|
Podobno Lufia ma swoje korzenie na SNES-ie i PSX-ie (i kto wie, gdzie jeszcze). Kiedy się o tym dowiedziałem, było to dla mnie wystarczającą rekomendacją, by zagrać. No bo przecież po co przenosić jakąś marną grę na coraz to nowsze konsole? To, co zastałem na GBA, niestety zawiodło mnie.
Już po pierwszym spojrzeniu na grę poczułem się jakoś nieswojo. Ta grafika jakoś do mnie nie trafiła. Z jednej strony jest niby ładna, wystarczy spojrzeć na screeny, ale z drugiej strony jakaś taka dziwna. Wnętrza i różnego rodzaju pola, łąki i groty wykonane są jeszcze jako tako, ale jak zobaczyłem rodzinne miasto bohatera, to od razu się zniechęciłem do dalszej gry. Wszystko takie kwadratowe, szare, a ludzie brzydcy. Podobnie w następnym, dość sporym mieście.
Nawet nie chciało mi się wchodzić do budynków. Panowała tam jakaś aura niechęci i ogólnej brzydoty. Postać naszego bohatera jest niewiele lepsza. Cała jakaś taka kanciasta i słabo animowana. Od razu przypomina mi się Final Fantasy V. Jest jakby żywcem wyciągnięta z tej gry (jak znam życie to tylko mi się tak wydaje :)).
Wyrwałem się z tą grafiką, a przecież to fabuła jest najważniejsza w jRPG. Ojciec głównego bohatera jest łowcą i, jak to łowca, wyrusza w świat. Rodzina jest bardzo nieszczęśliwa i po upływie trzech lat syn owego łowcy również postanawia zostać nie kim innym, jak tylko łowcą. Grę zaczynamy w dniu egzaminu na łowcę. No tak, fabuła powala na kolana. Ale nic to. Idziemy przez te brzydkie miasto, mijamy brzydkich ludzi i kierujemy się do brzydkiego zamku. Od brzydkiego kolesia dowiadujemy się, że musimy iść na sam dół lochów, czy co tam mają pod zamkiem, i poczytać jakąś rymowankę. Oczywiście żeby nie było za prosto, to mieszka tam pełno różnego rodzaju pokrak (też zresztą brzydkich).
Właśnie, potwory. Nie spotykamy ich tak, jak w typowych jRPG. Tu one sobie po prostu chadzają po ziemi. No, trochę to rozwiązanie mnie zmartwiło, bo ja wolę, jak mnie atakują z ukrycia. Idę sobie, a tu trach i muszę walczyć. A tu co? Od razu widzisz wszystkie potwory w danej lokacji. Gdyby one jeszcze jakoś wyglądały, ale nie, te pokraki urodą ustępują tylko głównemu bohaterowi. Do tego za każdym razem, kiedy zrobisz krok naprzód, to one także mają jeden ruch. I one to doskonale wykorzystują. Tyle tylko, że przeważnie są szybsze niż Ty. Wygląd zewnętrzny wcale nie odzwierciedla tego, co mają w środku. Widzisz, że sobie lata takie brzydkie małe coś, atakujesz (a właściwie to atakuje ciebie) i nagle okazuje się, że ten mały był wystawiony na przynętę, bo potwory okazują się bardzo silne. Zabiją cię, to masz problem, bo ostatniego sejwa zrobiłeś baaaaaardzo dawno temu.

Czemu bardzo dawno temu? Widzisz, zrobienie sejwa jest równoznaczne z wyjściem z gry. Coś jak w Diablo II. Tyle tylko, że gdy w Diablo zszedłeś z tego świata, to natychmiast odradzałeś się w mieście. Tamto rozwiązanie było w porządku. To jest do niczego. Dlatego sejwujesz tylko gdy chcesz zakończyć grę. Co więcej, danego sejwa można załadować tylko raz! No, teraz to już jest przegięcie. Wchodzisz do gry od jakiegoś tam momentu, nagle cię zabijają i co? GRASZ OD POCZĄTKU. Nieważne, że przeszedłeś już około 90% gry. Graj sobie od początku. Można sobie zasejwować u księdza w kościółku jeszcze, ale przecież zabawa toczy się głównie poza miastami. Kolejne chybione rozwiązanie. [Na wszelki wypadek, gdyby ktoś nie zrozumiał, wyjaśniam, że save'y w kościołach działają normalnie, a to, na co tak narzeka Varmack, to jednorazowe save'y w dowolnym momencie gry. - Scooter Fox]
|
Mamy jeszcze jedno ciekawe rozwiązanie zastosowane w grze. Każda postać ma swoją umiejętność specjalną - a to może mieczem ścinać trawę, a to wędką/biczem przeciągać się ponad różnymi przepaściami, a to zapalać różne pochodnie i tym podobne (oczywiście można napisać itp., ale w takiej formie zajmuje to zbyt mało miejsca :)). I to jest konieczne do rozwiązywania różnego rodzaju zagadek. Niestety ja przez to utknąłem w pewnym momencie. Musiałem się przedostać na drugą stronę przepaści za pomocą tej wędki/bicza, ale ile razy podchodziłem do krawędzi, tyle razy nietoperz z Downem podlatywał do krawędzi po drugiej stronie i blokował. Ja odchodziłem, on odlatywał, ja się zbliżałem, on się zbliżał. Próbowałem różnych sposobów, wchodziłem do pomieszczenia, wychodziłem, cały czas walczyłem, bo oczywiście każdy potwór się odradzał po moim wejściu/wyjściu. I tak sobie chodziłem, a niestrudzony niczym nietoperz z Downem dalej blokował... Oczywiście o wcześniejszym sejwie to mogłem sobie pomarzyć. Pomarzyć to ja sobie mogłem o jakimkolwiek sejwie! [khe, khm... - Scooter Fox]

O ekwipunku też można powiedzieć krótko: jest. Mamy, jak to zwykle bywa, miecze, sztylety, wędki, ostre kości... Nieważne jednak co założymy naszym postaciom - i tak będą one posługiwały się tą samą animacją ataku, z tą samą bronią przez całą grę. Ech, bida z nędzą. Ale, ale, znajdujemy jeszcze różne wdzianka. Na przykład beret :) albo hełm jakiś tam (nie pamiętam nazwy); niestety nie mogłem ich założyć. Ma to pewnie związek z klasami postaci. Jakimi klasami postaci? Ano sam nie wiem. Ale jakoś trzeba to wytłumaczyć.
Jeszcze jedno. Podczas wędrówki możemy złapać sobie potworka i walczyć u jego boku :). No wypas, możemy ich złapać więcej, ale mi się nie chciało. Złapałem sobie takiego pająka, co to mi nieźle dokopywał podczas walki. Niestety, kiedy znalazł się w moich szeregach, jakby zmarniał. Ale co tam, ważne że walczył ze mną ramię w ramię i, co najważniejsze, mogłem mu założyć beret (wahahahahahaha, zaraz padnę).
Gry nie polecam nikomu. Jest nudna, szara, brzydka i okropna. Nie ratuje jej nawet wersja PL. Mi nie chciało się nawet z nikim rozmawiać. A w takim Golden Sunie chętnie rozmawiałem z każdym, mimo że mówili do mnie po angielsku. Tam aż chciało się rozmawiać. A tu co? NPC są tak odpychający, że nie chce się do nich podejść, a co dopiero z nimi gadać. Nie polecam nikomu, ta gra po prostu odrzuca od konsoli.
|
|
|
eeeee...
aaaaa...
plusów nie ma
|
grafika
potwory
postacie
SEJWY
cała gra to jeden wielki minus
|
Gatunek jRPG (niestety)
Platforma: GBA
Producent: TAITO Corp.
Rok produkcji: 2003
Język: polski [PL-Patch - Elpie] (niestety, szkoda pracy włożonej w polonizacje)
|
|