennych
Producent: Gearbox Software
Dystrybutor: Cenega Poland




« poprzednia | spis treści | następna »