« poprzednia | spis treści | następna »  
Splinter Cell 3: Chaos Theory [XBOX]
Iggy

"Cichus Rybus - ryba żyjąca w głębinach oceanu atlantyckiego, jako jedna z niewielu gatunków została obdarzona trzecim okiem umożliwiającym widzenie w ciemnościach. Brak jakichkolwiek dźwięków wydawanych przez Cichusa Rybusa czynią zeń idealnego mordercę..."

Z drżącymi rękoma włożyłem płytę z grą do czytnika konsoli, w głowie kłębiły się myśli: "jaka jest Ta gra, a jeśli coś się nie uda, jeżeli to jest odgrzewany kotlet?". Szybko jednak pozbyłem się wątpliwości, gdy obejrzałem intro pozlepiane z najlepszych fragmentów tego tytułu. Szybko stworzyłem swój profil, wybrałem poziom trudności (Hardcore Easy odpada ;)), poszwędałem się po menu i nacisnąwszy "new game" zanurzyłem się w uniwersum Clancy'ego.



Pokazówka, wstęp do gry. Satelita pokazuje mi statek w rękach terrorystów, jeńcy ze strachem w oczach leżą na pokładzie. Na tym się kończy wstęp, zaczyna się odprawa. Z uśmiechem na twarzy witam Fishera i spółkę jak starych znajomych, szybkie wprowadzenie do misji i napis "loading", podczas którego oglądam filmik instruktażowy z cyklu "jak wyrzucić oponenta przez barierkę". Akcja dzieję się w 2008, Sam Fisher zostaje wysłany na misję, aby dowiedzie się, kto zaostrza stosunki między Korea Północna a Japonią. Wojna wisi na włosku. Tajemniczy wirus komputerowy (tytułowa teoria chaosu) zagraża światu, dlatego tez nasz dzielny agent zostaje wysłany w celu zlokalizowania, "kto, jak, po co" stworzył tego wirusa.

Powoli znika pasek ładowania, ekran się ściemnia i powoli wyłania się.... Moim oczom ukazuje się piękna plaża, bump mapping otacza mnie ze wszystkich stron, trzaskające pioruny i towarzyszące przy tym rozbłyski to fajerwerki graficzne z najwyższej półki. Grafika jest oszałamiająca! Podczas pierwszej misji, nie grałem, tylko dokładnie oglądałem teren oraz wspaniale zrobiony model postaci Sama Fishera. Nasz tajny agent prezentuje się rewelacyjnie, widać, że jego kostium zrobiony jest z gumy, po której w genialny sposób spływa woda! Na twarzy pojawiły się zmarszczki oraz inne cielesne oznaki starości. Sam podciął włosy, fryzura "na rekruta", troszkę siwizny przybyło oraz widać spadek kilku kilogramów, gdyż, Fisher już nie jest taki pyzaty na twarzy jak we wcześniejszych odsłonach. Wyraźnie zaznaczone rysy twarzy ukazują nam odmienionego Samuela F. Można rzec, że przypomina on troszkę drobnego złodziejaszka niż super-tajnego agenta. No, ale przecież diabeł tkwi w szczegółach.

Tak, sztuczki graficzne to niewątpliwie atut tej pozycji. Moknące włosy, skóra, genialnie oddane faktury materiałów, wymalują na Waszym pyszczku wyraz podziwu dla programistów. Panowie z Ubisoftu znają się na rzeczy, podnieśli poprzeczkę w dziedzinie gier stealth już w pierwszej części. To, co jest generowane przez konsolę przerasta najśmielsze oczekiwania! Mimika twarzy została tak dopieszczona, że aż trochę za bardzo gdyż wszystkie modele mają zbyt wyłupiaste oczy. No, ale to tylko detal i nie zmniejszy to mojego uznania dla tej wspaniałej trylogii. Otoczenie prezentuje się naprawdę okazale, mamy stare jaskinie, w których grasują niebezpieczni skośnoocy (a jakże!) terroryści. Wymienić można jeszcze genialnie wykonaną łaźnię czy dojo, gdzie Sam może przez papierowe ściany dusić wrogów. Efekty pokroju pary wodnej czy palącej się świeczki to istny ogień z żopy! A to tylko czubek tej ogromnej góry lodowej. Autorzy wprowadzili wiele pomniejszych, ale doskonałych zmian, teraz już praktycznie każdy przeciwnik ma inną twarz, gesty oraz głos. Teraz po zabiciu wypuszcza z dłoni karabin bądź też pistolet. Pozytywnie wpływa to na obcowanie z tym tytułem. Trzecia część to żaden odgrzewany kotlet, na potrzeby tej gry stworzono od podstaw silnik graficzny, urozmaicono na maxa plansze, na których przyjdzie nam eksterminować wrogów. Obszary mają teraz po kilka dróg, przez które możemy przejść i tym samym zaliczyć wszystkie objectives. To powoduje wzrost grywalności, każdy maniak skusi się na ponowne przejście SC3.



Ścieżka audio została solidnie dopracowana z "minusem". Każdy dźwięk nastraja odpowiednio gracza, tworzy się klimat, bez którego skradanki nie istnieją. Odgłos wody kapiącej na namiot, szelest trawy, ptaki śpiewające w oddali, wszystko to jest dopieszczone do perfekcji gdyby nie przeszkadzająca (mi bynajmniej) jakość nagranych rozmów NPC-ów.

Słyszy się wszystko jakby puszczone na starym magnetofonie. No, ale nie można się tak czepiać. Dolby 5.1 pozwala rozkoszować się dźwiękiem, który (cholera! muszę to powiedzieć!) jak żaden inny buduje wspaniały, filmowy klimat!

Czym byłby agent bez odpowiedniego sprzętu (Elpie thx ;)) [Dowcip zrozumiały w bardzo ograniczonym gronie, hehe :) - Elpie], niejednokrotnie zdobycze techniki ratują dupsko tajnym agentom. Można powiedzieć, że Sam jest jak dobrze opancerzony wóz bojowy, z niewielką różnica ;). Tuż przed każdą misją gracz musi stanąć przed trudnym wyborem, jak chce przejść daną misję: -assalut- na pałę, krzycząc "KAMIKADZE!"
-stealth- cichutko....
-lub po prostu rekomendowane, odpowiednio dostosowane do danej misji uzbrojenie.
I tak, kiedy weźmiemy w pewnej misji stealth, uzyskamy w naszym karabinku zoom snajperski, który ułatwi nam przetrwanie w tym zdegenerowanym przez hackerów i terrorystów (skośnookich zaznaczam! ;)) 2008 roku. Gdy jednak weźmiemy assalut, do naszej dyspozycji trafi pięknie pukający shotgun (przemodelowany karabinek). Oczywiście zgodnie z wyborem "stylu" dostajemy więcej lub mniej amunicji lub danych gadżetów.

Sztuczna inteligencja, dla większości najważniejszy element każdej skradanki, w grze postawiono szczególny nacisk na właśnie ten element. Przeciwnicy nie są już tylko patrolującymi dany skrawek terenu, cyborgami. Zachowanie wrogów jest... hmm... po prostu, ludzkie. Każdy (prawie) przeciwnik reaguje inaczej. Jeden, kiedy coś usłyszy, zgrywa bohatera i mówi kwestie w stylu "get out mother...", lecz zdarzają się przypadki, kiedy to zauważywszy Ciebie, oponent będzie strzelał na oślep (przypomina mi się film "Obcy") to naprawdę rajcuje. Inteligencja jest na tyle rozbudowana, iż terroryści wykorzystują każdy element, za którym mogą się skryć i prowadzić strategiczny ostrzał (kto grał w "Brothers in Arms" ten wie, o co mi chodzi). Przeszukując pomieszczenia, przeciwnik zapala latarkę, racę lub po prostu zapala światło.

Podczas akcji mamy przedstawiony limit alarmów, lecz nawet, kiedy go przekroczymy Lambert pozwala nam grac dalej. Granie z trzema alarmami to hardkor, przeciwnicy czają się za każdym rogiem, kamizelki, karabiny i to wszystko przeznaczone do zmasakrowania twej postaci! Poziom trudności to niezła gratka dla prawdziwych graczy.

Drodzy czytelnicy, w tym momencie możecie mnie zbesztać, spalić gdyż niestety nie opiszę Wam trybu multiplayer-net. Pozostaje mi tylko Cooperative. Ten tryb pozwala nam wcielić się w innego agenta i razem z kumplem kombinować jakby tu podejść przeciwnika. Co-op zawiera cztery długie misje, podczas których będziecie się nieźle bawić. Ja z bratem na przykład mieliśmy radoche po pachy, kiedy to zrobiliśmy w jednej misji parodię filmów o tajniakach. Podczas tej zabawy przyjdzie nam używać kombinacji, które normalnie nie są dostępne dla Sama, dlatego, że jest sam :). Jedne z ciekawszych to przerzucenie jednego gracza przez drugiego poprzez wiązki laserów, po to żeby gracz numer dwa mógł dezaktywować je. Innym rodzajem pomocy jest "gejowska pomoc", już tłumaczę. Gracz numer 1 podrzuca na wyższy poziom gracza numer 2, z kolei gracz no.2 zawisa na krawędzi i gracz no.1 używa gracza no.2 jako drabiny, namieszałem. Najbardziej wykorzystywanym elementem we współpracy jest akcja gdzie gracz no.1... dobra żartuję. Chodzi tu o odwrócenie uwagi przeciwnika przez jednego gracza, kiedy drugi gracz może zajść oponenta od tyłu i zrobić piękny uśmiech na szyi. Tak, więc multi na splicie to bardzo fajny dodatek i z pewnością zainteresuje gracza na dłużej. Jeśli lubisz klimaty książek Toma Clancy'ego, widowiskowość nie jest twoim ulubionym elementem, ale za to kochasz gry z serii "Tenchu" to Splinter Cell 3: Chaos Theory jest dla Ciebie!



Całość gry robi potężne, piorunujące wrażenie. Tytuł praktycznie bez minusów. Najpiękniejsza grafika, bijąca nawet genialnego "Ninja Gaiden", klimatyczna muzyka dająca się wczuć w świat political-fiction! Nowy desing postaci, lokacji, świetnie wpływa na ogólną ocenę, dawno nie widziałem tak dobrej gry, która stoi ramię w ramię z Metal Gear Solid 3!


fabuła
grafika
pomysły
humor i cała reszta
muahahah... tja... "minusy" to ci dopiero!!
Gatunek: Skradanka
Platforma: X-Box
Inne platformy: PS2, GCN, PC
Wydawca: UbiSoft
Rok produkcji: 2005

« poprzednia | spis treści | następna »